riese

Taniec ze smokami część 2

Wiktor "Wiktul" Werner czwartek, 5 kwietnia 2012

W wypadku recenzowania ósmej z kolei części książkowej sagi, nie sposób uciec przed pytaniem o sens takiej recenzji. Komu miałaby służyć? Na pewno nie "nowym" czytelnikom, którzy dopiero zaczynają swą przygodę z rzeczoną sagą, bo przecież nie zrobią tego, sięgając po jej ostatnią, najnowszą odsłonę. Co zatem z tymi, którzy mają za sobą ponad cztery tysiące stron powieści i raczej nie potrzebują zachęty do zakupu kolejnych siedmiuset? Czy jakakolwiek krytyka mogłaby skłonić ich do porzucenia historii na długo przed jej zakończeniem? Zapewne nie, jednak sens takiej recenzji wiąże się z trudnym zadaniem, jakim dla autora jest utrzymanie wysokiego poziomu przez wszystkie części swego dzieła. Jak poradził sobie z tym George R. R. Martin w drugim tomie "Tańca ze Smokami"?

Już na wstępie mogę oznajmić wszystkim wątpiącym – dobrze, a nawet bardzo dobrze. Najnowsza odsłona "Pieśni Lodu i Ognia" prezentuje się jeszcze lepiej od poprzedniej, głównie za sprawą zmiany nastroju i tempa akcji. Przedstawiany nam świat przestaje wreszcie rozrastać się do jeszcze bardziej monstrualnych rozmiarów, podobnie jak kolejne wątki fabularne ujęte w jego ramy. Nie oznacza to bynajmniej spowolnienia wydarzeń, jak miało to miejsce w pierwszej "Uczcie dla Wron". Przeciwnie – zobaczymy, jaki efekt przyniosło zdroworozsądkowe małżeństwo Daenerys z Hizdarhem, jakie wiatry wieją w żagle Victariona Greyjoya, przyjrzymy się wyjątkowo nędznemu losowi dwójki karłów i niedźwiedzia, jednak przede wszystkim dane nam będzie skupić się na Murze, Północy i zimie, która wreszcie nadeszła dla wszystkich.

Jak to zwykle bywa, nie sposób przedstawić treści mniej lakonicznie bez popełniania zbrodni na waszych apetytach i ciekawości. Niemniej bez obaw mogę zdradzić, że większość wątków zaczyna wreszcie zmierzać do konkretnych rozwiązań, tworzyć logiczne konsekwencje wydarzeń, które dość wyraźnie odbijają się na poszczególnych bohaterach. Ci ostatni niezmiennie stanowią największy atut Martina. Jedni, jak książę Martell, zaskakują nas wbrew swej powierzchowności, drudzy, jak Jon Snow, imponują dynamiką charakteru, który doskonale dopasowuje się do otaczającej ich rzeczywistości. Można powiedzieć też o "nieobecnych" – Rickonie, Samwellu czy Brienne – którzy nie wystąpią w drugim "Tańcu". Jednak i tutaj autor ujawnia kolejny ze swych atutów, jakim jest ukazywanie akcji z perspektywy dotąd "statystujących" bohaterów. Tak też w miejsce wspomnianych nieobecnych, pojawi się chociażby rozdział przedstawiający świat widziany oczami ser Barristana Selmy'ego.

Jak nietrudno się domyślić, warsztat Martina nie uległ od poprzedniej części zmianie. Dialogi pozostają równie soczyste i wciągające jak dotychczas, świetnie dopasowując się do poszczególnych postaci. Zwroty akcji mają miejsce dokładnie wtedy, gdy najmniej się ich spodziewamy, choć przecież po siedmiu poprzednich częściach mogłoby się zdawać, że dobrze znamy już styl autora i zdołamy przewidzieć, gdzie i kiedy postanowi nas zaskoczyć. Naprawdę trudno mi znaleźć poważny, obiektywny mankament tego tomu, choć liczy on sobie grubo ponad siedemset stron – nawet po przeczytaniu ostatniej i tak miałem wrażenie poważnego niedosytu. Jednak i tego nie sposób poczytać za wadę, wszak dzięki temu "tasiemcowa" saga, jaką bez wątpienia stanowi "Pieśń Lodu i Ognia", niezmiennie cieszy ogromne rzesze fanów.

Jedyna rzecz, która budzi moje obawy, to data premiery kolejnej części. W samej książce Martin nie wspomina o tym ani słowem, a zważywszy na czas, jaki dzielił pierwszy i drugi "Taniec", można mieć nieco powodów do zmartwień. Kończąc recenzowaną tu powieść miałem wrażenie, że cała historia znalazła się mniej więcej na półmetku. Zważywszy na jakość poprzednich siedmiu, a także i tego, ósmego tomu, pozostaje mieć nadzieję, że było to dobre przeczucie.

Dziękujemy wydawnictwu Zysk i S-ka za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 9,5  
Ocena użytkowników 8,46 Średnia z 12 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...