Goa

goa, okładka

Początek XVI wieku, szum oceanu i trzaski fal uderzających o kadłub, a na pokładzie ty, portugalski handlarz przyprawami, z lunetą w dłoni. Czy to ląd? Tak, połacie ziemi pokazują się na horyzoncie. Przyglądasz się w skupieniu i po chwili wiesz, że to zlokalizowana na zachodnim wybrzeżu Indii Goa rozpościera się przed tobą. Jeszcze trochę i dobijesz do malowniczego brzegu, gdzie będziesz musiał podjąć mnóstwo ważnych decyzji. Budować kolejne statki? Uprawiać więcej przypraw? Zebrać podatki? A może założyć kolejną kolonię? Co zrobić, by okazać się najlepszym w gronie pozostałych osób siedzących nad planszą?

Na początku trzeba sobie zdać sprawę, że wydana przez Wydawnictwo Lacerta gra pt. "Goa", autorstwa znanego m.in. z wymyślenia "Istanbulu" Rüdigera Dorna, jest dużą produkcją. W jej skład wchodzą nie tylko główna plansza i po dwie mniejsze na każdego gracza, ale też mnóstwo różnych kafelków, sporo rozmaitych kart i pękaty woreczek drewnianych znaczników przypraw. Trzymając pudełko w rękach, wyraźnie czuć, za co się zapłaciło. Jednocześnie w tej chwili wiadomym się staje, że potrzeba będzie obszernego stołu bądź porządnego kawałka wolnego miejsca na podłodze, by móc rozłożyć się z tym przeznaczonym dla od 2 do 4 osób tytułem.

goagoa

Od czego zaczynamy? Oczywiście od ustawienia sporego rozmiaru planszy, w centrum której znajduje się 25 kwadratowych pól. Gracze dostają po dwie tekturowe planszetki, na których będą zaznaczać swój rozwój w pięciu różnych gałęziach oraz ustawiać zdobyte plantacje i kolonie. Jako że gra składa się z Fazy A oraz Fazy B, należy wziąć 29 kafelków A, przetasować je, odłożyć 4 losowo wybrane, a pozostałe poukładać kolejno na środku planszy. Następnie wystarczy wybrać pierwszego gracza, rozdać każdemu pieniądze, karty statków i kolonistów, by móc zacząć grę. Rozgrywkę w "Goa" wygrywa ta osoba, która zdobędzie najwięcej Punktów Zwycięstwa.

Zarówno Faza A, jak i Faza B składają się z czterech rund, a każdą z nich rozpoczyna licytacja. Gracze na swoich planszetkach posiadają znaczniki, którymi zaznaczają wybrany przez siebie kafelek. Rozpoczynający dostaje gwarantującą dodatkową akcję flagę i to on wszczyna proces targowania się o żetony, kładąc ją w wybranym miejscu i oznaczając żetonem w swoim kolorze. Drugi może wybrać tylko te kafelki, które sąsiadują z flagą, toteż wszystko zależy od tego, gdzie lider ją wcześniej położy. Trzecia osoba wybiera coś, co sąsiaduje z żetonem wskazanym przez drugą itd., aż kolejka dochodzi do inicjatora, który jako jedyny kładzie gdzieś swój drugi znacznik. Następnie wszyscy licytują między sobą wskazane kwadraciki, mogąc zaoferować jakąś liczbę pieniędzy bądź spasować. Co ważne, jeżeli na danym żetonie leży znacznik naszego koloru, to możemy go kupić za 1 dukat mniej, niż największa z zaoferowanych sum.

goagoa

Na cholerę nam te kafelki? Część z nich to plantacje, które bierzemy z planszy i kładziemy na swoich planszetkach, dodając od razu z puli wybraną przyprawę. Dostępne są cynamon, pieprz, gałka muszkatołowa, goździki i imbir. W zależności od tego, jaką plantację wybierzemy, taką przyprawę będziemy mogli hodować. Inny rodzaj żetonów ma działanie natychmiastowe: albo dobieramy 4 karty statków, albo 2 dodatkowe akcje, albo 3 karty statków bądź kolonistów itp. Jeszcze inne dodają permanentne bonusy np. pozwalają pobrać co rundę wybraną przyprawę czy 3 dukaty. Znajdą się też takie, które gwarantują nam bonusowe PZ na koniec gry. W związku z tym wyobraźcie sobie emocje towarzyszące każdej licytacji. Trudno powiedzieć, że żetony są dobre i złe. Raczej są przydatne i bardzo przydatne, a zasada o konieczności sąsiadowania ze sobą kładzionych znaczników utrudnia najkorzystniejsze przeprowadzenie tego etapu. Bardzo fajne jest to, że jeśli kupuje się coś, co wskazał inny gracz, to nie daje się pieniędzy do "banku", jak w przypadku nabywania wytypowanych przez siebie rzeczy, tylko właśnie jemu, przez co my biedniejemy, a on się bogaci. Dlatego nic nie będzie stać mu na drodze, by w ramach zemsty chwilę później podkupił zaznaczony przez nas żeton. Fakt ten zmusza do dwukrotnego przemyślenia każdego kroku i zapewnia dodatkowy dreszczyk.

