posiadlosc

Jonathan Frakes uważa, że krytyka nowych Star Treków to normalka

2 minuty czytania

“Star Trek: Picard” mocno podzielił widownię. Choć krytycy zazwyczaj wyrażali się bardzo ciepło o nowym serialu w tym legendarnym uniwersum, a wielu fanów z równym uznaniem wypowiedziało się na temat serii, to produkcja znalazła się pod obstrzałem niemałej liczby odbiorców. Przeważają w niej oddani, wieloletni pasjonaci “Star Treka”, którzy twierdzą, że “Picard” jest jakimś ponurym żartem i mocno żeruje na nostalgii. Pojawiają się argumenty, że wykorzystano ikonicznego bohatera sagi do stworzenia sztampowego serialu sci-fi, który nie posiada ani krzty optymistycznego ducha serii stworzonej przez Gene’a Roddenberry’ego.

jonathan frakes,picard

Czy ten i kilka innych zarzutów są słuszne – nie mnie oceniać. Jednak do krytyki postanowił odnieść się Jonathan Frakes, reżyser oraz aktor wcielający się w skórę innej kultowej postaci – Williama Rikera, prawej ręki Jean-Luca Picarda. Jest on zdania, że to całkowicie naturalne zachowanie, które zawsze pojawia się wraz z wprowadzeniem czegoś nowego do uniwersum. Na dowód tego przypomina o fali sceptycyzmu, z jaką spotkało się kultowe “Następne Pokolenie” zaraz po pilotażowym odcinku.

“To byli bardzo oddani fani *Oryginalnej Serii*. Byli sceptyczni. Byli podejrzliwi. W gruncie rzeczy nie byli jakoś strasznie zainteresowani i mocno zżyci z nowym serialem, którego głównym bohaterem był łysy angielski kapitan z francuskim imieniem. Nie mówiąc już o reszcie obsady. Chcieli *Star Treka* z Kirkem, Spockiem i Bonesem.

Wydaję mi się, że nie pragnęli niczego innego do czasu drugiego lub trzeciego sezonu, gdy nowy serial nabierał tempa. Kręciliśmy 26 odcinków rocznie, a to sporo. Wyemitowano już koło 50-60 epizodów, więc chyba wtedy fani zdali sobie sprawę, że w tym świecie jest sporo miejsca na inne produkcje.

Myślę, że i tak mamy trochę łatwiej niż *Discovery*, ponieważ opieramy się na postaci Picarda, którego kochają hardcorowi fani uniwersum. Znają go i chcą poznać dalszy ciąg jego historii, jakikolwiek by on nie był. Myślę, że znajomość fandomu jest istotna. To jest jak kanon dla tego uniwersum… potrzeba pewnego punktu zaczepienia” – stwierdza Frakes.

Serialowy Will Riker nie ukrywa jednak, że jest trochę zdeprymowany sformułowaniami oddanych fanów, że “Picard” nie jest prawdziwym “Star Trekiem”. Po chwili dodaje jednak z ledwo skrywanym uśmiechem – “Lecz wciąż go oglądają. Oglądają, żeby mieć pewność, że nadal go nienawidzą.

Źródło: comicbook.com

Komentarze

0
·
A może po prostu są chałowe?
0
·
Mi się tam "Picard" podoba i czekam na kolejny sezon Zresztą to co mówi ma spory sens, bo za wyjątkiem "Oryginalnej Serii" każdy "Star Trek" był na starcie miażdżony przez fanbazę i określany jako niedopuszczalna profanacja. Po kilku sezonach zazwyczaj krytyka opadała i pojawiały się ciepłe komentarze, a jak się wypuszczano kolejny nowy serial to ogólnie "tamten stary to jest kanon, a ten nowy to gunwo". Odwieczny cykl trekowego hejtu - sad but true.

Dodaj komentarz

 
Wczytywanie...