posiadlosc

Deus Ex: Bunt Ludzkości – Brakujące Ogniwo

5 minut czytania

deus ex,deus ex brakujące ogniwo

Jeszcze przed dobą wszędobylskich DLC istniały tak zwane "dodatki", które stworzono z myślą, by oddać w ręce graczy więcej tego, co zdało egzamin i zapewniło odpowiednie zyski ze sprzedaży. Wymagały rzecz jasna podstawowej wersji do działania, skutecznie napędzając mechanizm wydobywania pieniędzy z kieszeni rozentuzjazmowanych fanów. "Brakujące Ogniwo" to produkt wyjątkowy, będący na poły "wypełniaczem" oraz tytułem dającym coś od siebie, jednocześnie wcale nie wymagając zainstalowania "Buntu Ludzkości". Czy ta swego rodzaju chimera zdołała podbić rynek?

Nawet dzisiaj można przeżyć mały szok, gdy okazuje się, że zdobywane z mozołem "Brakujące Ogniwo" pojawia się na liście gier jako osobna pozycja. W chwili pisania tej recenzji jest rzecz jasna integralną częścią "Director's Cut", ale posiadacze "podstawki" nie będą przecież inwestować dwa razy, by rozegrać tę samą historię. Może chociaż opcja importu zapisu stanu gry z chwili, gdy nasza postać powinna oddać się nowej przygodzie? Nic bardziej mylnego, gdyż zaczynamy od zera, ale jednocześnie bawić się może każdy, a nie tylko ten, który w porę postanowił zachować swoje dotychczasowe postępy. To swoiste "wyzerowanie" z początku budzi niepokój, ale znalazło swoje fabularne odzwierciedlenie.

Historia rozpoczyna się od filmiku, który w bardzo krótki sposób streszcza nam ostatnie wydarzenia oraz powód, dla którego Adam Jensen postanowił całkowicie na ślepo wskoczyć do kapsuły kriogenicznej. Nasz bohater nie budzi się jednak wśród ekranów czy wskaźników, lecz na specjalnie zaprojektowanym krześle, które wyłącza wszystkie posiadane ulepszenia. Przesłuchuje nas dwójka członków Belltower, jednak szybko dowiadujemy się, że owa korporacja nie prowadzi szeroko pojmowanej działalności jenieckiej, więc po dotarciu do bazy zostaniemy praktycznie rozebrani na części. Przy okazji dostajemy w pysk, co gruntuje naszą nieciekawą sytuację. Rozpaczliwe modlitwy będą musiały jednak poczekać, bo niespodziewanie ktoś nas uwalnia, jednak z pokładu silnie strzeżonego statku będziemy uciekać samodzielnie. Przy okazji dowiemy się, że za naszym ratunkiem stoi nieznany haker, zaś w samej bazie może przebywać Megan Reed wraz z pozostałymi porwanymi naukowcami.

Deus Ex: Bunt Ludzkości - Brakujące Ogniwo

Całość przypomina trochę dzień po studenckiej imprezie. W jakiś magiczny sposób znika część naszych ciuchów, zaś w głowie nadal huczy. Nie bardzo wiemy, co się wydarzyło, bo opowiadane przez innych historie są na tyle zawiłe i sprzeczne, że trudno im wierzyć. Zmęczenie daje o sobie mocno znać, odbierając nam możliwość posługiwania się wyrafinowaną taktyką czy słownictwem. Do tego jest jeszcze bardzo fajna dziewczyna, ale nie mamy jej numeru, stąd też trzeba będzie wybrać się na poszukiwania. Niełatwą sytuację komplikuje presja czasu, bowiem rodzice wpadną do nas z babcią. Nie chcemy chyba, żeby staruszka padła na serce widząc taki bałagan, prawda? To oczywiście dość humorystyczne przedstawienie sytuacji, w której się znaleźliśmy, ale trzeba przyznać, że twórcy przygotowali dla nas dobrze zbudowaną historię, gdzie nawet obecność kupca ma jakiś sens. Jedynie raz będziemy zmuszeni do biegania w obie strony, ale to da się wybaczyć, bowiem teoretycznie puste miejsca mogą nas jeszcze zaskoczyć. Świetnie sprawdza się także spora ilość poczty elektronicznej, wydania gazety czy podsłuchiwanie rozmów strażników, dzięki czemu dowiemy się więcej o sytuacji oraz stopniowo odkryjemy choć część zagadki zniknięcia Megan i jej zespołu. Nieźle wypada też epilog, który nie zaburzy dalszej linii fabularnej, jednocześnie puszczając oko do fanów starszych odsłon serii.

