EVE Online

Jan L. "Hassan'" Hassan sobota, 26 stycznia 2013

Kosmos. Ostateczna granica.

Ta recenzja to nie są co prawda wędrówki statku Enterprise na pięcioletniej misji badania kosmosu, ale spokojnie można założyć, że z tamtych wędrówek co nieco czerpią.

"EVE Online" zwróciło moją uwagę już dawno temu, kiedy pacholęciem jeszcze będąc obejrzałem "Gwiezdne Wojny", zagrałem trochę w "Homeworlda" i we "Freespace'a 2", po czym stwierdziłem, że szukam czegoś w tym właśnie stylu.

eve online

Czternastodniowy okres próbny nie zakończył się wtedy dla mnie szczęśliwie – gra odstręczyła zupełnym brakiem samouczka, podpowiedzi czy chociażby przyjaznego interfejsu. Dodajmy do tego miesięczną subskrypcję, która dla kogoś, kto wtedy uważał 20zł za niewyobrażalną fortunę, była delikatnie mówiąc nie do przeskoczenia. Odinstalowałem więc "EVE Online" i wróciłem do grania we "Freespace'a" po pewnym czasie zapominając o całym zdarzeniu.

eve online

Po latach, już jako dorosły gracz, który 20 zł zamienił z "niewyobrażalnej fortuny" na "przerażająco mało pieniędzy", dowiedziałem się o "EVE Online" słuchając Internetowego podcasta. Gra pojawiła się tam w kontekście "Dust 514", strzelanki ekskluzywnie wydawanej na Playstation 3. Jej akcja będzie rozgrywać się na poszczególnych planetach Nowego Edenu, czyli uniwersum, w którym rozgrywa się "EVE". Obie gry będą wyjątkowo ciasno połączone, a sam pomysł jest mocno chwalony i określany jako nowatorski.

Jednak "Dust 514" jest grą tylko na PS3, a ja tej konsoli nie posiadam. Postanowiłem więc spróbować swoich sił w powiązanym ze strzelanką tytule. Doszła do tego pozytywna opinia kolegi i nie wiedzieć kiedy na moim pulpicie zagościła nowa ikonka, która szybko awansowała do statusu ikony przypiętej do paska zadań.

eve online, eve

Ponieważ za młodu uważnie słuchałem tego, co mówił mędrzec w Zeldzie i wiem, że niebezpiecznie jest iść samemu, do gry namówiłem też kumpla i po ściągnięciu gry zabraliśmy się za tworzenie postaci. Ze wszystkich elementów "EVE Online" początek jest najgorszy – kreator postaci mimo tła każdej nacji (a są cztery – demokratyczni Gallente, megakorporacyjni Caldari, imperialni Ammarowie i kosmiczni neobarbarzyńcy – Minmatarzy) nie dostarcza praktycznie żadnych informacji, jak wybory wpłyną na rozgrywkę i co w zasadzie oznaczają w przełożeniu na mechanikę. Gigantyczny plus gra ma za kreator wyglądu postaci – tak intuicyjnego i świetnie zrobionego narzędzia nie widziałem w żadnej grze, a kreator portretu (czyli tego, co widzieć będą inni gracze po wywołaniu profilu postaci) to istna bajka. Poza, tło, oświetlenie, wyraz twarzy, ułożenie mięśni, no wszystko i zrobione tak intuicyjnie jak nigdzie indziej. Inne gry powinny się od "EVE" w tej materii uczyć. Ozdobiwszy więc swoją postać w przeciwsłoneczne awiatory, które, jak każdy wie, w kosmosie są niezbędne, wyruszyłem na podbój galaktyki. Albo raczej próbowałem wyruszyć, bo gra w pierwszych minutach zupełnie nie pomaga. Wiem, że jest niesamowicie rozbudowana i musi informować gracza o wielu aspektach jednocześnie, ale kilka dobrych dni zajęło mi ogarnięcie i dostosowanie interfejsu do swoich potrzeb i swojej wygody (a tak – jego konfiguracja jest praktycznie dowolna). To odwieczny problem wielu programów – twórca ma do wyboru albo dowolność, albo prostotę. W "EVE" postawiono na dowolność, której zalety ujawniają się dopiero, gdy ogarnie się, co jest czym.

