ToL – Recenzja

Wszyscy fani Icewinda wiedzą, iż niedawno ukazał się darmowy dodatek do dodatku IwD:HoW,który można było nabyć z oficjalnej strony Icewinda stworzonej przez CdProjekt, jego polskiego wydawcę, ściągając go, lub z płytki w listopadowym bodajże numerze Cd-Action, instalując go w folderze z grą. Co jednak ciekawe, dodatek nie zawiera się właściwie w fabule samego Heart of Winter, związanej z atakiem barbarzyńców na Samotną Knieję. Jest to jakby oddzielny rozdział opowieści o naszych bohaterach, ukazujący prawdziwą potęgę ich odwagi i efektywności. Pewnie zastanawiacie się, o czym ja w ogóle rozprawiam? Dowiecie się, lecz najpierw zacznijmy od początku.

Któż, jak nie drużyna poszukiwaczy przygód, znana z pokonania m.in. Belhifeta, czy straszliwej Yxunomei, lub Isacaraht, białej smoczycy, mógłby zająć się problemem nękającym stare ruiny wież zamkowej twierdzy lorda Maluradka (fajne imię co?:)? Odpowiedź? Nikt inny, jak właśnie ta drużyna! W karczmie, o wdzięcznej nazwie "Gwiżdżąca Szubienica", znanej doskonale z Samotnej Kniei, lokacji Heart of Winter, zaczepia nas jakiś nieznajomy niziołek (swego czasu Wysek pisał o tym w zapowiedziach dodatku), o imieniu Hobart "Szczeciniastostopy". Proponuje on wyprawę, która może napełnić nasze sakwy, oraz pozwoli przeżyć nadzwyczajną przygodę w zamku zmarłego Lorda, na którym krwawa historia pozostawiła okrutne piętno... Podobno w twierdzy straszy...

Znęceni obietnicami i niewątpliwymi zyskami z wyprawy, ochoczo zabieramy się w drogę. Pewnie myśleliście, że będziecie mieli czas dozbroić się/ ew. wyspać, czy choćby napić grzanego wina? Nic bardziej mylnego. Okrutny niziołek zabiera nas w portal teleportacyjny i już jesteśmy w murach zamku, zamknięci i bez wyjścia...

Nowe potwory takie jak Harpie, czy Szlamy znane z pierwszej części B.Gate (oczywiście chodzi o szlamy, bo Harpie to w pełni nowiutkie stworzonka:) spotkać można już na początku nieuniknionego zwiedzania twierdzy, lub jej czterech wież. Przy olbrzymiej bramie napotykamy na ciemne widmo, które zwie się tajemniczo i równie tajemnie wygląda, postać tytułową (the Luremaster, czyli Mistrza Wabienia)... Zleca on nam zadanie oczyszczenia jakichś ludzi, w miejscu, "...gdzie cienie lęgi swe mają", przy pomocy tajemniczych "oczyszczaczy", położonych w czterech stronach świata. I tu rozpoczyna się przygoda, czyli standardowe rozwiązanie questu, polegające na danym nam zadaniu, pokonaniu potworów w drodze do niego, jak na porządne hack&slash przystało, oraz ostatecznym wypełnieniu tegoż questu, przy pomocy napotkanych po drodze czynników... Nawet fakt, że zadanie dane jest w formie zagadki nie utrudnia jego wykonania, zresztą takie przykłady mieliśmy już choćby w dodatku do BG1, Tales from the Sword Coast, w lokacji zwanej Wieżą Durlaga. A teraz chwila prawdy, bowiem od ostatnich sześciu linijek raczyłem wam robić wodę z mózgu i ściemniać jak szalony:) Nie jest prawdą to, co napisałem i czego przyznam szczerze spodziewałem się po Trials of the Luremaster!!! Jest to bowiem dzieło, które moim zdaniem zupełnie różni się od obrazów prezentowanych nam od dobrych trzech lat przez firmę Black Isle, a raczej przez stworzone jej dłońmi erpegi! Nie ma tu już prostych zagadek, szybkich rozwiązań, oraz, wydawałoby się logicznych, miejscami banalnych zakończeń zadań! Dodatek do HoW prezentuje coś zupełnie innego, swoim urokiem i tajemnicą podsycając chęć gry, u maniaka takiego jak ja, jeszcze bardziej niż zwykle (w innych cRPG-ach). Grałem dotąd we wszystko co stworzyli panowie z odłamu Bioware (no, może poza Tronem Bhaala:) i uważam, iż ToL jest czymś zupełnie odmiennym i wyjątkowym. Dlaczego tak sadzę?

