Diablo III: Zakon

Wojciech "Courun Yauntyrr" Kominek wtorek, 17 lipca 2012

Elementem dobrej machiny marketingowej w przypadku gry komputerowej powinna być książka. Rzecz jasna należy brać pod uwagę charakter wirtualnej rozgrywki, bowiem strzelanie do kolejnych celów to marny materiał na dobre czytadło. Wydaje się zatem, że wieloletnie oczekiwanie na kolejną odsłonę "Diablo" oraz dość dobrze rozbudowany świat Sanktuarium muszą zwiastować kolejną dobrą książkę. Jeśli jednak wcześniej mieliście w rękach świetną trylogię Knaaka, to od "Zakonu" trzymajcie się z daleka.

Niedawno zakończone mistrzostwa Europy w piłce nożnej raz jeszcze pokazały, że logo wielkiej imprezy można wcisnąć praktycznie wszędzie – od kubków, po flagi, długopisy czy nawet choinki zapachowe do samochodów. Wydaje się wtedy, że to tylko kwestia czasu, zanim dany towar zniknie z półek, bowiem szczęśliwy nabywca chce mieć wszystko, co z daną marką związane. Właśnie dlatego nad Wisłą dość niespodziewanie pojawia się "Zakon", którego akcja poprzedza wydarzenia z gry "Diablo III". Chcąc fabułę książki przedstawić możliwie najzwięźlej powiedziałbym, że to w zasadzie książka o Decardzie Cainie oraz jego wyprawie, której wynik pozwala tchnąć iskierkę nadziei w świat szykujący się do ostatecznego konfliktu Niebios i Płonących Piekieł. Horadrimski uczony dociera do Kaldeum, gdzie spotyka Leę – dziewczynkę o niezwykłym potencjale, który pragnie wykorzystać także sam Belial.

Już po paru stronach w książce dało się wyczuć celowe przedłużanie akcji. Tom jest dość opasły, bowiem liczy sobie blisko 500 stron, jednak całość została podzielona na dużą ilość mniejszych rozdziałów. Zabieg ten, dla wydawcy jak najbardziej słuszny, zaszkodził jednak "Zakonowi". Książka wygląda na pisaną kawałkami, które potem zostały zebrane w całość w dość chaotyczny sposób. Wiele z tych krótkich opowiadań to w zasadzie odrębne historie, które wydają się momentami mocno wyrwane z kontekstu. Miło, że Kenyon czyni ukłon względem poprzednich części i wspomina nieco o bohaterach wcześniejszych książek, ale jednak "Zakon" należy traktować jako osobistą historię Decarda Caina.

Właściwie tylko on doczekał się szerszej charakterystyki. Kierujące nim uczucia oraz coraz większe brzemię noszonych na karku lat autor oddał jak najbardziej przyzwoicie, jednak co do reszty bohaterów mam bardzo duże zastrzeżenia. Lea, Mikułow, Rau czy kapitan z Gea Kul to tylko niektóre przypadki niekonsekwencji w procesie tworzenia postaci. Córka Adrii jest niemal mistycznym narzędziem, które wpierw ma być wyjątkowo dorosłe jak na swój wiek, by potem popaść w iście dziecięce troski. Rozbawił mnie też niezwykle pomocny kapitan w wymarłym mieście czy też pierwsi horadrimowie, gdzie właściwie jeden jest tak podobny do drugiego, że dopiero po paru stronach łapiemy się na tym, że imię jest jakieś inne niż poprzednio.

Słabo wypada także samo tło powieści. Chociaż Kaldeum czy Kedżystan to doskonałe miejsca do osadzenia w nich powieści, to jednak gwarne miasto czy brutalnie ujarzmiana przez Beliala kraina wydają się być mało realistyczne. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że sama podróż Decarda z okolic Kaldeum do Gea Kul jest monotonna i nieciekawa. Przypomina "Władcę Pierścieni", jednak brzemię jest tutaj inne i autor nie zadbał o to, by w tle toczyła się jakaś ciekawa walka. Skoro zbliża się konflikt Niebios i Piekła, to czemu nie ma o tym choćby jednego rozdziału?

Polskie wydanie książki nie jest może tak oszałamiające jak pudełko "Diablo III", jednak wszystko zostało wykonane poprawnie. Nie znalazłem błędów w druku, cena jest do przyjęcia, a papier dobrej jakości. Na siłę mógłbym narzekać na okładkę, której mocną stroną zdecydowanie nie jest trwałość.

Podsumowując, "Zakon" to rzemieślnicza robota, zawierająca kilka ciekawych fragmentów dotyczących przeszłości Caina, lecz główna oś fabularna jest sztampowa, nudna i podzielona na krótkie rozdziały, które psują całą kompozycję. Pozycję tę polecić mogę w zasadzie tylko maniakom świata "Diablo", bowiem cała reszta powinna poznać Sanktuarium od tej lepszej, sygnowanej nazwiskiem Richarda A. Knaaka, strony. Jeśli jednak nie uważacie siebie za zagorzałych miłośników Sanktuarium, to w tej samej cenie można nabyć coś dużo ambitniejszego i ciekawiej napisanego. Mam tylko nadzieję, że kolejne książki ze świata "Diablo" stworzy już ktoś inny.

Dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 5  
Ocena użytkowników 7 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...