W końcu po wielu godzinach nerwów, ogarniania i robienia samouczków, które człon "samo" traktują z przerażającą wręcz dosłownością, dostałem 10 milionów ISKów (tutejsza waluta) do ręki, klepnięcie w plecy, statek, który wyglądał, jakby miał się rozpaść, i 10 pozostałych dni z triala do dyspozycji. Dostałem też informację, że za dalszą subskrypcję mogę płacić walutą w grze – 30-dniowa licencja pilota (tzw. PLEX) kosztuje około 500 milionów kredytów.

Nikt chyba się nie zdziwi, że w ciągu okresu próbnego pół miliona zgromadzić się nie da – chyba że ma się tajemne moce, których Azjaci uczą się w wysokich górach, przekładając je potem na nieprawdopodobne możliwości pozyskiwania waluty w dowolnej grze. Nie pozwala na to ekonomia w całości podtrzymywana przez graczy, która podnosi się jeszcze po ostatnim kryzysie (przynajmniej w czasie pisania tego tekstu) oraz ograniczenia takiego konta, które nie pozwalają na przykład na latanie statkami transportowymi albo rozwijanie umiejętności związanych z kolonizacją i eksploatacją planet.

eve online, eve

Po opłaceniu pierwszych dwóch miesięcy i bardzo wyboistych początków, wciągnąłem się w "EVE" niesamowicie, nabijając w ciągu tego czasu ponad 400 godzin w grze – dla porównania, w "Guild Wars" godzin spędzonych mam około 600, ale rozciągniętych na przestrzeni dwóch lat. To jednak niewymierna statystyka – "EVE Online" jest grą, którą można uruchomić i zwyczajnie zwinąć, robić co innego w czasie grania, tak jak teraz – jednocześnie wydobywam surowce na pasie asteroid i piszę tę recenzję. Nie oznacza to jednak, że gra jest nudna, o nie! Kiedy tak sobie piszę, w układzie, w którym kopię, może pojawić się pirat i mnie okraść, a nawet zniszczyć mój statek, na który pieczołowicie zbierałem przez co najmniej dwa tygodnie. Jedną z największych zalet gry jest to, że ów rabującym mnie w teorii piratem nie jest komputerowy przeciwnik, tylko żywy człowiek, korzystający w najlepsze z aktywnego przez cały czas w grze twardego PvP.

Pod tym względem "EVE" znacznie różni się od gier takich jak "WoW" czy "Guild Wars", różni się chyba od każdego klasycznego MMO – tutaj każdy jest przeciwko każdemu. Nikomu nie można ufać, a każdy, kogo spotkasz, może cię zdradzić i wypalić salwę w plecy, kiedy się tego najmniej spodziewasz. Każdy nowy członek korporacji może okazać się podwójnym agentem i obrobić korporacyjne aktywa do zera, każdy kontrakt zaproponowany przy stacji handlowej może okazać się sprytnym oszustwem, czekającym na naiwnych. Tutaj przekręty i przestępstwa mają się znacznie lepiej niż w innych grach tego typu i tutaj nikt za nie nie banuje – zespół zajmujący się grą wręcz przyklaskuje im i nagłaśnia takie sytuacje, zachęcając graczy do wystawiania na takich delikwentów nagród i ścigania ich, jeśli nie dla zemsty, to chociaż dla zysku. Na każdym kroku trzeba oglądać się za siebie i pilnować, czy aby nikt nie próbuje wzbogacić się naszym kosztem – grą rządzi pieniądz, ISK i nowi gracze bardzo szybko i bardzo boleśnie się o tym przekonują.

