droga_szamana_5

Kłamca 3. Ochłap sztandaru

2 minuty czytania

Ani Jakuba Ćwieka, ani „Kłamcy” nie trzeba przedstawiać nikomu siedzącemu dłużej w polskiej fantastyce. Gdziekolwiek pojawi się pierwszy z nich, tam drugi natychmiast magicznie znika z półek okolicznych księgarni. Podpowiem, że ma to związek z fanami i atramentem. Poprzednie dwa tomy cyklu o Kłamcy zasłynęły ze specyficznego, dobrego humoru, a wartka akcja sprawiała, że czytało się je jednym tchem. Czy tak jest i tym razem?

W przeciwieństwie do poprzednich części, które były de facto zbiorami powiązanych ze sobą opowiadań, Kłamca 3. Ochłap sztandaru jest jednolitą historią. Oto jak w skrócie prezentuje się fabuła. Lucyfer, dotychczas przebywający w ukryciu, pragnie wrócić na Ziemię. Aniołowie oczywiście nie chcą do tego dopuścić, więc wysyłają swojego najemnika do wykonania brudnej roboty. Tak, Lokiego. Oczywiste jest, że zadanie to nie będzie łatwe do wykonania. W tym samym czasie na świecie rozpoczyna się apokalipsa, rozpętana przez diabły i mityczne stworzenia działające z polecenia Lucyfera. Walki skrzydlatych z plugawymi istotami stają się dla ludzi chlebem codziennym. Przyjaciele Lokiego także nie mają lekko, gdyż utknęli w samym środku wspomnianej zawieruchy. I czy wspomniałem, że w to wszystko na dokładkę zamieszane są elfy?

O ile w poprzednich tomach to Loki był głównym bohaterem i wokół niego koncentrowała się cała akcja, o tyle w Ochłapie sztandaru na pierwszy plan często wychodzą jego przyjaciele. Jakub Ćwiek sporą część powieści poświęcił losom Jenny, Erosa i Bachusa, których poznaliśmy w Bogu Marnotrawnym. Często także oglądamy akcję oczami tych „złych” oraz skrzydlatych, ciągle krążymy między Niebem, Ziemią, a Piekłem. Czasami można odnieść wrażenie, że Loki zszedł na boczny tor na rzecz innych postaci, co wierni fani bohatera mogą odebrać jako wadę. Dla mnie jednak wadą to nie było.

Podobnie, jak poprzednie części, Ochłap sztandaru został napisany w prosty, przejrzysty sposób. Pomimo wielowątkowości i pozornego skomplikowania fabuły (która, nawiasem mówiąc bywa przewidywalna), książkę czyta się lekko i przyjemnie. Swój wpływ na to ma także charakterystyczny styl Ćwieka. Kontynuacja nie zgubiła nigdzie specyficznego dobrego humoru, z którego słynęły poprzednie tomy. Wciąż wiele sytuacji porządnie rozbawi czytelnika.

Podsumowując: każdemu, komu spodobały się poprzednie tomy, spodoba się także Ochłap sztandaru. Styl i humor dalej występują w formie, która znana jest nam z poprzednich tomów, przez co książkę czyta się jednym tchem. Nie mam jej praktycznie nic do zarzucenia. Pozostaje mieć nadzieję, że kontynuacja (tak, z zakończenia wynika, że takowa będzie) pojawi się możliwie szybko. Polecam!

Dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
9
Ocena użytkowników
9,75 Średnia z 6 ocen
Twoja ocena

Komentarze

0
·
Chciałem tylko zaznaczyć, że książka zdecydowanie słabsza od poprzednich. Ćwiek chyba się troszeczkę przeliczył. Poupychał za dużo wątków i przez to czytelnik nie jest zainteresowany żadnym z nich. Słusznie napisałeś, że za mało Kłamcy w Kłamcy (cukru w cukrze). Niestety, postać głównego bohatera rozmyła się na rzecz słabych opisów wojny i wygłupów Bachusa czy Erosa i jego francuskich współlokatorów.
Niestety świat wykreowany w Kłamcach nie jest dobrym nośnikiem epickich historii a styl pisania Ćwieka nie jest dobrym narzędziem do owych historii opisywania.
Książka nie była tragiczna, co więcej, doceniam próbę rozwinięcia znanego u lubianego świata. Jasne, eksperyment się nie udał, ale eksperymenty od tego właśnie są. Przynajmniej Ćwiek nie odcina kuponów od swego dzieła jak...pewien pisarz humorystycznego fantasy cieszącego się międzynarodową sławą..

Dodaj komentarz

Wczytywanie...