Nexus

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski sobota, 8 czerwca 2013

Jakie zagrożenia czyhają na pisarza science-fiction? Może on pogubić się w wirze wydarzeń, stworzyć niespójny świat (nie da się ukryć – przyszłość jest trudniejsza do przedstawienia niż przykładowe uniwersum fantasy z krasnoludami i elfami na czele), zapomnieć o rozrywce i przyjemności, zagłębiając się w wydumane oraz skomplikowane opisy naukowe, za bardzo odejść od centrum głównej osi fabularnej, nie zakończyć wszystkich rozpoczętych wątków, niedostatecznie zaciekawić czytelnika, odrzucić go topornym, niezrozumiałym, bełkotliwym stylem... Wymieniać można w nieskończoność. Z tych oraz innych powodów zawsze uważałem literaturę science-fiction za trudniejszą i ambitniejszą od fantasy, mimo że większą miłością zawsze darzyłem tę drugą. Dlatego do "Nexusa" podszedłem ze sceptycyzmem, tym bardziej, że to debiut Rameza Naama.

Jest rok 2040. Społeczeństwo nauczone drastycznymi przypadkami wykorzystania nauki do złych celów, negatywnie podchodzi do stworzenia transczłowieka, czyli usprawnionego człowieka, a także postczłowieka, czyli jego kolejnego poziomu ewolucji. Z tego powodu trwają starania, mające na celu kontrolować rozwój technologii. Oczywiście, nie wszyscy przestrzegają obowiązujących zakazów, dzięki czemu na rynek trafia Nexus – nanonarkotyk pozwalający łączyć ludzkie umysły. Szybko staje się głównym celem ERD, Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, która uważa go za niebezpieczeństwo i srogo karze za jego używanie. Kaden Lane, główny bohater, należy do ekipy ulepszającej Nexusa. Udaje im się stworzyć piątą wersję, trwale zespalającą się z mózgiem oraz odblokowującą całkiem nowe możliwości. Grupa, niestety, zostaje złapana przez ERD, zaś Kaden zaszantażowany musi współpracować – zdradza wszystkie informacje na temat Nexusa 5 i zgadza się na szpiegowanie dla swoich oprawców. Jego zadaniem jest zbliżenie się do najlepszej naukowiec na świecie, Su-Yong-Shu, pracującej, według doniesień, dla Chin i mającej w swoim ciele potężne usprawnienia, być może czyniące ją nawet... postczłowiekiem.

"Nexus" to świetne połączenie thrillera i science-fiction. Misja Kadena została przedstawiona niczym w filmie akcji – nie brakuje tu szybkiego tempa, nieoczekiwanych zwrotów wydarzeń i krwawych scen. Ramez Naam zgrabnie przeskakuje z bohatera na bohatera, aby pokazać tok myślenia każdej postaci, jej idee oraz cele. Łączy je wszystkie Kaden – jedni chcą go chronić, inni wykorzystać, ale dla wszystkich jest cenny. Do zakończenia nie prowadzi prosta droga, tak naprawdę do ostatniej strony trudno zgadnąć, w jakiej sytuacji jeszcze postawiony zostanie protagonista i jakich wyborów przyjdzie mu dokonać. Ponieważ wykonanie trudnej misji ERD to nie jedyna możliwość, Kaden może zacząć pracować dla ich wrogów, Chińczyków i zatrudnioną przez nich naukowiec wspierającą rozwój nauki. Wydaje się, że to tylko dwie frakcje, lecz dodajmy jeszcze do tego przyjaciela bohatera, który chce, aby Nexus – wbrew pragnieniom Chin i amerykańskiego ERD – był powszechnie dostępny. Ale to ostatnie wiąże się z zagrożeniami – ulepszony nanonarkotyk może znaleźć się w nieodpowiednich rękach. Lecz czy przedstawiciele władz zadbają o jego bezpieczne wykorzystanie? Wątpliwości piętrzą się, a Naam lubi wchodzić także w tematy filozoficzne rozważając, czy stworzenie nadczłowieka nie wiąże się z utratą człowieczeństwa oraz usunięciem wszelkich barier moralnych.

