piorun_kulisty

Gwiezdne wrota: Arka prawdy

Wojciech "Courun Yauntyrr" Kominek niedziela, 28 października 2012

Po obejrzeniu ostatniego odcinka serialu „Stargate SG-1” miałem ogromne poczucie niedosytu. Chociaż tamta historia stanowiła ciekawe zwieńczenie 10 sezonów, to nie rozwiązywała dość palącego problemu Ori i ich ekspansywnej polityki siłowego nawracania galaktyki. Z pomocą przychodzą jednak pełnometrażowe „Gwiezdne wrota: Arka Prawdy”.

Film rozpoczyna się od wizyty w odległej galaktyce miliony lat wcześniej. Alteranie, znani potem jako Starożytni, dyskutują nad użyciem arki w walce z Ori, jednak ostatecznie nie zdobywają się na ten czyn, wybierając ucieczkę. Samo urządzenie jednak pozostaje na ich dotychczasowej planecie, zagrzebane pod tonami skał. Arki poszukuje także SG-1 na Dakarze, jednak odnaleziona skrzynia to w istocie schowek na bezużyteczne w walce pergaminy.

stargate, stargate the ark of truth

Pojawiają się Ori i ich dowódca – Tomin. Mężczyzna wykonuje rozkaz kapłana i otwiera skrzynię, jednak gdy ta nie zawiera arki, ma zabić SG-1. Były mąż Vali sprzeciwia się temu poleceniu, powołując się na religijne dogmaty. Kapłan własnoręcznie chce dokonać egzekucji, lecz ginie z rąk Ziemian. Wkrótce Tomin odkrywa okrutną prawdę na temat bogów, w których do tej pory ślepo wierzył. Można więc powiedzieć, że to taki nowy Teal’c, tyle że bardziej ludzki. Pomaga SG-1 zlokalizować miejsce pogrzebania prawdziwej arki, co wymaga podróży na terytorium wroga. W tym czasie Ori nie próżnują, szykując skoordynowany atak na Ziemię.

„Arka Prawdy” to sztandarowy przykład na to, dlaczego scenarzyści nie powinni próbować w swoich dziełach upychać zbyt wielu elementów. Cała historia szyta jest grubymi nićmi i razi wręcz bezczynność wroga, podczas gdy kolejne wskazówki co do położenia arki spadają na głowy członków SG-1 dosłownie z każdej strony, przez co kompletnie nie ma tutaj żadnego elementu zaskoczenia. Kiedy nagle pojawia się robot-człowiek, od razu mamy przed oczami „Terminatora”. Kilka ujęć dalej to podróż do obcego świata w strojach z epoki, aż tu nagle widz ląduje w SGC i wysłuchuje gróźb jednego z kapłanów Ori. Trochę tych różnych elementów jest za dużo, przez co płynność akcji traci na swoim impecie. Wreszcie największym rozczarowaniem okazuje się samo zakończenie, które korzysta z pomysłu już użytego wcześniej w serialu. Widz oczekuje jakiejś dramatycznej końcówki, a tu nagle dostaje odgrzewany kotlet, którego nie ożywią nawet wdzięki Moreny Baccarin.

stargate, stargate the ark of truth

Pozostali aktorzy, znani z serialu, nie wyróżniają się niczym szczególnym. Zabłysnąć próbowała Claudia Black, jednak jej talent komediowy jest zbyt skromny, by rozruszać cały film. Wspomniana Baccarin prezentuje się bardzo dobrze i wytwarza wokół siebie aurę potęgi, jednak nie pasował mi dla niej wizerunek rozkapryszonego bożka, który wszystko robi dla zabawy. W serialu jej rola było dużo wyrazistsza, więc taka zmiana może dziwić. Pozostali niczym się nie wyróżnili, serwując nam znane odzywki i zachowania. Szkoda, że zabrakło Richarda Deana Andersona, jednak pewnie pojawiałby się tylko epizodycznie.

Efekty specjalne na pewno trochę kosztowały, jednak prezentują się bardzo dobrze. „Prometeusz” robi wrażenie, ruiny Dakary wyglądają przekonująco, a obcy świat i samo Celestis także są dość klimatyczne. Zabrakło jednak jakiegoś jednego, spektakularnego elementu, który utkwiłby w pamięci. Szkoda, bowiem wątek Ori zasługiwał na zakończenie z przytupem i dużą ilością ofiar.

Muzyka nie zawodzi i od razu przywodzi na myśl pierwsze filmowe „Stargate”. Może nie każdy przepada za dość klasycznymi motywami, jednak do tego uniwersum wpisały się od samego początku i bez nich nie wyobrażam sobie żadnych „Gwiezdnych wrót”. Polski dubbing został przygotowany rzetelnie, jednak chwilami styl wypowiedzi czytającego śmieszył mnie w dość poważnych momentach filmu.

stargate, stargate the ark of truth

„Arka Prawdy” to film zaskakujący. Mamy dobrą podstawę fabularną i znanych aktorów, jednak scenariusz przygotowano chyba na kolanie i chciano w nim upchnąć jak najwięcej sprawdzonych motywów z hollywoodzkich produkcji. „Arka Prawdy” to jednak film innej klasy i to poczucie towarzyszy nam od pierwszej aż do ostatniej minuty. Obejrzeć jak najbardziej warto, zwłaszcza jeśli jest się fanem całego „Stargate”, jednak oczekiwania, zwłaszcza po marnej końcówce, były dużo wyższe.

Ocena Game Exe 6  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...