goagoa

Mamy różne plantacje, rozmaite przyprawy, karty statków czy kolonistów. Po co nam one wszystkie? Oczywiście po to, by się rozwijać, co odwzorowywane jest na planszach rozwoju, które gracze mają przed sobą. Zlokalizowano tam pięć torów umożliwiających nam wykonywanie tyluż odmiennych akcji. W każdej z rund można wykonać po trzy takie działania, chyba że posiada się karty pozwalające wykonać ruch więcej. Dzięki akcji na pierwszym torze dobieramy kartę statku, drugi pozwala wziąć z puli taką przyprawę, jakiej plantację bądź kolonię posiadamy, a trzeci zebrać podatki, czyli po prostu pobrać pieniążki z "banku". Korzystając z czwartego ciągnie się kartę wypraw, a piąty wskazuje, ilu kolonistów aktualnie mamy. Na każdej z tych pięciu gałęzi rozwoju mamy oznaczony szarą drewnianą kostką stopień zaawansowania. Żeby przejść z pierwszego poziomu na drugi, musimy zapłacić kartę statku i jakąś przyprawę. Awans nie tylko gwarantuje nam PZ, ale też pozwala na więcej. Jeżeli bowiem na podstawowym stopniu toru statków chcemy wykonać akcję, dostaniemy jeden statek. Podczas gdy gracz, który przeszedł na następny szczebel, za takie samo działanie dostanie dwie karty. Nie inaczej wygląda sprawa z dobieraniem przypraw czy pobieraniem pieniędzy. Oczywiście awansowanie wymaga od nas coraz to większej liczby statków i przypraw, ale im bardziej się rozwiniemy, tym więcej będziemy zyskiwać każdym kolejnym wykonanym ruchem.

goagoa

Nieco inaczej wygląda zakładanie koloni. W "Goa" dostępne są cztery: Quilon, Cochin, Madras i Calicut. By je zdobyć, trzeba posiadać kolejno 6, 8, 10 i 12 kolonistów. Sama taka próba wygląda następująco. Najpierw sprawdza się, ilu kolonistów mamy oznaczonych na swej planszy rozwoju, a następnie ciągnie się dwie karty wypraw. W ich dolnym lewym rogu podana jest liczba kolejnych ubranych na czarno mężczyzn – od 1 do 3. Dolicza się ich do wartości z naszego toru, a ewentualne braki uzupełnia trzymanymi w rękach kartami kolonistów. Jeśli osiągniemy w sumie wymaganą wartość, zdobywamy wskazany cel. Same kolonie różnią się między sobą. Pierwsza gwarantuje hodowlę jednej z dwóch wybranych przypraw, a druga jedną dowolną z wszystkich pięciu. W przypadku trzeciej i czwartej sprawa wygląda analogicznie, tyle że hoduje się ich dwa razy więcej.

Jak sami widzicie, zasady są klarowne i nie trzeba wiele czasu, by sobie je przyswoić. Zastosowany w "Goa" mechanizm sprawdza się świetnie. Począwszy od licytacji, czyli okresu pełnego emocji, burzliwego i decydującego o losach rozgrywki. Podobnie system awansowania na poszczególnych torach, który został dobrze zbalansowany. Trudno orzec, czy lepiej rozwijać się równomiernie, czy postawić na dwa bądź trzy wybrane i dużo więcej w nie inwestować. Możliwości jest wiele i trzeba będzie zagrać sporo partii, by wyrobić sobie definitywne zdanie. Tym bardziej w obliczu sporej regrywalności! Raz, że kafelki zawsze będą mieć inne początkowe ułożenie, a dwa, że nigdy nie wiadomo, jak będzie wyglądać targowanie się o nie z resztą ludzi. Wszystko wskazuje na to, że w "Goa" można grać i grać, i sporo statków przepłynie drogę Portugalia – Indie, zanim gra się znudzi. Pudełkowy czas rozgrywki wynosi 90 minut, jednak osoby mające wcześniej kontakt z tą pozycją są w stanie zagrać szybciej. Bardzo fajnie, że praktycznie nie ma momentów, w których trzeba czekać na pozostałych. Cały czas należy analizować zarówno swą sytuację, jak i poczynania sąsiadów, jedna runda zastępuje drugą, więc rozgrywka zlatuje w mgnieniu oka.

