posiadlosc

Nowi mutanci

4 minuty czytania

nowi mutanci

Film nakręcony w 2017 roku. Latami trawiony przez ciągłe zmiany koncepcji, przeróbki i różnorakie dokrętki. Niekochany najpierw przez wytwórnię 20th Century Fox, a później przez Disneya, który niechętnie przejął prawa do jego dystrybucji i traktował je bardziej jako niechciany aneks w umowie. Produkcja zaliczająca kolejne poślizgi w akompaniamencie głośnego zastanawiania się, czy premiera kinowa ma w ogóle sens i nie lepiej wypuścić ten cały pierdolnik od razu do serwisów streamingowych. W końcu, gdy tytuł otrzymuje spokojny, nienaruszalny termin debiutu i mogłoby się wydawać, że nic złego nie stanie mu już na przeszkodzie – pandemia koronawirusa, zamknięcie placówek kulturalnych i kryzys całej branży. A teraz powiedz Joshowi Boone'owi, reżyserowi tego całego widowiska, że miałeś kiepski dzień. Nawet się nie ośmielisz.

"Nowi mutanci", podobnie jak bohaterowie wspomnianego filmu, od samego początku mieli pod górkę i ich życie nigdy nie było usłane różami. W końcu jednak po wielu perypetiach produkcja trafiła na ekrany, ale czy po tak traumatycznych przeżyciach jest jeszcze co zbierać? Uspokajam, to może nie dzieło tak monumentalne jak marvelowska seria o Mścicielach czy wstrząsające jak "Logan", jednak całkiem poukładane i niosące za sobą smakowity kameralny klimat, który wielu przypadnie do gustu.

Fabuła kręci się wokół piątki nastolatków, którzy zostali zamknięci w enigmatycznym ośrodku, będącym swoistym miksem szkoły dla uzdolnionych mutantów profesora Xaviera i szpitala psychiatrycznego. Bohaterowie trafili w to ekscentryczne miejsce, ponieważ dopiero co odkryli swoje moce i nie są w stanie nad nimi zapanować. Każdy ma w swojej kartotece mroczną kartę, która stanowi cykliczną pożywkę dla traumy i lęków, jakie przeżywają. No, a skoro wiadomo, że najniebezpieczniejszy mutant, to taki, który nie zna i nie potrafi zapanować nad swoją mocą, trudno wyjeżdżać tutaj z piątą poprawką i elementarnymi prawami człowieka.

nowi mutanci

Placówka jest ogrodzona szczelnym polem siłowym, nikt z niej nie może wyjść, nikt wejść. Choć formalnie podopieczni posiadają dużo wolności i mogą bez przeszkód chodzić po większej części terenu, to czują się trochę jak w więzieniu, a każdy ich ruch jest skrzętnie monitorowany przez system kamer. Oni sami są nadzorowani przez wszechwładną dorosłą, doktor Reyes, która, mimo że stara się cierpliwie wytłumaczyć ich położenie i pomóc im w zwalczeniu traum, za nieposłuszeństwo z łatwością karze izolatką, a także jest gotowa zrobić wszystko, aby jej przełożony był zadowolony.

I tak się życie toczy. Od sesji terapeutycznych i rutynowych badań, poprzez wspólne młodzieńcze wygłupy, a zakończywszy na samotnych refleksjach – poznajemy lepiej historię młodych mutantów, dostajemy głębszy wgląd w ich charaktery. A mamy tutaj prawdziwą menażerię postaci i starcie klas. Dziewczynę wychowaną w katolickiej wierze, lecz mającą grzeszne ciągoty związane z okresem dojrzewania i szkolną łobuziarę z syndromem zimnej suki, który przywdziewa jako zbroje, aby uciec od bolesnej rzeczywistości. Jest pyszałkowaty, rozrzutny dziedzic brazylijskiej fortuny i chłopak z wygwizdowa, który od najmłodszych lat musiał pracować w kopalni, aby wyżywić rodzinę. No i jest nastolatka, kompletnie nie znająca swoich mocy, lecz znalazła się tutaj nie przez przypadek. Wszystkich łączy młodzieńczy entuzjazm połączony z etapem buntu, szok związany z dojrzewaniem i fizyczną transformacją, a także niepewność tego, co przyniesie kolejny dzień. Nić porozumienia, która, mimo różnic, pozwala się im trzymać razem. Wspólnota zainteresowań to wszakże najtwardsze spoiwo.

