szczury_wroclawia_szpital

Guild Wars 2: Heart of Thorns

Dawno nie czekałam na żadną grę tak, jak wyczekiwałam dodatku "Guild Wars 2: Heart of Thorns". W GW2 przegrałam już tysiące godzin, a Tyrię zwiedziłam wzdłuż i wszerz kilkukrotnie, więc w okolicach ogłoszenia rozszerzenia zaczynałam mieć problem ze znalezieniem sobie zajęcia. Gra sama w sobie jest ogromna i proponuje naprawdę wiele form rozrywki. Jeżeli znudzisz się w PvE, pobaw się w PvP, jak ograsz się w PvP, spróbuj WvW, a kiedy opatrzy ci się WvW, spokojnie będziesz mógł wrócić do PvE itd. Możesz zabijać World Bossów, możesz przechodzić kolejne ścieżki w dungeonach albo przejść się na Fractale – dość unikalny rodzaj dungeonu, który dosłownie jak fraktal, zapętla się w wiele różnych wersji. Jednak pomimo tego ogromu, po pewnym czasie wszystko zaczyna wydawać się takie samo i chociaż nadal pałałam ogromną miłością do tej gry i chciałam coś w niej po prostu robić, szybko mnie nużyła. Właśnie to według zapowiedzi miał zmienić dodatek "Heart of Thorns".

guild wars 2, heart of thorns

Historię już pewnie znacie z drugiego sezonu Living Story, jeżeli nie, warto do nich zajrzeć przed rozpoczęciem zabawy w "Heart of Thorns". Mówiąc skrótowo – Scarlet Briar powiodła się próba przebudzenia smoka, a Mordremoth szybko stał się jednym z największych zagrożeń dla Tyrii. I tylko ty możesz go pokonać. Jednak aby do niego dotrzeć, musisz przedrzeć się przez nieznane jeszcze tereny Maguumy – rozległej dżungli, która jest nie tylko rozległa horyzontalnie, ale także wertykalnie, przez co niesamowicie łatwo można się zgubić, aż chciałoby się dodać: jak to w dżungli.

guild wars 2, heart of thorns

A zatem HoT to przede wszystkim cztery nowe mapy, które w pierwszej chwili przytłaczają swoim rozmiarem oraz skomplikowaniem. W drugiej chwili zachwycają ilością detali, widoczkami, a w trzeciej zaczynają irytować trudną dostępnością niektórych miejsc. Poruszanie się po nich jest małym koszmarkiem samym w sobie. Na mapach jest niewiele waypointów, za to mnóstwo groźnych przeciwników, których pokonanie w pojedynkę bywa trudne, jeżeli w ogóle wykonalne. Zatem najlepszym sposobem poruszania się jest zorganizowanie mniejszej lub większej grupy – nawet idąc z kilkoma przyjaciółmi w party mamy większą szansę na przeżycie niż solo. A najlepiej przykleić się po prostu do commandera – większość map już po kilku dniach od startu dodatku zaczęła się organizować wokół cyklicznych eventów.

Trudność map można by potraktować oczywiście jako ewidentny minus. Ja jednak mogę go zaliczyć jedynie na plus. Są wyzwaniem nawet dla weteranów "Guild Wars 2", a właśnie tym powinno być rozszerzenie. Natomiast potrzeba organizowania się przez graczy to nic innego, jak zmuszenie społeczności do wspólnego działania – kwintesencji gier MMO. I niezależnie od tego, jak trudne by były – wszystkie mapy są po prostu przepiękne! Kilka razy nawet zdarzyło mi się zginąć właśnie przez podziwianie dżunglowych widoczków.

guild wars 2, heart of thornsguild wars 2, heart of thorns

Nie sposób nie zauważyć, że ArenaNet za punkt honoru przyjęła sobie zmuszenie graczy do organizowania się w większe grupy. Przeciwnicy są silni, eventy trudne, a o Mesteries bez towarzystwa możemy zapomnieć. To jednocześnie frustrujące i mobilizujące, pytanie tylko, jak długo uda się podtrzymać na tyle duże zainteresowanie, żeby była szansa na znalezienie kompanów do nowych map?

Dodatek wprowadza też coś, na co chyba wszyscy fani czekali najbardziej – nową klasę. Revenant ekscytował wszystkich od momentu ogłoszenia. To klasa nietuzinkowa, bowiem bronie do walki wręcz traktuje jako bronie dystansowe i na odwrót. Jednak mimo obietnic już po kilku meczach w PvP możemy poczuć delikatny brak równowagi. Podobnie jest z elitami, które wraz z dodatkiem otrzymały wszystkie specjalizacje. Dlatego jeżeli już zainwestowaliście w dodatek, warto również poświęcić czas na rozwinięcie elitarnych specjalizacji. Później w każdej chwili możecie z nich zrezygnować – wystarczy pozmieniać traity, aby znowu stać się zwykłym wojownikiem, złodziejem czy mesmerem.

