Bogowie z gwiazdozbioru Aquariusa

3 minuty czytania

bogowie z gwiazdozbioru aquariusa

Zbigniew Kasprzak bezsprzecznie należy do grona najwybitniejszych polskich twórców komiksowych. Wielu – także młodszym – czytelnikom znane są jego najsłynniejsze dzieła jak "Halloween Blues", "Yans" i "Dziewczyna z Panamy". Z kolei ci, którzy są ciekawi pierwszych dokonań artysty, mogą sięgnąć po antologię "Bogowie z gwiazdozbioru Aquariusa".

Gwoli ścisłości – poza tytułową opowieścią w zbiorze znalazły się także: "Regenerit", "Gość z kosmosu", "Zbuntowana", "Człowiek bez twarzy", "Zagłada Atlantydy" i "Exponat Ax". Ponadto wydanie wzbogacono o przedmowę i biografię Zbigniewa Kasprzaka, które sporządził Adam Rusek. Zabierając się do lektury należy mieć na uwadze wiek komiksów. Prace powstawały w latach 1982–1987 i przez wzgląd na to Egmont musiał posiłkować się skanami pierwodruków, których przygotowaniem zajął się Jarosław Składanek. Jeśli na myśl o skanach zaświeciła wam się lampka ostrzegawcza, to niestety macie słuszne obawy. O ile czarno–białe rysunki prezentują się świetnie, o tyle pozostałym brakuje ostrości, w wielu miejscach są przyciemnione i pozbawione odpowiedniego nasycenia barw. Owe mankamenty zrzucam jednak na karb konieczności skanowania dawnych wydań, nie zaś fuszerkę ze strony oficyny.

Zasadne jest określenie pozycji, z jakiej ocenia się antologię. Z racji swojego wieku nie poznawałem ich w latach 80. czy 90., lecz dużo później. Niewielką część z nich przeczytałem dzięki buszowaniu po antykwariatach i targach staroci, z większością zaś zetknąłem się po raz pierwszy właśnie w omawianej antologii. To powód, przez który nie patrzę na zebrane historie przez różowe okulary wspomnień i sentymentów. Ocena wyzuta z podobnych uczuć jest prawdopodobnie surowsza.

Problemy tkwią w warstwie fabularnej. Archaiczny sposób prowadzenia narracji, częste zmiany miejsca akcji, rozbudowane i sztucznie informacyjno–opisowe dialogi – które w paru komiksach zasługują na miano gadających głów – oraz prości bohaterowie i ignorowanie dziur logicznych cechują sporą część zaprezentowanych komiksów. W dalszym ciągu tkwi w nich urok – dla osoby czytającej je po raz pierwszy to zupełnie przyjemna podróż w czasie i szansa posmakowania nie tylko medium z dawnych lat, ale i fantastyki tamtego okresu. Obecnie zebrane historie nie są w stanie zaintrygować w takim stopniu, jak ponad trzydzieści lat temu. Przykładowo tytułowi "Bogowie z gwiazdozbioru Aquariusa" opowiadają o kosmitach, którzy utknęli wśród prymitywnych ludów Himalajów i niosą im kaganek oświa… właściwie wszystkiego, ponieważ wzięci za bogów wspierają tubylców swą mądrością. Podobne fabuły to zresztą wynik popularności, jaką kilkadziesiąt lat temu cieszyły się teorie głoszone przez Ericha von Danikena, jakobyśmy kosmitom zawdzięczali początki ziemskiej cywilizacji. Z tego założenia powstała chociażby jeszcze "Ekspedycja. Bogowie z kosmosu".

Wśród zgromadzonych komiksów nie brakuje tych zupełnie prostych, jak "Regenerit" traktujący o wynalazcy środka regenerującego uszkodzoną lub obumarłą tkankę organiczną, któremu patent chce wykraść inny naukowiec. Bardziej rozbudowane, acz niekoniecznie bardziej udane "Gość z kosmosu" i "Zbuntowana" opowiadają o dziwnym obiekcie, zbliżającym się do Ziemi. Czy to statek obcych? A może tylko meteoryt o nietypowym kształcie? Na te i inne pytania znajdziemy odpowiedzi na przestrzeni blisko 70 stron, bardzo hojnie wypełnionych tekstem. Przegadanie to zresztą największy grzech obu opowiadań, przez które łatwiej o znużenie niż zainteresowanie tajemniczym obiektem.

bogowie z gwiazdozbioru aquariusabogowie z gwiazdozbioru aquariusa

Po latach bodaj najlepiej trzyma się "Człowiek bez twarzy". Krótka, bo niespełna 30–stronicowa fabuła wymyślona przez pisarza Andrzeja Krzepkowskiego i opatrzona rysunkami Kasprzaka, to radosna fantastyka naukowa, pozbawiona krępujących ją więzów i stawiająca na czystą radochę z futurystycznej konwencji. Groteskowy humor, zwroty akcji, zabawne dialogi i odjechane projekty graficzne Kasprzaka, jakie obecnie możemy uznać za retro science fiction – są powodem, dla którego żałuję, że to tak krótka historyjka. Chciałoby się więcej!

Na ciepłe słowa zasługuje też dwuczęściowa (prawie 70 stron) "Zagłada Atlantydy". Co prawda ponownie dostajemy ogromne i skrzętnie wypełnione chmurki dialogowe, lecz fabuła jest dużo bardziej zajmująca niż w podobnie rozgadanym "Gościu z kosmosu" i "Zbuntowanej". Losy wielu postaci splatają się wokół mistycznej Atlantydy, w efekcie czego otrzymujemy wciągającą historię, pełną bohaterów ogarniętych pasją, zwrotów akcji, heroicznych czynów i romansów.

Archaiczność antologii – dającą o sobie znać właściwie w każdej opowieści – nie obdziera jej z najważniejszych cech – przedstawienia młodym czytelnikom komiksowej fantastyki sprzed prawie czterech dekad i przypomnienia starszym odbiorcom tych historii, które przyciągnęły ich do komiksowego medium lub fantastyki w ogóle. Oczywiście na pierwszy plan wysuwają się prace Zbigniewa Kasprzaka, którego kunszt wzrastał wraz z nabywanym doświadczeniem, lecz już pierwsze komiksy znamionowały wielkie umiejętności. Wprawdzie szkoda, że konieczne było skanowanie plansz, jednakże mimo kłopotów z ostrością czy nasyceniem barw i tak z łatwością można dostrzec przywiązanie do detali i rozmach prac Kasprzaka.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
7,5
Ocena użytkowników
-- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

Wczytywanie...