Batman: Miasto Bane'a

2 minuty czytania

batman: miasto bane'a

"Miasto Bane'a" kończy dwunastotomowy run o Batmanie scenariusza Toma Kinga. Nie wszystko w nim zagrało tak jak powinno – w ostatnich odsłonach twórca prezentował gorszą jakość, a finał jest z rodzaju "ni ziębi, ni grzeje".

Bane przejął władzę w Gotham, a za pomocą zdolności Psychopirata sprawuje kontrolę nad innymi złoczyńcami. Superbohaterowie mają związane ręce – rodzina Batmana nie może wkroczyć do akcji, bo skazałaby na śmierć Alfreda będącego zakładnikiem. Wśród pilnujących nowego porządku w mieście znalazł się również sam Batman, lecz mroczniejszy i bardziej brutalny, bowiem za maską kryje się Thomas Wayne, pochodzący z innego wymiaru. Z kolei Bruce Wayne został złamany i dopiero rozpoczyna proces powrotu do sił.

W centrum zainteresowania Kinga leżą relacje. Tak było już wcześniej, gdy oglądaliśmy Batmana z zaskakująco ludzkiej strony – jako przestraszonego chłopca czy samotnego mężczyznę, wrażliwego i zakochanego w Selinie Kyle. Scenarzysta kontynuuje te motywy, akcentuje ojcowski wizerunek Alfreda oraz prowadzi do wielu miłosnych dialogów między Batmanem a Kobietą Kot. Sęk w tym, że stosunki między postaciami zostały już wystarczająco wyeksploatowane i trudno dostrzec w nich coś nowego. Gdy w drugim tomie serii czytałem listy wymieniane między Bruce'em a Seliną, byłem pod wrażeniem może i pretensjonalnej, ale na swój sposób uroczej i romantycznej wymowy komiksu. W końcu ktoś poświęcił uwagę uczuciom bohaterów i przedstawił ich z najbardziej intymnej strony. Jednak na sam koniec wydaje się to ciągnięte bez większego pomysłu, aczkolwiek konsekwentnie.

Przepis na uratowanie Gotham to kolejne deus ex machiny, choć oparte na wątkach, które pojawiły się w poprzednich częściach. Z jednej strony więc cieszy, że seria zachowuje fabularną ciągłość, z drugiej – rozwiązania ani nie zaskakują, ani nie przekonują, po prostu sobie są. Nacisk jest kierowany zdecydowanie na wspomniane wyżej relacje, bo konfrontacja z Bane'em nie ma żadnego piorunującego efektu, a sam antagonista (nie pierwszy raz zresztą) wypada wręcz groteskowo. Poważny do przesady chciałby tylko łamać kręgosłupy i uważa się za nie wiadomo kogo. Ciekawszym przeciwnikiem jest Thomas Wayne, którego zamiary mają podobnie traumatyczne podłoże, co u Bruce'a.

batman: miasto bane'abatman: miasto bane'a

"Miasto Bane'a" w umiarkowanie wolnym tempie zarysowuje problem z Bane'em i rehabilitację Batmana, co rusz racząc czytelnika patetycznymi tekstami. Chociaż w dialogach Bruce'a i Seliny King chce rzucić oko na ich prywatne relacje, to i tu nie powstrzymuje się przed ładowaniem w usta bohaterów pretensjonalnych zdań. Jednak nie czyta się tego źle, przynajmniej jeśli poczuliśmy styl pisania scenarzysty i rozumiemy, o czym chce nam powiedzieć. Na pewno dwunasty tom oceniłbym niżej, gdybym nie znał i nie lubił poprzednich.

W ilustracjach panuje podobny patetyzm. Rysunki wprost krzyczą "Rozmach!", "Superhero!" i nie do końca potrafią przekonać, że ci bohaterowie wewnątrz są ludźmi, a nie – jak sugeruje ich zewnętrzny wygląd – jakimiś półbogami. Parę kadrów z ładnym tłem i mniejszą spektakularnością nie pokonuje wrażenia sztuczności. Z recenzenckiego obowiązku muszę wspomnieć, że na końcu znajduje się zeszyt pokazujący codzienność Batmana, czyli jego kolejne niezwykłe starcia. To taki krótki, zróżnicowany kolaż, który od razu zaczyna męczyć monotonną konwencją. "Miasto Bane'a" jest więc idealnym podsumowaniem całej serii – mającej zalety i mankamenty, chwilami urokliwej, innym razem siermiężnej.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
6
Ocena użytkowników
8 Średnia z 2 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

Wczytywanie...