guild wars 2, heart of thorns

Nowością, która najbardziej mnie ekscytowała, był Guild Hall. Niestety ArenaNet w tym wypadku postawiła na większe organizacje. Chociaż samo odbijanie siedziby skaluje się pod liczbę członków ekspedycji, to dalszy rozwój będzie zbyt powolny bez większej liczby zaangażowanych osób. Nie zmienia to jednak faktu, że Guild Hall jest naprawdę miłym rozwinięciem systemu gildii, jakby nie patrzeć, podstawy "Guild Wars 2". Szkoda jednak, że znajdują się one jedynie w nowych lokacjach i mają tylko dwie formy. Pozostaje mieć cichą nadzieję, że to jedynie podstawy do dalszego rozwoju gildii.

guild wars 2, heart of thorns

Zmiany objęły także elementy, które już znaliśmy – nowe mapy i funkcje obiektów w WvW, które zdecydowanie zmieniają tok rozgrywki. Wymaga teraz czegoś więcej niż biegania od punktu do punktu: większej strategii. Ot, już przetarte zbiorowe taktyki przeterminowały się, a ukształtowanie nowych jeszcze na pewno trochę zajmie. Restrukturyzacja dotknęła także Fractale. Te również mogą wprowadzić trochę zamieszania, ponieważ teraz nie musimy już przygotowywać się na kilka godzin męczącej rozgrywki. Każdy Fractal to pojedynczy dungeon, po którym możemy albo wskoczyć w następny, poziom wyżej, albo zrezygnować i zająć się czymś innym. To dość przyjemne, bałam się jednak, że przez to Fractale stracą nieco na swojej "elitarności". Jeżeli byliście na wyższych poziomach, pewnie rozumiecie, co mam na myśli. Jeżeli nie – tak wiele jeszcze przed wami! Szczególnie, że "Heart of Throns" dodało 50 kolejnych poziomów i teraz maksymalny poziom to 100. A już na 40 bywało ciężko...

guild wars 2, heart of thorns

Jedną z bardziej irytujących rzeczy w "Guild Wars 2" były bronie legendarne. Nie miały zbyt wielu wzorów, dlatego w którymś momencie większość postaci chodziła praktycznie z tą samą, zaprojektowaną na rzucanie się w oczy bronią. Jednocześnie same w sobie były okropnie trudne w zdobyciu – szansą było albo znalezienie ich w skrzynkach ze starć z dużymi bossami, albo uzbieranie ponad 1000 golda, aby je kupić na Trading Poście. Oczywiście w Internecie krążyły masy poradników, jak w miarę optymalnie "otrzymać" prekursora, czyli broń potrzebną do wytworzenia broni legendarnej. Wiele jednak opierało się na szczęściu: mojej znajomej prekursor spadł niemal zaraz po wbiciu 80. poziomu, mnie, mimo tysięcy przegranych godzin, nigdy się to nie udało. Brzmi frustrująco, prawda? Muszę jednak przyznać, że nigdy nie starałam się tak naprawdę o niego – w "Guild Wars 2" znajdziecie mnóstwo o wiele bardziej interesujących wzorów broni, które w dużo większym stopniu pozwolą wam stworzyć unikalną postać niż błyszczące miecze, z którymi niemal każdy biega. ALE gdybyście mimo to pożądali tego skrzącego się ostrza Twilight albo Sunrise, teraz wszystko zależy od waszej pracowitości. Dzięki odpowiedniemu Mastery Pointowi możecie zdobyć przepis na broń legendarną, a później wystarczy już zdobyć odpowiednie surowce i znaleźć odpowiednie osoby. Czy obniżyło to ich prestiż? Trochę na pewno tak – mimo wszystko jest coś bardziej elitarnego w broni, którą trudno zdobyć. Optymistycznie nastrajają jednak nowe wzory legend – czyżby wstęp do cyklicznego wprowadzania nowych wyglądów? Mam naprawdę dużą nadzieję.

guild wars 2, heart of thornsguild wars 2, heart of thorns

"Guild Wars 2: Heart of Thorns" na pewno zasługuje na miano rozszerzenia. Właściwie przypomina to, czym kiedyś rozszerzenia były – solidną porcją nowej zawartości, która przywracała wypieki na twarzy i radość z rozgrywki. Dodatek jest olbrzymi i na pewno zapewni wam wiele godzin zabawy. Może nieco frustrującej, szczególnie na początku. Ale kolejne cele łatwo sobie znaleźć, a ścieżka do nich często znajduje się na granicy, za którą zaczynamy mieć wrażenie, że wysiłek jest niewspółmierny z nagrodą. "Heart of Throns" zdecydowanie sprowadziło z powrotem ducha MMO – znowu musimy współpracować z obcymi graczami, szukać szans i okazji. Wszystko stanowi świetny endgame, ale także wprowadziło zamieszanie w "wysiedziane" już elementy gry. Jeżeli wymaksowaliście wszystko, co było do wymaksowania, dodatek będzie dobrym krokiem po nowe przygody w Tyrii.

A jeżeli szukacie osób do wspólnej gry – zajrzyjcie na nasze forum, ponieważ gildia Królewskie Lwy [GE] także szuka kompanów!

guild wars 2, heart of thorns
Plusy
  • Robi to, co rozszerzenie powinno robić
  • Trudność
  • Masteries
  • Mapy
  • Profesja i specjalizacje
  • Guild hall
  • Zmiany w balansie
Minusy
  • Spora ilość bugów
Ocena Game Exe
8
Ocena użytkowników
9,3 Średnia z 5 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...