Siłą "Nexusa" jest też wiarygodna wizja świata. Walka między zwolennikami rozwoju nauki a jego przeciwnikami, używanie technologii do złych celów (przedstawianych w Instruktażu) czy obiektywne podejście do sporów między potęgami. Amerykanie nie są prezentowani jako "ci dobrzy", podobnie Chińczycy nie są "tymi złymi". Każdy ma jakieś wady, przez co decyzja bohatera, po której stronie stanąć, nie jest sprawą oczywistą. Zatarte zostały granice między dobrem i złem, jest tylko większe i mniejsze zło. Tylko jak odróżnić jedno od drugiego? Odpowiedź pisarz pozostawia czytelnikowi, podając tylko fakty na temat sposobu działania każdej ze stron.

ramez naam

Duże wrażenie na mnie Naam wywarł też przedstawieniem Nexusa. W umyśle Kadena przybiera on postać komputera, za pomocą którego można wykonywać różne operacje. Pojawiają się więc pliki, okienka, błędy, ładowania... Co najlepsze, te opisy są strawne dla osoby nieobeznanej w dziedzinie informatyki oraz bywają niejednokrotnie interesujące. Czynności, jakich dokonuje bohater w swoim mózgu niczym w programie, przedstawiane są w dynamiczny sposób – tym bardziej, gdy liczy się nie tylko dokładność, ale też pośpiech. Albo gdy toczy się walka między umysłami – napięcie daje wtedy naprawdę mocnego kopa, przez co trudno się oderwać od toku wydarzeń i powrócić do rzeczywistości.

Czy jest coś, do czego można się przyczepić? Postacie. Z jednej strony są ciekawie zarysowane, dzięki licznym dylematom oraz wątpliwościom, którymi autor szczodrze ich zasypuje, do tego posiadają tragiczną przeszłość, rzecz jasna, prezentowaną urywkami. Jednak bohaterowie nie wzbudzają sympatii, przez co trudno mi było zaangażować się w historię. Jak mogę polubić lub utożsamić się ze szlachetnym, naiwnym naukowcem, jakim jest Kaden? Bądź z przemądrzałą, upartą Samanthą pracującą dla ERD? Książka mnie wciągnęła, ale oprócz napięcia, rzadko udawało jej się także wywołać większe emocje. "Nexus" bardzo odstaje pod tym względem od innych powieści, przy których uroniłem parę łez lub po prostu się wzruszyłem. Julianna Baggott i Marie Lu udowodniły więc, że można mnie poruszyć – może to kwestia tego, iż kobiety lepiej oddają uczucia towarzyszące postaciom w trudnych chwilach?

"Nexus" spodoba się osobom poszukującym mocnego science-fiction z dużą dozą akcji. Wbrew pozorom, tematy filozoficzne nie przerywają szybkiego ciągu wydarzeń, a przedstawienie konfliktu USA z Chinami dalekie jest od krążących stereotypów, w których ci pierwsi są dobrzy, zaś drudzy źli. To czyni "Nexusa" wyjątkowym, może nie wzorcowym czy idealnym dziełem, ale zdecydowanie wartym przeczytania. Szkoda tylko jednego – że niektóre wątki nie zostały zakończone. Nie wiemy, co się dalej stanie z bohaterami, bo pisarz jedynie zarysował ich dalszą drogę. Liczę, że w "Cruxie", jego kolejnej książce, wszystko się wyjaśni, chociaż z drugiej strony... mam dość naiwnego Kadena, więc nie byłbym szczęśliwy, gdyby został znowu głównym protagonistą.

Dziękujemy wydawnictwu Drageus za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 8,5  
Ocena użytkowników 9,25 Średnia z 4 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...