Na początku tekstu wspomniałem o opowieści przedstawiającej dzieje naszych bohaterów. Ale, czyż nie we wszystkich gierach wydanych niedawno przez "Czarną Wyspę" sytuacja przedstawiała się identycznie? Otóż nie! Bowiem Trials of Luremaster jest jakby swego rodzaju testem dla naszych bohaterów, danym przez tajemniczego Mistrza Wabienia, który, co za tym idzie jest także testem dla nas samych... graczy! Zagadki są naprawdę trudne, a jeżeli nie same zagadki to na pewno już sposób ich wypełniania. Wiele razy, w trakcie gry w ten, z pozoru "króciutki i łatwiutki dodateczek" zacinałem się w miejscu, i nie wiedząc co mam czynić, chodziłem w kółko, próbując wszelkich, często idiotycznych rozwiązań, aby znaleźć się w nowej lokacji, lub zabić nowego potworka. I tu jest wielka różnica pomiędzy Trials, a Icewindem, czy nawet dodatkiem Heart of Winter... Otóż, nie walki i zwiedzanie podziemi, stanowią największe wyzwanie dla gracza. W dodatku do dodatku najtrudniejszą rzeczą są zagadki, bo walka na wysokich poziomach (aby zagrać w Trials of the Luremaster, trzeba mieć postacie na co najmniej 11 poziomie), jest przynajmniej łatwa, choć i tu zdarzają się pewne wyjątki, np. niektóre istoty można zabić tylko czarami ze szkoły Inwokacji!

Pozostaje tylko pytanie, czy dodatkowe misje do Heart of Winter godne są nabycia i wytężania sił w celu ich ukończenia? Standardowo, kiedy zadaję pytanie, daję na nie odpowiedź, tak jak i teraz... Tak! Zdecydowanie tak! Trials of the Luremaster prezentuje niebywały poziom i złożoność. Jest praktycznie bezbłędny, nawet bardziej bezbłędny niż samo HoW(heh:)), posiada swoje, pięknie zrobione dungeony, swoje ładnie animowane i ciekawe potwory, oraz swój jedyny i niepowtarzalny klimat. Trzeba pominąć nawet fakt, że w rzeczywistości dodatek ten nie ma nic wspólnego z zimą:) Posiada w sobie wiele nowości i praktycznie żadnych błędów (nawet przeciwnie, mnóstwo ulepszeń!), jest inny, niż wszystko to co opisujemy w tym kąciku, inny niż wszelkie dzieła oparte na świecie Forgotten Realms, jest wreszcie czymś, co po ukończeniu daje prawdziwą satysfakcję, która składa się na uczucie jak najbardziej pozytywne, towarzyszące nam po zabiciu Isacaraht i obejrzeniu końcowego filmiku Heart of Winter, dodatku jakiego Trials of Luremaster jest integralną częścią, spóźnionym błogosławieństwem i cudem pośród gier c-RPG wydanych przez Interplay. A to, że jest całkowicie darmowy, jeszcze bardziej zobowiązuje nas "erpegowców" do nabycia go! No więc, na co jeszcze czekacie?... Marsz do sklepów!;)*

*- tak, tak barany, znowu Was wykiwałem, w sklepie go nie znajdziecie;P

Napisał natchniony nagłą pasją, szalony fan Icewinda i mroźnych klimatów, Jarlaxle.

Tekst pochodzi z Tawerny RPG.

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...