Obudź się i śnij. Tchorosty i inne wy-tchnienia

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski wtorek, 24 marca 2015
obudź się i śnij, tchorosty i inne wychtnienia

„Obudź się i śnij. Tchorosty i inne wy-tchnienia” to niecodzienna książka, ponieważ składająca się ze zbioru opowiadań i nowel oraz pełnoprawnej powieści. Za granicą zostały wydane oddzielnie, ale dzięki wydawnictwu MAG polscy czytelnicy mają okazję nabyć efekty twórczości brytyjskiego pisarza, Iana R. MacLeoda, w pakiecie. Tytuł znalazł się w serii Uczta Wyobraźni, która dotychczas mnie nie zawiodła (co innego Medivha – jeśli jeszcze nie mieliście okazji, zapoznajcie się z jego recenzjąDrogi Serca”). Miałem więc z pewnością podstawy sądzić, że książka o ciut przydługiej nazwie (wyobrażacie sobie, żebym ja ją teraz przytaczał w każdym akapicie?) nie zawiedzie moich oczekiwań. Szczególnie najatrakcyjniej zapowiadała się sama powieść – w klimacie noir, powodującym u mnie niebywałą ekscytację. Ostatnio miałem z nim do czynienia w grze „The Wolf Among Us”.

Wbrew kolejności tytułowej, treść rozpoczyna się zbiorem utworów. I tutaj wypalę z grubej rury – nie stanowią one przyjemnej, czytelniczej uciechy. Problem jest banalny – Brytyjczyk, pragnąc zaprezentować odbiorcy głębokie myśli, zaniedbuje warstwę fabularną, na którą przeważnie składają się pełne szczegółów... (zieeew) biografie bohaterów. Ich życie w pigułce. Pigułce kilkudziesięciostronicowej! Niech was nie zdziwi widok przydługich akapitów i kartek wypełnionych opisami oraz streszczeniami z żywota szarych ludzi, bo – żeby nie było nieporozumień – bohaterowie MacLeoda zazwyczaj nie mają do opowiedzenia niczego interesującego. Niedostatek dialogów, na które wyczekuje się jak na bożonarodzeniowy prezent, skutkuje rosnącym znudzeniem. Mówiąc wprost, najchętniej zrezygnowałbym z lektury książki albo natychmiast przeszedł do jej (jak liczyłem) najlepszej części – powieści „Obudź się i śnij”. Niestety nie mogłem.

Najbardziej podobała mi się nowela „Tchorost”. Mimo że łatwo można ją umieścić w wyżej opisanych przeze mnie ramach, to najbliżej jej było do miana czystej fantastyki (niektóre teksty rozgrywają się w alternatywnych uniwersach, a elementy nadnaturalne są subtelne; tutaj Brytyjczyk najzupełniej moim zdaniem popuścił wodze wyobraźni). Drobiazgowo prezentowany świat z dziwnymi stworzeniami oraz własną historią potrafił zachwycić, podobnie jak pomysł autora, w którym prezentuje on zupełnie inną rzeczywistość od tej dobrze nam znanej. Mianowicie na planecie zamieszkanej przez Dżalilę dominują związki lesbijskie, głównie z powodu małej ilości mężczyzn. Heteroseksualizm traktowany jest jak odstępstwo, a homoseksualizm to norma. Prawda, że brzmi ciekawie? Ta zadziwiająca otoczka stanowi największy atut „Tchorostu”. Fabuła jednak skupia się na poszukiwaniu swojego miejsca i celu w życiu oraz cierpi na nadmiar nużących szczegółów z życia bohaterki. Trudno w ogóle się do niej przekonać, skoro pisarz zapełnia nowelę mało barwnymi informacjami na jej temat, nie dając okazji do wzbudzenia sympatii w inny sposób – brawurą, ciętym językiem czy przyjaznym usposobieniem. Nieco lepiej mają się postacie drugoplanowe – pewnie dlatego, że nie odgrywają głównej roli, więc są jakby na uboczu, przykryte mgłą tajemnicy.

