Tarkin

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski czwartek, 26 listopada 2015
tarkin, okładka

Zbliżająca się premiera siódmej odsłony "Gwiezdnych wojen" i ogromna machina marketingowa, która skutecznie promuje film (kto o nim jeszcze nie słyszał?), stworzyły doskonałą okazję do zainteresowania czytelników nowym kanonem książek rozgrywających się w tym samym świecie. W Polsce ich wydaniem zajęło się wydawnictwo Uroboros. Na efekty działań nie przyszło nam długo czekać, ponieważ w różnych księgarniach już są dostępne trzy świeże tytuły. Pierwszym z nich jest "Star Wars: Tarkin", koncentrujący się na postaci wiernego poplecznika Imperatora i popierającego rządy oparte na strachu.

W ocenie niektórych ludzi Wilhuff Tarkin rozczarował Palpatine'a, za co został wysłany w cieszące się małą popularnością rejony galaktyki. W rzeczywistości wykonuje tam ściśle tajną misję, która ma pozwolić Imperatorowi na skuteczniejsze sprawowanie władzy – mianowicie nadzoruje tworzenie nowej broni, tak zwanej Gwiazdy Śmierci. Sytuację zmienia niespodziewany atak separatystów. Żeby pokrzyżować im plany, Tarkin – na polecenie Imperatora – łączy siły z Darthem Vaderem. Razem mają złapać grupę bojowników, nie pozwalając w ten sposób na ukształtowanie się w społeczeństwie ducha oporu.

Wydaje się, że "Tarkin" świetnie wpasowuje się w panującą modę na ciekawe czarne charaktery. W końcu wielokrotnie bywa tak, że ci okazują się dużo bardziej atrakcyjni niż pozytywni bohaterowie. Dlaczego więc pracę Jamesa Luceno można uznać za niesatysfakcjonującą? Po pierwsze – znani z "Gwiezdnych wojen" wrogowie przez bliższe zapoznanie więcej tracą niż zyskują. Autor przedstawia ich z niespodziewanie ludzkiej strony, co wychodzi... nieporadnie. Przykładowo tajemniczy i zły Darth Vader odzywa się zaskakująco często i z podobną częstotliwością jego słowa okazują się bezcelowe oraz pozbawione jakiegokolwiek wyrazu. Z drugiej strony bawi mnie, jak pisarz równocześnie próbuje przekonać o mało rozmownej osobowości Vadera, podkreślając sytuacje, gdy ten nie rozwija swoich wypowiedzi, tylko milczy. Poza tym biorąc pod uwagę, że po drugiej stronie barykady znajduje się jakaś marna drużyna separatystów, człowiek raczej by oczekiwał prostego i łatwego zadania...

tarkin

...tymczasem okazuje się może niekoniecznie trudne, ale na pewno długawe i zawiłe. Kto spodziewał się szybkiego i bolesnego rozprawienia się z bojownikami, będzie zawiedziony. James Luceno ponownie podkopuje reputację agentów Imperium, wydłużając ich misję tak sztucznie, że wychodzą oni na niezbyt kompetentnych. Ogólnie fabuła raczej nie przyprawi nikogo o szybsze bicie serca – jest przeciętna pod każdym względem. Książkę dobrze się czyta tylko dzięki umiejętnościom warsztatowym pisarza oraz niezłemu tłumaczeniu Marcina Mortki, chociaż i tutaj znajdzie się parę zgrzytów jak zanadto potoczny język. Zaryzykuję stwierdzenie, że "Tarkin" to powieść pisana na zamówienie. Ani przez chwilę nie towarzyszyło mi poczucie włożenia przez autora całego wysiłku w utwór. Porządnego pomysłu na historię też nie dostrzegłem. Ot, nagle pojawia się grupa buntowników i trzeba się nimi zająć. Niby pod koniec James Luceno stara się sprawić lepsze wrażenie, lecz bezowocnie.

Na pochwałę zasługuje jednak charakterystyka Tarkina. Mierzi mnie tylko sposób jej podania – przeszłość sprzymierzeńca Imperatora nachodzi czytelnika w różnych, niezbyt przemyślanych momentach. Aktualne wydarzenia mieszają się z retrospekcjami, co wprowadza do książki odrobinę chaosu. Przyznam, że na początku nie orientowałem się w tak nagłych przeskokach czasowych, które do tego nie są w żaden sposób akcentowane przez autora. Niemniej życie Wilhuffa na rodzinnej planecie Eriadu oraz konieczność mierzenia się z tamtejszą naturą potrafią wzbudzić podziw dla postaci i czasami nawet skutkują zainteresowaniem książką. Niestety dalej końcowy efekt wypada najwyżej przyzwoicie, a argumentacja dążeń Tarkina jest zaledwie powierzchowna.

tarkin

Szkoda, że nowy kanon książek "Star Wars" rozpoczyna się w tak przeciętnym stylu. Oczytani w literaturze SF nie znajdą w "Tarkinie" niczego dla siebie. Fani "Gwiezdnych wojen" w oczekiwaniu na siódmą część filmu mogą sięgnąć po powieść Jamesa Luceno, ale sądzę, że lepiej spożytkowaliby wolny czas, decydując się na lekturę innego tytułu. Nie widzę sensu w czytaniu "Tarkina" tylko dla samej marki, a przecież gatunek obrodził ostatnio w ciekawe pozycje – nowe wydanie "Hyperiona" lub "Drugie odkrycie ludzkości. Norstrilię" (dla tych bardziej wymagających) czy "Kellera" (dla szukających czystej rozrywki). Wyszukanie lepszej pozycji od recenzowanej nie powinno sprawić żadnego problemu.

Dziękujemy wydawnictwu Uroboros za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 5  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...