Fragment książki

3 minuty czytania

Błysnęło mi przed oczami. Poczułem, że lecę. Otchłań śmierci wypełniona tylko i wyłącznie bólem. Usłyszałem jakiś łoskot, dobiegał gdzieś z daleka.

To koniec, pomyślałem, gdy znowu poczułem pod policzkiem twarde dechy podłogi. Muszę zabić Helenę...

Przez dobrą chwilę rozkoszowałem się swoją genialnością. Zaszlachtuję dziewczynę i ból minie... I naraz się ocknąłem. Co ja pieprzę?! Nie zrobię tego. Niech łasica mnie zabije, ale ja nie będę mordował na czyjś rozkaz.

Otworzyłem oczy.

- Dureń – powiedziało do mnie zwierzę. – I co ci przyjdzie z tego uporu?

- Ocalę moją duszę i honor.

- Wykonasz polecenie? – Biła się ogonem po bokach niczym rozzłoszczona kotka.

Nie sądziłem, żeby łasice tak demonstrowały wściekłość, pewnie dla lepszego porozumienia zakodowano jej także zachowanie naszych zwierząt domowych.

- Nigdy!!!

- A ty? – Spojrzała na Staszka.

- Nie – wychrypiał drżącym głosem.

Czułem, że wytrzyma dużo krócej niż ja, i też chyba zdawał sobie z tego sprawę. Ale był gotów walczyć. Zawahała się na moment. Wyglądało na to, że znowu coś przelicza albo sprawdza w bazach danych.

- Dobrze – powiedziała. – Dalsze szarpanie się z waszymi idiotycznymi przesądami zajmie za dużo czasu.

Usłyszałem dziwny wizg i na chwilę pociemniało mi w oczach. Potrząsnąłem głową. W powietrzu poczułem ohydną woń spalonego mięsa. Staszek stał w kącie blady jak ściana. Poszukałem wzrokiem Heli. Leżała koło drzwi, jakby rzuciła ją tu jakaś straszliwa siła. Była bezwładna niczym szmaciana lalka. Na piersi i gardle miała niewielkie czarne plamki zwęglonego ubrania oraz skóry. Łasica zabiła ją laserem, mikrofalami albo podobną wiązką energii.

Przez sekundę czy dwie nie potrafiłem w to uwierzyć. Potem poczułem obezwładniającą rozpacz. Potworny żal ścisnął mi gardło. I zaraz ogarnęła mnie wściekłość. Nienawiść jak ta, która sprawiła, że mój pradziadek wywleczony z własnej chałupy i prowadzony pod konwojem do ciężarówki zaatakował trzech uzbrojonych po zęby niemieckich żandarmów sztachetą wydartą z płotu.

- Ty ścierwo!!! – ryknąłem i z pianą na ustach rzuciłem się w stronę zwierzęcia.

Życie, śmierć, wszystko przestało mieć znaczenie. Może mnie też zabije, ale przedtem złamię ten futrzany kark. Wbiję zęby w gardło, rozerwę na strzępki, ukręcę ogon... Zginę, ale zginę honorowo! Tak, jak umierali moi przodkowie. Tak, jak powinien odchodzić mężczyzna. W walce.

Użyła pola siłowego czy czegoś w tym rodzaju. Poczułem, jakbym uderzył w ścianę. Stłukłem sobie boleśnie palce, bark i biodro, z rozbitego nosa poszła krew. Skóra na piersi, brzuchu i udach piekła jak oparzona.

- Nawet nie próbuj! – warknęła.

Poczułem, że tracę czucie w nogach, i opadłem na podłogę niczym popsuty manekin. Ciało przestawało mnie słuchać. Spojrzałem na naszą przyjaciółkę, chcąc przed śmiercią pożegnać ją choćby wzrokiem. Jeszcze przed chwilą, może minutę temu, była tak pełna życia. Teraz... Nad plackami spalenizny snuł się dym, a może para? Oczy, nieruchome, szkliste, pozbawione iskierek, patrzyły rozbieżnym zezem. Chciałem podnieść się i spuścić jej powieki, lecz całkowicie utraciłem władzę w nogach. Poczułem, że niezależnie od woli w oczach zbierają mi się łzy.

- Na co czekasz, ty bydlę?! – zwróciłem się do łasicy. – Dobij. Będę miał to wszystko raz na zawsze z głowy. Ale zrób to teraz, bo jeśli tylko dasz mi cień szansy...

Zapadła głucha cisza. Znudziły jej się widać moje wrzaski i ponownie wyłączyła fonię. Staszek łkał całkiem otwarcie. Dźwięki powoli wracały, jakby ktoś podkręcał gałkę radia. Zwierzę siedziało dziwnie zadowolone i taksowało nas spojrzeniem.

- Wydobądź teraz scalak – poleciła chłopakowi. -Jej scalak – uściśliła.

Otarł twarz wierzchem dłoni i spojrzał z bezbrzeżnym zdumieniem. Potem przeniósł wzrok na zwłoki pod ścianą.

- Jak...? – wykrztusił.

- Jest umiejscowiony w pobliżu pnia mózgu. Musisz zrobić odpowiednią dziurę w czaszce. Bierz się do roboty, nie mamy całego dnia.

- Mam jej... odrąbać głowę?!

- Nie, możesz przecież dostać się do środka bez konieczności odcinania. Przebij się przez kości skroni. Siekiera stoi za drzwiami. Chyba że wolisz młotek.

- Ale... Nie! Nie zrobię tego – powiedział i zaraz zgiął się wpół w paroksyzmie bólu.

- Wykonać – warknęła. – Czy wy nigdy nie nauczycie się wykonywać rozkazów? Co za dziwaczna rasa! Podobnych do was obiboków nie ma chyba w całym zbadanym kosmosie!

Leżał na ziemi blady, jego czoło obficie zrosił pot. Spojrzał na nią z nienawiścią, a potem usłuchał. Wyszedł i po kilkunastu sekundach wrócił z toporkiem, którym zwykle rąbaliśmy drwa. Był zielony na twarzy.

- Nie mogę. – Stał bezradnie, patrząc na ciało.

- Ja to zrobię. – Z trudem dźwignąłem się z ziemi. – Daj mi siekierę...

- Lepiej, żeby to był on. Jest słabszy, musi się zahartować, by w przyszłości sprawnie wykonywać polecenia. – Zwierzę zwróciło na mnie paciorki oczu. – Jak macie wykonać zadanie, jeśli na każdym kroku muszę przełamywać wasze dziwaczne opory?

Ból był lekki, ostrzegawczy. Staszka też musiała smagnąć, chyba nawet mocniej, bo wydał z siebie przeciągły jęk.

- I żebym nie musiała powtarzać! – warknęła. Staszek, łkając, ukląkł na ziemi. Przekręcił głowę Heli.

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

Wczytywanie...