Skyline

Wojciech "Courun Yauntyrr" Kominek czwartek, 13 października 2011

„Skyline” to film, którego zwiastuny skutecznie rozbudziły mój apetyt na więcej. Niebieskie światło porywające ludzi sprawiło, że mocniej zacząłem się przyglądać kontrolce w domowym PC, która także emituje światło w tym kolorze. Po kilku minutach mierzenia się z nią wzrokiem i po zapewnieniu siebie samego, że jestem bezpieczny, zasiadłem do filmu i wkrótce potem na dysku komputera pojawiła się recenzja.

skyline, jarrod, elaine, terry, matrix, eric balfour, scottie thompson skyline, jarrod, elaine, terry, matrix, eric balfour, scottie thompson

Dość leniwy początek zniechęca. Widzimy jakieś sceny, słyszymy kawałki rozmów, ale trudno jest to ze sobą połączyć. Wygląda to chaotycznie i dopiero gdy dwójka głównych bohaterów, czyli Jarrod i Elaine, przybywają do mieszkania ich przyjaciela Terry’ego, jesteśmy w stanie cokolwiek zrozumieć. Urodzinowa balanga trwa do późna, ale nad ranem pojawia się dziwne niebieskie światło. Ludzie, jak to na ciekawskie istoty przystało, zaczynają się w nie wpatrywać. Coś ich przyciąga i dodatkowo zmienia, chociaż tego wątku twórcy filmu nie raczyli szerzej wytłumaczyć. Wiemy tylko, że znikają, a potem nadlatują statki obcych, które niczym maszyny z „Matrixa”, porywają jak zwykle niewinnych i bezbronnych mieszkańców Los Angeles. Czyżby zemsta Chińczyków? Niekoniecznie.

Powinienem standardowo wspomnieć o kreacji bohaterów, ale w drodze wyjątku zacznę od obcych. Ich statek-matka, czyli obowiązkowo kolos (chociaż widywaliśmy już większe), to także centrum wytwarzania niebieskiej mocy z ludzkich mózgów. To właśnie te ostatnie potrzebne są do zasilania mniejszych jednostek, które przeczesują miasto w poszukiwaniu "paliwa". Niestety, raz obserwujemy, jak zagłębiają się we wnętrze mieszkań w poszukiwaniu ludzi, innym razem zaś zadowala ich lawirowanie między budynkami z nadzieją, że coś się napatoczy. To ich dziwnie niezrozumiałe zachowanie sprawia, że nie czujemy z początku tego zagrożenia. Ot, kolejne maszyny, które sobie chodzą i wyglądają ludzi. Czyżby powodem tego stanu rzeczy były owe ludzkie mózgi, którymi napędzano cały mechanizm? Jeśli tak, to może tę kwestię zostawmy w spokoju...

skyline, jarrod, elaine, terry, matrix, eric balfour, scottie thompson skyline, jarrod, elaine, terry, matrix, eric balfour, scottie thompson

Przejdźmy do ludzi, a właściwie do czwórki bohaterów, którzy otrzymali od scenarzysty dialogi. Co prawda, nazwiska w obsadzie nie były dla mnie obce, ale nie zatrudniono aktorów wysokiej klasy, co niestety odbiło się na fabularnej części filmu. Mówiąc krócej – postacie są spłycone do maksimum. Nie bardzo wiemy, kim są, nie bardzo też wiemy, dlaczego akurat oni przeżyli pierwszy dzień ataku obcych. Trudno utożsamiać się z kimś, kogo nie mamy ani powodu, ani nawet czasu polubić (bo wiemy, że zginą). Grający Jarroda Eric Balfour nie wysilił się ani trochę i odniosłem wrażenie, że podszedł do "Skyline" jak do skarania boskiego, które trzeba wykonać i o którym należy zapomnieć. Nieco lepiej sprawiła się Scottie Thompson, której zachowanie wydawało się bardziej rzeczywiste. Dobrze chociaż, że nie wszyscy dożyją do samego finału.

Największym atutem filmu zdecydowanie są efekty specjalne, chociaż i tutaj można pokusić się o pewne „ale”. Jednostki obcych wyglądają niemal jak bliźniaki z „Matrixa” czy też „Wojny światów”. Statek-matka to tylko nieco większy latający okręt, który nie może się pochwalić żadną superbronią, a jedynie znacznie zwiększoną wytrzymałością. Ciekawie wyszedł twórcom efekt zmian, jakie zachodzą w człowieku, który wpatruje się w niebieskie światło. Jak już wspomniałem, efekt ten został zmarnowany poważnymi lukami w fabule.

Zawodzą także lokacje. Chyba efekty pochłonęły większość funduszy, dlatego trzon wydarzeń umieszczono w jednym, co prawda wysokim, budynku. Co więcej, jest to w zasadzie tylko mieszkanie, dach i parę widoków z okolic wieżowca. Całe miasto obserwujemy tylko z góry i aż prosiło się o scenki pokazujące walkę ludzi z maszynami na całym świecie. Można doznać klaustrofobii i zastanawiać się, czemu też kosmici po prostu kłopotliwego budynku nie zburzą.

skyline, jarrod, elaine, terry, matrix, eric balfour, scottie thompson skyline, jarrod, elaine, terry, matrix, eric balfour, scottie thompson

Kilka recenzji filmu, które wpadły w moje ręce, prezentują "Skyline" jako totalnego gniota, którego obejrzenie to strata blisko półtorej godziny życia. Prawda jest jednak taka, że zakończenie stanowi dobre pole do popisu przy drugiej części, która jak najbardziej powinna powstać. "Skyline" to dzieło odtwórcze, aktorsko głębokie niczym brodzik dla wigilijnego karpia i nafaszerowane efektami specjalnymi, ale jako całość jak najbardziej da się to obejrzeć. Dobrze jednak, że większość głównych postaci nie żyje, dzięki czemu może w drugiej części role dostanie ktoś nowy.

Ocena Game Exe 5  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...