"Brakujące Ogniwo" oferuje nam w zasadzie dwie duże lokacje, czyli statek oraz wspomnianą wcześniej bazę, co wcale nie oznacza, że będziemy się nudzić. Chociaż ukończenie tej historii zajęło mi około sześciu godzin, to jednak wynik ten osiągnąłem poprzez bezszelestne przedzieranie się kolejnymi korytarzami. Wzorem "Buntu Ludzkości", możemy co prawda pobawić się w bezpośrednią eliminację przy użyciu dużej ilości ołowiu, jednak taka zabawa szybko traci na atrakcyjności, którą dodatkowo obniża mniejsza ilość Punktów Doświadczenia niż w przypadku przyklejania się do przeszkód i przeskakiwania między nimi. Sytuację utrudnia także fakt, że tracimy wiele ulepszeń, do których przyzwyczaiła nas podstawowa kampania. Początkowo byłem zły z tego powodu, bowiem tyle okazji przechodziło obok nosa, jednak po jakiejś godzinie w pełni zaakceptowałem tę decyzję. Tym sposobem mogłem zbudować postać od nowa, jednocześnie zapamiętując miejsca, do których wrócę, gdy mój Jensen nauczy się kilku sztuczek. Szkoda tylko, że w ten sposób rozgrywka wytraca impet, będący jedną z wielu zalet "Buntu Ludzkości".

Deus Ex: Bunt Ludzkości - Brakujące Ogniwo

Czemu więc nie pokuszono się o jakieś nowe wszczepy? Aż prosiło się wykorzystać historię, do której później nie da się wrócić. więc oddać nam eksperymentalne uzbrojenie Belltower, ulegające zniszczeniu na koniec. W ten sposób "Brakujące Ogniwo" mogłoby się wyróżniać czymś na tle trochę starszego "rodzica" i choć przez chwilę udawać, że jest bardziej rozwinięciem niż tylko "wypełniaczem" luk w historii.

Mocno obawiałem się o potyczkę z bossem, bowiem obserwując go mogłem się tylko domyślać roli widocznych na jego ciele ulepszeń. Skrzętnie zbierałem ostrą amunicję, podczas gdy twórcy gry wreszcie zdecydowali, że możemy osiągnąć cel poprzez skradanie się. Co więcej, nasz oponent wcale nie musi przy tym ginąć, co dodatkowo podkreślono w epilogu. Odniosłem nawet wrażenie, że to preferowany sposób zachowania, bowiem ilość miejsc do schowania się jest na tyle duża, by poradził sobie z nimi nawet średnio rozgarnięty włamywacz. Nie wygląda to zbyt autentycznie, ale spełnia swoją rolę.

Pod względem grafiki nadal jest nieźle, choć mocno plastikowe włosy Jensena z pewnością budzą politowanie. Mamy praktycznie powtórkę względem "podstawki", dzięki czemu nie ma mowy o rewolucji, lecz kontynuacji. Przygotowano może z pięć czy sześć nowych modeli postaci, zaś wśród wrogów wypatrzyłem raptem jedną nowość. Poziomy są przemyślane, posiadające przejścia wentylacyjne czy też dużą ilość ukrytych pomieszczeń, ale jednocześnie ich jednostajna paleta oraz pewna powtarzalność sprawiają, że to element, na którym raczej się nie skupiamy. Brakuje choćby jednego spektakularnego elementu, wyróżniającego jakoś nowe lokacje. Co prawda widzimy trochę otwartych przestrzeni, ale znów są to zapętlone tła, których nie sposób dotknąć. Prowadzi to do ciekawych sytuacji, kiedy to nie da się wpaść do wody, czy też próżno szukać skutków padającego deszczu. Do tego jeszcze te strasznie wyglądające fale uderzające o pokład... Pamiętajmy jednak, że "Brakujące Ogniwo" powstało w 2011 roku, a więc tego typu szczegóły mogą dzisiaj trochę razić.

Deus Ex: Bunt Ludzkości - Brakujące Ogniwo

Mimo to nie żałuję swojej przygody z "Brakującym Ogniwem". Bardzo dobra historia oraz spójna linia fabularna względem "Buntu Ludzkości" to niewątpliwie zalety przemawiające za zakupem. Niestety, właśnie premiera "Director's Cut" obnażyła największą wadę, jaką była samodzielność tego dziwnego "dodatku". Od samego początku należało oba tytuły uczynić zależnymi od siebie, dzięki czemu nowy gracz mógłby czuć się mniej zagubiony w fabule, której nie wyjaśni w pełni krótki filmik wprowadzający. To tak naprawdę opowieść stworzona dla miłośników przygód Jensena, zarazem zawierająca odniesienia do wcześniejszej części. Posiadacze "Wersji Reżyserskiej" nie mają nad czym dumać. Cała reszta, zważywszy na niską dostępność samego "Brakującego Ogniwa", powinna rozważyć zakup "Director's Cut" także z innych powodów. Nie dajcie się zwieść licznym wyprzedażom sugerujących niski poziom, bo choć gra ma już swoje lata na karku, to nawet dzisiaj jest to przygoda, o której mogą tylko pomarzyć liczni naśladowcy.

Ocena Game Exe
8
Ocena użytkowników
7,75 Średnia z 2 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

Wczytywanie...