obudź się i śnij, tchorosty i inne wychtnienia

„Gołoledź” wynudziła mnie kompletnie, co może być dowodem, że ambitne teksty bez wciągającej historii nie mają w moim przypadku racji bytu. Tym bardziej, iż przesłanie autora, choć proste do zgadnięcia nie jest, nie uznałbym za zbyt odkrywcze. „Fatalna lalunia” trochę ociepliła mój negatywny stosunek do twórczości MacLeoda. Czasy drugiej wojny światowej w połączeniu z przesądami o przynoszeniu szczęścia lub nieszczęścia (lepiej z takimi siłami nie igrać i je szanować podczas konfliktów zbrojnych...) okazały się niezbadanym dotychczas terenem, w którym Brytyjczyk spisał się całkiem dobrze. I nawet życiorys tytułowej bohaterki, budzącej współczucie czytelnika, pozytywnie mnie zaskoczył – był reprymendą skierowaną w ludzi potrafiących zatruwać los innych z powodu zwykłych uprzedzeń. Wśród pozostałych utworów wartym uwagi jest jeszcze „Nowe spojrzenie na równanie Drake'a” potwierdzające moją ostateczną opinię o zbiorze – są udane pomysły na świat, ale ciągła melancholia i niewykorzystany potencjał fabularny (tutaj: obserwacja kosmitów) sprawiają, że twórczość MacLeoda niekoniecznie jest godna polecenia każdemu wielbicielowi fantastyki.

obudź się i śnij, tchorosty i inne wychtnienia

Odbity niczym piłeczka od ściany przez „Tchorosty i inne wy-tchnienia” zabrałem się za „Obudź się śnij”. Powieść kupiła mnie już na pierwszych stronach – szkoda, że potem bezczelnie zwiodła. W głowie mam ciągle myśl „to powinno być lepsze!”. Początek zapowiadał się obiecująco, pisarz budował napięcie oraz wstępem zwiastował naprawdę szaloną całość w stylu noir. Niestety nie wyszło. Nieźle scharakteryzowany bohater (zagadkowa przeszłość, parę życiowych błędów, detektyw mieszkający w dziurze – obraz zachęcający, w sam raz na mroczny kryminał) wpada w nie lada kłopoty. Ktoś ginie, on sam pada ofiarą zamachu, a przecież wziął tylko prostą robotę za wysokie pieniądze. Tło dla fabuły również spisuje się niesamowicie – 1940 rok, barwny Hollywood, gdzie sławni ludzie prowadzą dostatnie życie, upadłe gwiazdy popełniają samobójstwa, zaś sekretarki muszą być młode, piękne i chodzić w skąpych strojach. Brzmi genialne, a uzupełnione zostało ciekawym pomysłem – emotykami, czyli filmami wykorzystującymi pole Bechmeira, które przekazują uczucia tudzież wrażenia do umysłów widzów.

Finalnie „Obudź się i śnij” to powieść zaledwie dobra, osadzona w atrakcyjnym świecie oraz z zadatkami na bycie rewelacyjną. Kryminał się nie rozkręcił, a śledztwo bohatera polegało na wędrowaniu z punktu A do B. Zabrakło w tym inwencji, nie wiem – pościgów, wybuchów czy bardziej wydumanych scen/zwrotów akcji? Tymczasem do niczego takiego nie dochodzi, a stagnacja historii nie służy. Również wśród postaci nie ma kogoś, kto by zapadł w pamięci na dłużej. Owszem, jest typowy archetyp bohatera udręczonego przeszłością, lecz on sprawdza się jedynie jako główny aktor, nie najciekawszy czy najbardziej interesujący. Koniecznie przydałby się drugoplanowy charakter, który robiłby show. Taki odpowiednik Boba z „Akt Dresdena”. Skoro przy porównaniach jesteśmy – nastrój tej części książki nieustannie kojarzył mi się z filmami Davida Lyncha. Chociaż Ian R. MacLeod nie stworzył mistrzowskiego finału, po którym zbierałbym szczękę z podłogi lub interpretował go na kilkadziesiąt różnych sposobów, to namiastkę lęku (paranoi?) znanego mi z „Zagubionej autostrady” jednak oddał.

obudź się i śnij, tchorosty i inne wychtnienia

Patrząc po ocenach w Internecie, twórczość brytyjskiego pisarza się podoba. Nie mi. Zbiór opowiadań i nowel jest jednym z najgorszych, jakie czytałem – średnie oraz bez polotu. Ciekawa wizja świata plus kilka życiowych przesłań (które w przeważającej ilości uważam za nudne) to nie przepis na świetny utwór. Dlatego raczej nie zamierzam mieć więcej do czynienia z krótkimi formami literackimi w wydaniu Iana R. MacLeoda. Co innego powieści – „Obudź się i śnij” to przykład dobrej historii osadzonej w barwnym Hollywoodzie lat 40. Jeśli 350 stron udanego kryminału noir to dla was wystarczający powód do wydania 55 złotych, możecie śmiało kupować nową pozycję Uczty Wyobraźni. W przeciwnym razie odradzam.

Dziękujemy wydawnictwu MAG za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 6  
Ocena użytkowników 6,75 Średnia z 2 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...