posiadlosc

W dół, do Ziemi

2 minuty czytania

robert silverberg

Adaptacje powieści nie mają łatwego życia. Dla jednych odbiorców każde odejście od pierwowzoru jest uznawane za rażące wykroczenie, a drudzy podobnie reagują na dosłowne przełożenie na inne medium. W przypadku komiksu dodatkowe problemy mogą wynikać z ograniczenia wybujałej opowieści do mniej obszernej formy.

Jednak w przypadku "W dół, do Ziemi" Roberta Silverberga trudno mówić o przesadnie rozbudowanej powieści, gdyż liczy sobie mniej niż 200 stron. Przeniesieniem na kanwę komiksu zajął się raczej anonimowy w Polsce Philippe Thirault. Podobnie jak oryginał, tak i recenzowany album opowiada o losach Eddiego Gundersena, powracającego na planetę Belzagor, którą opuścił w burzliwych okolicznościach kilka lat wcześniej. Zostaje wynajęty jako przewodnik przez małżeństwo naukowców pragnące udokumentować okryty tajemnicą rytuał nildorów i sulidorów – inteligentnych gatunków zamieszkujących planetę. Na miejscu dają o sobie znać dawne grzeszki Gundersena i niespełniona miłość.

Pierwsze skrzypce w komiksie "W dół, do Ziemi" grają poszukiwanie odkupienia oraz próby rehabilitacji za grzechy przeszłości, choć w wydaniu Silverberga można by pokusić się o użycie określenia "za grzechy z poprzedniego życia". Ważnym motywem komiksu, który w oryginale był zresztą jeszcze silniejszy, jest reinkarnacja i ewolucja na poziomie duchowym, a protagonista pragnie zresetować swój żywot i ostatecznie pogrzebać dawne porażki. Na plus zaliczam także zestawienie ze sobą koegzystujących od wielu lat gatunków z drastycznie mniej uduchowionymi ludźmi. Thirault zahacza też o kwestię kolonizacji planety zamieszkanej przez inteligentne gatunki, jednak zarówno wątki związane z uduchowieniem, jak i kolonizacją są mniej wyraziste w komiksowej adaptacji niż powieści, co można tłumaczyć bardziej zwięzłą formą narracyjną. Niemniej szkoda, że scenarzysta nie postanowił zgłębić tematu eksploatacji planety przez ludzkość.

robert silverbergrobert silverberg

Thirault postawił na konflikty między postaciami. Gundersen spotyka na swojej drodze raptem kilkoro dawnych znajomych, jednak praktycznie nikt nie jest mu przyjazny. Jego dawna miłość wyszła za mężczyznę, z którym protagonista ma na pieńku, a uczucie między małżeństwem naukowców wypala się. I chociaż interakcje w wąskiej grupie bohaterów rozplanowano bardzo dobrze, to jednocześnie rzuca się w oczy największy mankament komiksu, czyli kiepskie dialogi. Scenarzysta dosyć mocno kompresuje fabułę i w konsekwencji ludzkie rozmowy w wielu momentach wypadają drętwo. To o tyle ciekawe, że wypowiedzi znacznie rzadziej przemawiających nildorów są już o niebo bardziej interesujące – pomagają również budować tę lekko filozoficzną otoczkę. Wspomniana drętwość irytuje tym bardziej, gdy uświadomimy sobie, że przynajmniej kilka dialogów można było rozbudować i nadać im naturalności kosztem – w większości przypadków – nieistotnych dla fabuły scen łóżkowych. Jak gdyby autor na siłę chciał jeszcze mocniej zamieszać w i tak już poplątanych życiorysach postaci.

Dużą zaletą komiksu są ilustracje Laury Zuccheri, odmalowującej piękne scenerie niezbadanej planety, która zdaje się podobna do Ziemi, ale i jednocześnie bardziej dziewicza, ponieważ artystka ani na moment nie pozwala nam zapomnieć o bujnej roślinności Belzagora. Jest na czym oko zawiesić i łatwo wczuć się nastrój wędrówki po nieznanym lądzie.

"W dół, do Ziemi" ma swoje wady, jednak ostatecznie przygoda na obcej planecie zapewnia godziwą rozrywkę – wystarczająco udaną, aby zachęcić do sięgnięcia po literacki pierwowzór, nawet jeśli science fiction nie jest waszym pierwszym wyborem.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
7,5
Ocena użytkowników
7,5 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
Wczytywanie...