nowi mutanci

Kameralny, wręcz klaustrofobiczny klimat filmu pomaga położyć nacisk na psychoanalizę postaci i wejść w umysły młodych bohaterów. Koniec końców "Nowi mutanci" skupiają się raczej na walce z własnymi wewnętrznymi demonami i próbie odnalezienia się w nowej rzeczywistości niż potyczce ze złem sensu stricte. Tytuł w zręczny sposób pokazuje, że supermoce początkowo jawią się jako największe przekleństwo niż szczęśliwy dar – zamiast potęgi przynoszą wykluczenie, niezrozumienie, ból, śmierć i koszmary. Jasne, to film rozrywkowy i młodzieżowy, więc trudno wymagać tu jakichś skomplikowanych refleksji, które zmuszą nas do zadumy na długo po seansie, ale reżyserowi udało się przemycić kilka spraw naprawdę ciężkiego kalibru. Przerażająca utrata pierwszej miłości czy członków rodziny stanowiących fundament zdrowego rozwoju, kwestie molestowania seksualnego i ślepego religijnego terroru, a nawet zręcznie zawoalowany wątek nieletniej prostytucji. Całkiem ostro jak na film z piętnem PG-13.

Aktorsko jest naprawdę nieźle, biorąc pod uwagę, że obsada opiera się na młodzikach, którzy stawiają pierwsze kroki w swojej karierze. Zdecydowanie najlepiej wypada Maisie Williams jako empatyczna i nieśmiała Rahne. Wtóruje jej ekranowe przeciwieństwo, czyli Anya Taylor-Joy, z gracją wcielająca się w skórę nastolatki rodem ze wschodniej strony Żelaznej Kurtyny, która bywa zimna i bezwzględna niczym syberyjskie zimy. Na uwagę zasługuje również Charlie Heaton nieźle portretujący zamkniętego w sobie, melancholicznego, prostego chłopaka ze wsi. Ogólnie to trio ładnie sobie radzi i intuicyjnie bawi się akcentami – od szorstkiej szkockiej barwy, poprzez rosyjskie przekleństwa, a zakończywszy na typowo redneckim zaciąganiu. Trochę odstają od nich Henry Zaga, który generalnie nie miał jednak wielkiego pola do popisu jako rozpieszczony brazylijski amant, a także Blu Hunt – jej występ jest wprawdzie poprawny jak na kinowy debiut, ale cholernie bezbarwny.

nowi mutanci

Josh Boone co prawda nie mógł szastać pieniędzmi jak jego koledzy z marvelowskiego uniwersum, ale budżetowość wyszła filmowi na dobre i jest niczym kojący balsam na specyficzny klimat produkcji. Efekty specjalne cieszą oko, choć rzecz jasna to nie ta sama liga co "Avengers" czy "X-Meni". Widać, że każdy cent został trzy razy obejrzany, zanim został odpowiednio wydany na komputerowe czary. Dzięki temu nie mamy też przesytu CGI i wodotryski pojawiają się w momencie, gdy mają one sens i są najbardziej potrzebne, a nie żeby zrobić sztuczną rozróbę odciągającą nas od niedoróbek fabularnych. Ogólnie, dobra robota.

O ile ostatnio recenzowany przez mnie "Tenet" okazał się jednym z największych rozczarowań pandemicznego roku, to "Nowych mutantów" zapisuję do grupy najmilszych zaskoczeń. To całkiem fajnie poukładany film i naprawdę dobre połączenie młodzieżowej fantastyki z klimatami lekkiego horroru. Przewijają się tu klimaty znane z "Lotu nad kukułczym gniazdem", "Koszmaru z ulicy Wiązów", "Buffy", "Klątwy" czy "Labiryntu Fauna" i widać, że Josh Boone zdał egzamin z kultury popularnej. Mimo pewnej prostoty i kilku ścieżek na skróty urzeka on swoim kameralny klimatem.

nowi mutanci

Ech... tylko szkoda, bo widać tu zręby czegoś większego, a przez skomplikowaną historię produkcyjną i brak zainteresowania ze strony Disneya raczej nie mamy co liczyć na kontynuację przygód nastoletnich mutantów. Podczas przelatywania napisów końcowych doszedłem do wniosku, że z dziką rozkoszą obejrzałbym sequel tego filmu i zobaczyłbym, jak to wszystko mogłoby się dalej potoczyć – a to chyba najlepsza rekomendacja. Boone i jego młodzi bohaterowie zdecydowanie powinni dostać drugą szansę. Po tych wszystkich perturbacjach produkcyjnych zwyczajnie im się to należy.

Ocena Game Exe
7,5
Ocena użytkowników
-- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
Wczytywanie...