czerwony-wariant

Dawca Przysięgi II

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski piątek, 14 września 2018
dawca przysięgi ii

Podział "Dawcy Przysięgi" na dwie części wynikał z objętości książki – ona by się mogła rozlatywać przy ponad tysiącu stron, a jej czytanie byłoby niewygodne. Co z samą historią? Nic nie straciła, bo ze względu na dużą liczbę wątków i ciekawych wydarzeń czytelnik, tak czy inaczej, dostaje kawał mistrzowskiego fantasy. Dotyczy to obu odsłon trzeciego tomu "Archiwum Burzowego Światła".

W drugiej zostają zgłębione podobne sprawy. Starożytna twierdza Świetlistych skrywała mrocznego przeciwnika, okazuje się, że tak samo jest w przypadku miasta Kholinar. Coś je opanowało – i z tym będzie musiała się zmierzyć grupa bohaterów: Elhokar, Adolin, Shallan i Kaladin. Tymczasem Dalinar prowadzi dyplomatyczne działania, żeby utworzyć sojusz przeciwko Odium. W retrospekcjach wciąż poznajemy przeszłość Dalinara, którą ten sobie przypomina.

Po paru miesiącach przerwy wejście do świata Brandona Sandersona nie sprawia żadnej trudności. To m.in. efekt tego, że część postaci zaczyna nowe zadanie i udaje się do Kholinaru – ogólnie "Dawca Przysięgi I" nie zakończył się w środku jakiejś akcji. Tempo wydarzeń nie jest zresztą forsowane. Tę powieść raczej się smakuje, ciesząc się interakcjami między postaciami oraz planowaniem następnych działań, a potem ich realizacją. To są małe kroki, ale przybliżające bohaterów do założonych celów, a czytelnika do tradycyjnie widowiskowego finału, który już całkowicie porywa. Ta książka jest jak świetnie zaplanowany bieg – spokojny, momentami szybszy, wyważony, tak by utrzymywać się na przodzie, lecz z finiszem już na medal.

Jednak jak wspominałem, również wcześniejsze fragmenty potrafią zachwycić. Co prawda trafiają małe dłużyzny, ale przy budowaniu pełnego rozmachu świata, z wielkimi tajemnicami i zmianami, oraz przedstawianiu obszernej fabuły (cały cykl ma liczyć 9 tomów) jest to trochę zrozumiałe. Przy takiej objętości zdarzają się fragmenty słabsze w porównaniu do innych, co nie znaczy, że złe – po prostu nie tak fascynujące. Np. wątek Shallan z przyjmowaniem różnych ról – zresztą dość ryzykownym – sprawia wrażenie spowalnianego przez przemiany bohaterki, które można odczuć w narracji. Osobiście wolę rozdziały poświęcone Kaladinowi, mimo że ponownie odgrywa żołnierza i nie bez powodu porównuje się jego otoczenie do mostu czwartego z "Drogi królów". Sanderson opiera powieść na sprawdzonych pomysłach, które w dalszym ciągu działają.

dawca przysięgi ii

Nie działa tylko wątek miłosny, w którym biorą udział Shallan, Adolin i Kaladin. Zaskakuje, że Sanderson pierwszą dwójkę stara się złączyć, a Kaladin w tych intymnych relacjach ma jedynie gościnny występ. Tymczasem dużo więcej chemii jest między Shallan a Kaladinem, zaś sceny z Shallan i Adolinem bywają mdłe. Przez to wątek trochę drażni.

Do najlepszych momentów można zaliczyć dialog z Trefnisiem, który pokazuje, że w zależności od postaci autor może iść w różne tematy – tu poszedł w inteligentną, humorystyczną rozmowę o filozoficznym charakterze. Tak jak Shallan, tak i Sanderson potrafi wchodzić w różne role – dyplomaty, żołnierza czy wysoko urodzonego. W ten sposób tworzy się długie cykle fantasy z wieloma postaciami, a "Archiwum Burzowego Światła" ma szanse zapisać się wśród najlepszych. Na razie powstaje – etap "Dawca Przysięgi" można uznać za sukces (pomimo wątku miłosnego, grr). Kto czytał poprzednie tomy, niech sięga i po ten. Dodam tylko, że ilustracje, których autorstwo często przypisuje się bohaterom, dalej znakomicie urozmaicają lekturę i ułatwiają wyobrażenie sobie tego, co opisuje pisarz.

Dziękujemy wydawnictwu MAG za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 9  
Ocena użytkowników 9 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...