Bóg marnotrawny

3 minuty czytania

okładka, bóg marnotrawny

Kiedy powstaje jakaś perełka, obojętnie czy to film, czy to książka, czy coś zgoła innego, można się domyśleć, że po pewnym czasie powstanie jej sequel. Do wyjątku nie należy debiutancki zbiór połączonych ze sobą opowiadań Jakuba Ćwieka pt. "Kłamca". Już w niecały rok po wydaniu pierwszego tomu, autor zaserwował nam drugą część przygód skandynawskiego boga na usługach chrześcijańskich aniołów. Z właściwą w takich przypadkach rezerwą podeszłam do owej książki, niepewna, czy aby czasem nie jest ona potknięciem pisarza.

"Kłamca 2. Bóg marnotrawny", tak jak swój starszy brat, jest okraszony wiodącym, biblijnym cytatem, który dzieli książkę na dwie części. Oczywiście, każda z nich składa się z kilku rozdziałów, które same w sobie stanowią jakby odrębne historie.

Loki, główny bohater, jest niedobitkiem ocalałym z Walhalli, którą zdobyły anielskie zastępy. Pierzaści postanowili wyprzeć ze świata wszelkie istoty niechrześcijańskie, w które kiedykolwiek wierzyli ludzie, jednak mają pewien problem... Otóż będąc ograniczonymi przez narzucone reguły moralne, nie mogą się za to zabrać efektywnie. Tu pojawia się postać tytułowego Kłamcy, który został niejako zwerbowany przez aniołów jako spec od brudnej roboty, dzięki temu zachowując życie. Jak to mówią – gdzie diabeł nie może...

... tam poślą Lokiego. Nie inaczej jest w "Bogu marnotrawnym", gdzie można zauważyć, że bohater jakby "nabawił się" sumienia i uczuć. Nie przeszkadza mu to jednak w dalszym i skutecznym tropieniu demonów oraz prastarych bogów. Podczas jednej z takich akcji dobiera sobie współpracowników, tym samym ratując im życie. Sprytnie i dobrze dobierając słowa oraz manipulując własnymi emocjami, przekonuje skrzydlatych przełożonych, że pomocnicy są mu potrzebni, ponieważ on sam jest "tylko podrzędnym bogiem... Jednym".

W drugim tomie nadal nie wiadomo, gdzie podział się chrześcijański Bóg, a w naszym świecie roboty dla anielskiego Hitmana nie ubywa. Autor odkrywa częściowo karty, co przyjęłam z niejaką ulgą, bo w końcu dowiadujemy się, po co Lokiemu anielskie pióra oraz jakie mają one znaczenie dla aniołów.

Najciekawszym jak dla mnie rozdziałem czy może opowiadaniem zawartym w książce była "Korona Stworzenia", gdzie na scenie pojawia się tajemnicza postać Samaela, trucizny Boga. Upadły anioł, opętany wizją stworzenia tytułowego przedmiotu, przez wieki próbował dopiąć celu. Dowiadujemy się między innymi, że Wieża Babel powstała za jego sprawą, a Jenny, wychowanica archanioła Michała, wywodzi się z rodu Marii Magdaleny.

Nie powiem... bardzo pomysłowe rozwiązania, korzystnie wpływające na fabułę. Na wspomnienie zasługuje również postać misia Kłamczucha, maskotki Lokiego. Zabawka posiada własną wolę i nie zawsze odpowiadają jej poczynania pogańskiego boga. Nie jestem pewna, czy aby przypadkiem nie jest on odpowiednikiem puchatej laleczki Chucky... W każdym bądź razie, autorowi udało się ją wykorzystać w znakomity sposób, posługując się jej możliwościami nie gorzej niż w przypadku tytułowego bohatera.

W każdej książce znajdzie się coś, do czego można się przyczepić i na co ponarzekać. W tym przypadku moje marudzenie skupi się na, było nie było, trochę na siłę wprowadzonym wątku miłosnym. Czy nie lepiej byłoby relację Jenny-Loki przedstawić w osobnym opowiadaniu, niż uporczywie, po kawałeczku, umieszczać w większości rozdziałów? Sądzę, że autor również mógł znaleźć bardziej oryginalny sposób na ukazanie konfliktu na linii Kłamca-Michał, bo to, które zastosował, jest nieco sztampowe. Jednak nie mnie wnikać w zamysły pana Ćwieka.

W ostatecznym rozrachunku mogę śmiało stwierdzić, że jest to udane dzieło. Potrafi wciągnąć całkowicie, a świetny język autora sprawiał, że nie chciało mi się odkładać książki ani na chwilę. Muszę przyznać, że bardziej mi odpowiadała wizja aniołów, przedstawiona w "Siewcy Wiatru" Kossakowskiej, jednak nie byłoby Lokiego, ani nawet "Kłamcy", gdyby ćwiekowe anioły były równie... ludzkie. Do wydania nie mogłam się przyczepić, bo nawet na literówki się nie natknęłam, a okładka wprost mnie urzekła. Po raz kolejny Fabryka Słów wypuściła ze swojej stajni udane dzieło.

Gorąco polecam!

Ocena Game Exe
8
Ocena użytkowników
7,46 Średnia z 12 ocen
Twoja ocena

Komentarze

0
·
Ta część podobała mi się zdecydowanie bardziej niż poprzednia. Wprowadzenie wątku Jenny oraz pomocników Lokiego dodało książce kolorytu, którego uprzednio mi zabrakło. Również skąpo dawkowane fragmenty o misiu Kłamczuchu nie pozostawiły mnie obojętnym, na jego starania o moją uwagę. Mnie do gustu najbardziej przypadło chyba opowiadanie "Odległość Anioła", pokazując, że i na Lokiego znajdą się sposoby.

Mam nadzieję, że ta tendencja zwyżkowa utrzyma się przy kolejnych tomach.

7/10

Dodaj komentarz

Wczytywanie...