goagoa

Co ciekawe, wydawałoby się, że nieliczne kafelki gwarantujące dodatkowe PZ nie są warte wielkich poświęceń i że można na nie machnąć ręką. Tymczasem okazuje się, że te 2 bądź 3 dodatkowe oczka decydowały o naszych losach, nie mówiąc już o tych, które pozwalają wymienić na koniec 6 przypraw za 5 punktów bądź mnożyć razy 3 każdy PZ za pojedynczą plantację. Pewnie, że głównie PZ dostajemy za postępy na planszy rozwoju, sporą część za liczbę posiadanych koloni, następne za pozostałe w ręce karty wypraw, a jeszcze kolejne za plantacje z cyferką 1. Jest też bonus dla tego, komu pozostanie najwięcej pieniążków. W obliczu tak licznych możliwości mogłoby się zdawać, że te wspominanie żetony nie mają aż takiego znaczenia, a u nas zwykle to właśnie one decydowały, kto okazywał się zwycięzcą, a kto musiał zastanawiać się nad przyczyną porażki.

Pod względem wykonania "Goa" stoi na najwyższym poziomie. Plansza jest duża, porządnie zrobiona, czytelna i klimatyczna. Znajduje się na niej miejsce nie tylko na 25 kafelków, ale i na pieniądze czy wszystkie karty. Dzięki temu na stole panuje porządek, a rzeczy są na swoim miejscu. Wszelkie grafiki są takie, jakie być powinny – zachowane w odpowiednim tonie i przyjemne dla oczu. Wszelkie żetony wyglądają solidnie, a drewniane znaczniki przypraw prezentują się rewelacyjnie. Na przebrnięcie przez instrukcję trzeba poświęcić nieco czasu, ale w trakcie lektury pozna się odpowiedzi na wszelkie pytania, jakie mogą przyjść na myśl. Wytłumaczono w niej wszystkie wymagającego tego kwestie, a nawet opisano pokrótce alternatywne warianty gry: Szybki start i Bonanza. W trosce o graczy na samym końcu zamieszczono przykładowy przebieg rundy, który można sobie na spokojnie przeanalizować.

goagoa

Bardzo fajne w "Goa" jest to, że nadaje się świetnie zarówno dla osób, które rozpoczynają swą przygodę z grami planszowymi, jak i dla weteranów, znających wiele rozmaitych tytułów. Ci pierwsi nie będą mieć problemu z szybkim przyswojeniem sobie zasad, a drudzy odnajdą w trakcie rozgrywki to coś, co zachęci ich do następnej partii. Jak to jest w przypadku takich gier, wydawać by się mogło, że nie poczuje się zbytnio zaserwowanego klimatu. Muszę przyznać, że jednak stosunkowo łatwo wczuć się w rolę. Dobrze, może trudno sobie wyobrazić, że te kilka kart statków w ręce stanowi całą moją flotę, ale ustawiane na planszetce żetony plantacji czy koloni sprawiają wrażenie, że faktycznie budujemy i rozwijamy coś swojego. Mamy ten nasz kawałek ziemi i od nas zależy, jak on będzie wyglądać. Akcja toczy się szybko, nikt się nie nudzi, stale trzeba myśleć, co powoduje, że czas nad planszą zlatuje bardzo szybko. Fakt, że każda partia jest inna, dodatkowo zachęca do dalszego grania. Ostatecznie można powiedzieć, że z "Goa" jest jak z żeglugą – jak ktoś raz spróbuje, nie będzie mógł przestać!

Dane techniczne
Elementy zestawu Podsumowanie
  • 1 plansza główna
  • 8 plansz graczy
  • 18 żetonów kolonii
  • 59 żetonów
  • 8 żetonów Bonanza
  • 20 wskaźników aukcji
  • 20 znaczników postępu
  • 10 kart dodatkowej akcji
  • 17 kart statków
  • 18 kart kolonistów
  • 30 kart wypraw
  • 45 kart dukatów
  • 50 drewnianych znaczników przypraw
  • Instrukcja
  • Ocena wykonania: 9
  • Poziom trudności: średni
  • Czas gry: 90 minut
  • Liczba graczy: 2-4
  • Wymagana przestrzeń: duża
  • Uśredniona cena: 150zł

Dziękujemy wydawnictwu Lacerta za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Plusy
  • Proste zasady
  • Świetna mechanika
  • Pełna emocji licytacja
  • Spora regrywalność
  • Bardzo solidne wykonanie
  • Dobrze napisana instrukcja
Minusy
  • Niektórzy nie odczują klimatu
Ocena Game Exe
9
Ocena użytkowników
9,23 Średnia z 15 ocen
Twoja ocena

Komentarze

0
·
Co się stanie, gdy w Goa zagram dziś z żeglarzem, jestem ciekaw sam, czy na Madras wróci zdrów, czy nakupi statków znów, czy osadę postanowi wznieść albo przypraw sześć? Co się stanie, gdy w Goa zagram?

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...