Nowym graczem w EVE być jest bardzo ciężko. Wspominałem już o początkach i klepnięciu w plecy – teraz dodajcie sobie do tego gigantyczne uniwersum, gdzie każdy robi co może w pościgu za zyskiem – często po trupach innych. Nowy Eden jest ogromny i w większości niebezpieczny.

eve online, eve

Każda z tych pięknych kropek to jeden układ planetarny – te w odcieniach zieleni to układy w miarę bezpieczne. Te pomarańczowe i czerwone to systemy, w których prawo dyktuje ten, kto posiada więcej pancerza i działek na pokładzie albo ten, który leci w dobrze chronionym konwoju. Tylko środkowa część mapy (ta względnie bezpieczna) należy do imperiów nie stworzonych przez graczy – reszta to terytoria niczyje albo państewka sojuszy, które toczą o nie nieustanne wojny.

Ale co za tym wszystkim stoi? Gdzie w tym wszystkim jest planeta Ziemia i dzielny, mały Układ Słoneczny? Są, ale gdzieś daleko, daleko stąd.

Dawno, dawno temu ludzkość odkryła, że jest sama w kosmosie. Ziemia, opanowana przez megakorporacje przypomina dystopijną, standardową wizję przyszłości z bogatymi na górze, za pancernymi szybami i biednymi na dole, na przeludnionej planecie z resztką zasobów. Gigantyczne masy kolonistów wyruszają szukać planet nadających się do zamieszkania, ale z małym lub zerowym skutkiem. Wreszcie następuje przełom – odkrycie naturalnego tunelu czasoprzestrzennego w układzie planetarnym Nowy Eden, nazwanego bramą EVE (z ang. wigilia, tylko nie taka, podczas której rodzi się pan Jezus, tylko raczej jako przeddzień, wieczór przed czymś ważnym) i rozległej galaktyki kryjącej się na jego drugim końcu, pełnej niezaludnionych światów, bogatych w zasoby i czekające na kolonistów. Podobnie jak w XVI wieku ku nowemu światu wyruszyły masy chętnych przygody, lepszego jutra oraz łatwiejszego zarobku i taka sielanka trwała krótką chwilę – do momentu aż tunel się nie zapadł, zamykając kolonistów i pionierów w obcym świecie, z dala od komfortów i zasobów Ziemi. Akcja samej gry toczy się kilka wieków później, w wykształconym i skąpanym w konfliktach uniwersum.

eve online

Trudno opisać całe backstory "EVE" w kilku zdaniach, tak jak i trudno zrecenzować jest tę grę w kilku akapitach. CCP, twórcy gry w o wiele większym stopniu dopuszczają graczy do rozwoju i budowy świata razem z nimi. Starczy powiedzieć, że duża część graczy, którzy byli aktywni wśród społeczności, pracuje teraz jako GMowie albo developerzy w firmie – ale nie trzeba wybić się na sam szczyt, żeby zabłysnąć. Przede wszystkim w "EVE" funkcjonuje coś, co nazywa się ISD, Interstellar Service Department, który jest grupą wolontariuszy zajmujących się pisaniem opowiadań, wątków fabularnych, wydawaniem miesięcznika EON (do przeczytania w sieci lub w wersji papierowej dla prenumeratorów), pomocy nowym graczom, pisaniu newsów (zarówno tyczących się samej gry jak i wydarzeń w niej, jako reporterzy kilku stacji medialnych obecnych w świecie), zarządzaniu oficjalną wiki gry i oficjalnymi forami. Drugim tworem jest CSM, Council of Stellar Management, grupa graczy wybierana w regularnych wyborach, mająca na celu dostarczanie devom petycji i pomysłów od społeczności. Wiele usprawnień i poprawek do gry weszło właśnie z inicjatywy CSMu, który przypomina intergalaktyczny senat przeznaczony dla ludzi, którzy mają dobro gry albo prywatne korzyści (polityka!) głęboko w sercu. Aby udowodnić, że opinie i sugestie graczy są dla devów ważne, członkowie CSMu w czasie swojej kadencji mają zapewnione dwie wycieczki do Islandii, gdzie znajduje się siedziba CCP, na walne zebranie dotyczące rozwoju "EVE". Prawdę mówiąc do głowy przychodzi mi jednostkowy przypadek graczki jadącej do siedziby Blizzarda na ich koszt. Cóż.

