outpost2

Fragment książki

3 minuty czytania

- Witamy w Schmaltzbergu, wasza ekscelencjo. Jestem królewskim jar'ahk'haga, a w waszym języku nazwalibyście...

Wargi Vimesa poruszyły się szybko, gdy próbował tłumaczyć

- Kosztowacz ... idei?

- Ha! Rzeczywiście, można to tak określić. Nazywam się Dee. Zechcesz, panie, iść ze mną? To nie potrwa zbyt długo.

Krasnolud odszedł. Jeden z pozostałych szturchnął Vimesa bardzo delikatnie, sugerując, że powinien ruszyć za nim.

Dźwięk z dołu stał się głośniejszy. Ktoś wrzeszczał.

- Jakieś kłopoty? – zapytał Vimes, doganiając maszerującego szybko Dee.

- Nie mamy żadnych kłopotów.

Aha, już mnie okłamał, pomyślał Vimes. Jesteśmy dyplomatyczni.

Szedł za krasnoludem przez kolejne jaskinie ... albo tunele. Trudno powiedzieć, bo w ciemności Vimes mógł polegać tylko na ,wrażeniu przestrzeni wokół. Od czasu do czasu mijali oświetlone przejścia do innej jaskini albo otwór tunelu. Przy każdym stało kilku strażników ze świecami na hełmach.

Dobrze nastrojony radar gliniarza alarmował bezustannie.

Działo się coś niedobrego. Wyczuwał napięcie, stan dyskretnej paniki. Powietrze było od niej aż gęste. Czasami przez drogę przebiegały krasnoludy z jakąś misją, skupione, nie zwracając na nich uwagi.

Coś bardzo niedobrego... Ludzie nie wiedzieli, co robić, więc siłowali robić wszystko. A pośrodku tego wszystkiego ważni urzędnicy musieli przerwać swoje działania, ponieważ jakiś idiota z dalekiego miasta chciał przekazać kawałek papieru.

W końcu w ciemności przed nimi otworzyły się drzwi. Prowadziły do sporej, mniej więcej owalnej komory, która – z regałami książek na ścianach i zarzuconymi papierami biurkami – sprawiała wrażenie gabinetu.

- Proszę usiąść, komendancie.

Zapłonęła zapałka. potem zajaśniała świeca, zagubiona i samotna w mroku.

- Staramy się ciepło witać gości – oświadczył Dee, siadając za biurkiem. Ściągnął spiczastą czapkę i ku zdumieniu Vimesa założył zadymione okulary.

- Miał pan przedstawić dokumenty?

Vimes podał mu.

- To stoi napisane ,Jego łaskawość" – zauważył krasnolud po krótkiej lekturze.

- Tak. To ja.

- A potem jeszcze "sir".

- To też ja.

- I ekscelencja?

- Obawiam się, że też. – Vimes zmrużył oczy. – Przez jakiś czas byłem też dyżurnym odpowiedzialnym za tablicę.

Zza drzwi na drugim końcu pokoju dobiegł gniewny gwar.

- A co robi dyżurny odpowiedzialny za tablicę? – spytał Dee, podnosząc głos.

- Co? Eee ... musiałem ścierać tablicę po lekcji.

Krasnolud kiwnął głową. Gwar zza drzwi stał się głośniejszy. bardziej intensywny.

Krasnoludzi doskonale się nadaje, żeby się w nim wściekać.

- Usuwać słowa nauk, kiedy zostały zapamiętane? – zapytał znowu Dee, który musiał krzyczeć, żeby go usłyszano.

- No ... tak.

- Zadanie powierzane tylko tym, co godni są zaufania?

- Możliwe, owszem!

Dee złożył dokumenty i oddał je Vimesowi. Zerknął przelotnie na Cudo.

- Cóż, chyba wszystko w porządku. Napije się pan czegoś przed wyjściem?

- Słucham? Myślałem, że mam się przedstawić królowi. – Przekleństwa zza drzwi groziły już, że przepalą drewno.

- Och, to nie będzie konieczne – zapewnił Dee. – W tej chwili nie należy zajmować mu czasu ...

- ... głupstwami? – dokończył Vimes. – Myślałem, że tak należy tę sprawę załatwić. Wydawało mi się też, że krasnoludy zawsze robi to, co należy.

- W tej chwili nie byłoby to ... rozsądne. – Dee znów podniósł głos, przekrzykując hałas. – Jestem pewien, że pan rozumie.

- Załóżmy, że jestem bardzo głupi ...

- Zapewniam waszą ekscelencję, że co ja zobaczę, król widzi, co ja usłyszę, król słyszy.

- W tej chwili to niewątpliwie prawda.

Dee zabębnił palcami o biurko.

- Wasza ekscelencjo, spędziłem w waszym mieście czas ledwie wystarczający, by zyskać ogólne pojęcie o waszych zwyczajach, jednakże mógłbym odnieść wrażenie, że wasza ekscelencja kpi sobie ze mnie.

- Czy mogę mówić otwarcie?

- Z tego, co o panu słyszałem, wasza dyżurność, zwykle pan mówi.

- Znaleźliście już Kajzerkę z Kamienia?

Wyraz twarzy Dee zdradził Vimesowi, że zaliczył trafienie. I że prawie na pewno następną rzeczą, jaką powie krasnolud, będzie kolejne kłamstwo.

- Cóż za dziwaczna i fałszywa sugestia! Nie istnieje żadna możliwość, by Kajzerka została skradziona. Wydano stanowcze zapewnienie. Nie życzymy sobie słyszeć więcej tych kłamstw!

- Mówił pan, że ... – spróbował Vimes.

Sądząc po odgłosach, za drzwiami wybuchła bójka.

- Wszyscy zobaczą Kajzerkę podczas koronacji! Ta sprawa nie należy do Ankh-Morpork ani nikogo innego! Protestuję przeciwko takiej ingerencji w nasze sprawy wewnętrzne!

- Ja tylko ...

- I nie musimy pokazywać Kajzerki żadnemu wścibskiemu prowokatorowi! To nasz święty symbol i jest dobrze strzeżony!

Vimes milczał. Dee był lepszy od Załatwione Duncana.

- Każdy, kto opuszcza Grotę Kajzerki, jest pilnie obserwowany! Kajzerki nie da się stamtąd wynieść! Jest absolutnie bezpieczna! – Dee zaczął krzyczeć.

- Aha. Rozumiem – powiedział spokojnie Vimes.

- To dobrze.

- Czyli jeszcze jej nie znaleźliście.

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...