Jak jednak wygląda w "EVE" sama rozgrywka?

eve online

Kosmicznie. Nie bójcie się – jestem fanem zawalania ekranu różnymi mniej lub bardziej potrzebnymi okienkami, ale "EVE" to gra, gdzie przede wszystkim trzeba zwracać uwagę na informacje, które oprócz wygodnych ikonek w przestrzeni, wyświetlają się także w schludnych tabelkach. To kosmos, na litość boską, tu liczą się przede wszystkim skanery, nie oczy. Skanujemy wszystko – od kompozycji i składu asteroid, przez zawartość kontenerów i statków, same statki, naszą okoliczną przestrzeń, wreszcie przestrzeń nieco dalszą, a kończąc na całych układach planetarnych i samych planetach. Po skanowaniu namierzamy, a po namierzaniu, w zależności od celu wypalamy w cel mnogość różnych urządzeń. Lasery górnicze, mrowie działek, rakiety, pociski, torpedy, urządzenia hakujące, zakłócacze, przerywacze, wszystko co możliwe. Moduły są tutejszym odpowiednikiem umiejętności do używania z innych gier, ataków z "WoWa" i skilli z "GW". Tutaj ograniczonych znacznie bardziej niż w tych dwóch grach, do których upodobałem sobie porównywanie "EVE". Tutaj trzeba wyszkolić odpowiednią umiejętność (i być może umiejętności wymagane do tej umiejętności), wyszkolić odpowiedni jej poziom i sprawdzić, czy dany moduł zmieści się aby na statku, czy aby jest do niego odpowiedni slot i czy aby statkowa elektrownia i komputer owemu modułowi podołają. Nie podołają? Jeszcze nic straconego i na to jest moduł, a jak nie moduł to może takielunek (z ang. rig)? Ale czy aby na ów takielunek statek posiada odpowiednią ilość punktów kalibracji?

"EVE" bardzo poważnie podchodzi do kwestii wyposażenia statków. Są całe serwisy i zewnętrzne programy poświęcone tej tematyce (zresztą bardzo pomocne), a samo dobieranie modułów do statku i kombinowanie w celu wyciągnięcia z niego jak najwięcej to niesamowita frajda – niezależnie czy chodzi o statek górniczy, czy bojową fregatę, czy nawet statek-złomiarza.

A skoro mowa już o statkach – ich, podobnie jak modułów, jest bez liku.

eve online, eve

Od małych, zwinnych wahadłowców, po gigantyczne tytany, przypominające raczej ruchome stacje. Większość modeli statków ma jeszcze kilka swoich pośrednich odmian – a kolejne dodawane są do gry z każdym wychodzącym rozszerzeniem. Takich rozszerzeń od początku istnienia gry wyszło 17, wszystkie darmowe i dodające znacznie, znacznie więcej niż tylko nowe statki. Nie ma co porównywać, ale nie mogę się powstrzymać – ile rozszerzeń wyszło do "WoWa"? Ile kosztowały? Przepraszam.

Dodajmy do tej masywnej liczby przedmiotów tonę dóbr handlowych, zawierających takie perełki jak niewolnicy, turyści i egzotyczne tancerki, nowoedenowy odpowiednik Coca-Coli znany jako Quafe czy artefakty oraz przedmioty pozostawione przez tajemniczych, poprzednich mieszkańców galaktyki... Jest w czym wybierać. Tym bardziej, że do większości użytkowych przedmiotów w grze dodane są plany, służące do ich wytwarzania za pomocą instalacji industrialnych.

Pisałem już, że w EVE ekonomia oparta jest na graczach – każdy statek i każdy jego podzespół jest wytworzony przez ludzi, którym surowce potrzebne do wytwórstwa dostarczyli inni ludzie, czy to pośrednicy, czy górnicy, próbujący zarobić na życie albo na moduły, które zostały wyprodukowane przy pomocy ich, sprzedanych jakiś czas temu minerałów. Same plany są wytwarzane przez graczy, czasem od zera, a potem przerabiane tak, by pozwalać na szybszą albo tańszą produkcję. Moduł rynkowy jest tutaj potężnym narzędziem, które pozwala licytować, kupować po ustalonej cenie i sprzedawać, kiedy pojawi się popyt. Dodatkowo zawiera wykresy pokazujące fluktuację cen na przestrzeni określonego czasu i prognozy na kilka najbliższych dni. Jeśli dodać do tego rozbudowany system kontraktów, pozwalający handlować zarówno przedmiotami jak i usługami, i specjalne kanały handlowe, pozwalające ubijać interesy klasycznie, mano a mano, ktoś, kto lubi bawić się w ekonomię, poczuje się tu jak ryba w wodzie. Przy odpowiednim treningu i zrozumieniu rynku, doświadczony handlarz jest w stanie zarabiać grube pieniądze nie ruszając się ze stacji, siedząc w swojej wygodnej sofie i przeglądając najnowsze raporty. Tak, tak – postać, którą tworzymy na początku może poruszać się po kajucie kapitana na każdej stacji. W obecnej chwili brzmi to jak niewiele, ale jest to poważny wstępniak do interakcji między samymi postaciami graczy na stacjach i swobodnym poruszaniu się po statkach.

Walka wygląda świetnie – bitwy kosmiczne, nawet te z komputerowymi przeciwnikami często stanowią wyzwanie. Straciłem kilka potężnych kryp podczas misji bojowych, obserwując bezsilnie jak eksplodują w satysfakcjonującej symfonii światła i ognia, zostawiając mnie w mojej kapsule z ogromnym debetem na koncie. Efekty graficzne przygotowano w EVE porządnie – kosmos i mgławice są miłym widokiem dla oka, a okoliczne gwiazdy i słońca w układach oślepiają i często w ten sposób przeszkadzają. Statki, mimo dziwnego projektowania, prezentują się bardzo ładnie – należy do tego dodać, że gra nieustannie poprawia swoje osiągi graficzne – a to nowe shadery, a to nowe tekstury, a to to, a to tamto. Oprawa muzyczna jest super. Klimatyczny ambient i bojowe beaty przywodzą na myśl ścieżkę dźwiękową z "Battlestar Galactica" i świetnie budują nastrój. Wracając jednak do samego strzelania po kosmosie, jedyne, co mnie bardzo boli, to brak możliwości ręcznego latania po przestrzeni – wszelkie orbitowania i podejścia do obiektów wykonuje komputer pokładowy. W "EVE" nie można, niestety, wziąć sterów w swoje ręce i odstawić świetnego pokazu kosmicznego manewrowania. Chyba nie można mieć wszystkiego.

eve online

Można o "EVE" pisać jeszcze długo – o tym, że w grze nie ma poziomów, tylko są punkty umiejętności, które trenują się przez cały czas, niezależnie od tego, czy gracz jest zalogowany, czy nie, o atrybutach, implantach, statkach dowodzenia i wielkich bitwach na tysiące jednostek (to nie przesada!). O operacjach górniczych, maskowaniach, interakcji z planetami czy integracji z nadchodzącym "DUST 514" (mowa jest nawet o schodzeniu w atmosferę planety i przelotach nad walczącymi na PS3 ludźmi), ale nie starczyłoby mi stron na opisanie tego wszystkiego. "EVE" to gra, do której trzeba podejść ostrożnie, która skierowana jest do specyficznej grupy odbiorców i która wymaga wielu drugich szans. Moim zdaniem jednak, twórcom udało się stworzyć wielki, tętniący życiem świat, gdzie gracza ogranicza praktycznie tylko jego wyobraźnia – "EVE" to prawdziwy i jedyny obecnie sandboxowy MMORPG na rynku i jeśli miałbym go przyrównywać do innego tytułu opartego na podobnym założeniu, wskazałbym serię "Mount&Blade". Obie gry wywodzą się od podobnego założenia i obie w swoim polu sprawdzają się wyśmienicie. Ale tak jak nie każdemu spodoba się brak wyznaczonej ścieżki w "M&B", tak samo nie zasmakuje w "EVE".

Mimo ogromnych problemów, jakie gra sprawia nowym graczom, przytłaczania ich mnogością możliwości i olbrzymią zawartością, nie respektowania części praw fizyki (co w sumie da się usprawiedliwić faktem, że to jednak gra i musi mieć w miarę ogarnialną mechanikę, na co fizyka nie zawsze pozwala, no i poza tym – hej, Star Trek też tak robił!) i braku manualnego sterowania statkami, "EVE" dostarcza tony dobrej zabawy. Nie polecę tej gry komuś, kto szuka szybkiej rozgrywki wypełnionej akcją i wybuchami, ale raczej komuś, kto chce względnie twardej s-f w ogromnej przestrzeni, nastawionej przede wszystkim na interakcję między graczami. Podobnie jak w "DayZ", tak i tu sprawdza się zasada, że najlepsze historie w grach zawsze tworzą gracze – niezależnie od tego, w jakich warunkach się spotkają.

Plusy Minusy
  • Ogrom świata
  • Ekonomia oparta na graczach
  • Sandboxowa forma rozgrywki
  • Dowolność w wyborze kariery i ścieżki
  • Grafika
  • Muzyka
  • Interfejs dostosowywany do własnych potrzeb
  • Kreator postaci
  • Nieustające PvP
  • Nieustanny, widoczny rozwój i interakcja twórców z graczami
  • Subskrypcja za walutę w grze
  • Przytłaczający, wręcz odrzucający początek
  • Nieintuicyjny samouczek
  • Dźwięk w próżni!
  • Fizyka potraktowana po macoszemu
  • Brak manualnego sterowania statkiem
Ocena Game Exe 8  
Ocena użytkowników 9,07 Średnia z 22 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Frey · sobota, 26 stycznia 2013, 20:48
0
Super recenzja. Dała mi obraz co straciłem. Podobnie jak Hassan kiedyś spróbowałem 14dniowego triala. Gra mi się spodobała, choć była mega ciężka, praktycznie nic nie mogłem ogarnąć, ciągle się kogoś o coś pytałem albo szukałem w necie, to mnie zniechęciło i zrezygnowałem (choć klimat mi się podobał bardzo i sama forma gry). Niestety nigdy do gry wróciłem po przeczytaniu recenzji żałuje, bo widać, że warto. Może gdybym już nie siedział w TSW to bym spróbował EVE, no ale cóż nie da rady znaleźć czasu na wszystko.
Przy okazji, nie wiem czy screeny z gry dobrane celowo, ale na nie któych jest z milion okienek i obiektów - tak też czuje się początkowo świeży gracz, jest przytłoczony tym wszystkim (choć na początku z tego co pamiętam tego wszystkiego jest mniej).
Gość_Bartek* · wtorek, 26 marca 2013, 12:19
0
Hassan. Dobra recenzja. Tam mały błąd się wkradł, nie pół miliona, a pół miliarda jest ciężko na początku " załatwić", by kupić plexa ingame.
Ogólnie podobała mi się recenzja, wszystko ładnie napisane.
Na samym dole, w tabelce podsumowującej napisałeś w minusach " Dźwięk w próżni!" - zapoznaj się z różnymi opowiadaniami z eve.
W jednym dobrym opowiadaniu, mianowicie " Joviańska technologia" -jak się nie mylę - jest opisane dlaczego my ( czyli jedna osoba - jeden gracz) jest zdolny kontrolować tak ogromne statki i nie potrzebuje do tego załogi, oraz dlaczego widzimy statek z zewnątrz i mamy ruchomą kamerę, wytłumaczone jest też dlaczego słyszymy dźwięk bardzo dobrze napisane jest to opowiadanie - polecam!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...