droga_szamana_5

Na ostrzu noża t.1

2 minuty czytania

na ostrzu noża, okładka

Twórczość czeskiego autora Miroslava Žambocha polecił mi jeden z jego oddanych fanów po dość długiej wymianie poglądów i doświadczeń przed skromną półką z fantastyką gdyńskiego Empiku. Rozmowa skończyła się tym, że powędrowałem do SKM-ki z ostatnim egzemplarzem pierwszego tomu "Na ostrzu noża" w plecaku. Lekturę, rozpoczętą w pociągu, skończyłem przed północą tego samego dnia na podliczaniu drobnych w portfelu i wygrzebywaniu oszczędności, aby zafundować sobie tom drugi następnego dnia.

Na początek powiem trochę o głównym bohaterze powieści, najemniku o imieniu Koniasz. Pozornie wygląda na typowego przedstawiciela swojej profesji. Poharatana gęba i ciało, wielokrotnie złamany nos, tuzin noży poukrywanych w ubraniu, słowem "na pierwszy rzut oka wstrętny i niebezpieczny", jak mówi książka. Na tym kończy się jego typowość. Koniasz jest również człowiekiem obytym i wykształconym, uwielbia czytać książki, nie skrzywdzi nikogo, jeśli nie musi albo mu słono nie zapłacą.

Nasz bohater staje przed dość nietypowym zadaniem. Na zlecenie bogatego kupca i jego wspólników ma bezpiecznie poprowadzić ponad tysiąc ludzi i założyć kolonię na ziemiach niczyich. Jak się można domyślić, nie będzie to łatwe zadanie. Koloniści, będący zgrają ludzi z różnych środowisk i obszarów, często skonfliktowanych światopoglądowo, niekoniecznie będą chcieli ze sobą współpracować. Co więcej, inwestycja ta drażni wiele wpływowych i bogatych osobistości, które nie zawahają się przed niczym, by karawanę zatrzymać i wyeliminować. Koniasz musi więc zarówno machać mieczem, jak i pracować głową.

W książce występują także bohaterowie poboczni, w większości mężczyźni. Moją ulubioną postacią, zaraz po Koniaszu, jest prosty najemnik Led Kowalski. Oprócz niego poznamy też Umwalda, rezolutnego chłopaka z nizin społecznych, oraz milczącego, pozbawionego emocji Bonsettiego. Žamboch nie stroni też od postaci kobiecych, jak chociażby dziwki Rezki czy skrywającej tajemnicę Krystyny. Choć mają one duży potencjał, odgrywają znacznie mniejszą rolę w powieści.

Książka napisana jest prostym i łatwo przyswajalnym językiem. Autor dobrze połączył narrację pierwszo- i trzecioosobową. Akcja obfituje w nieoczekiwane zdarzenia i zwroty sprawiające, że ciężko książkę odłożyć na bok i zająć się czymś innym. Liczne walki są krwawe i dokładnie opisane, często fachowym językiem. I choć Koniasz zwycięża w każdej z nich, prawie nigdy nie wychodzi bez szwanku. Niektóre sceny powieści potrafią czytelnika zniesmaczyć, ale są one nieliczne. W książce nie brakuje też smacznych kąsków pod postacią opisów zakupu bydła, organizowania kolonistów, szukania żołnierzy do ochrony karawany etc. To wszystko Žamboch doprawił odpowiednią dawką humoru.

Swój wywód zakończę podsumowaniem. Pierwszy tom "Na ostrzu noża" to znakomita książka. Jej dynamiczna akcja i prosty język, jakim została napisana, sprawią, że nie będziecie się nudzić w trakcie lektury. Ostrzegam tych, którzy tak jak ja nie mieli wcześniej styczności z twórczością Miroslava Žambocha: kupując tom pierwszy powieści miejcie w zanadrzu gotowe pieniądze na tom drugi, abyście nie rozpaczali przed północą nad brakującym złoty pięćdziesiąt.

Ocena Game Exe
9
Ocena użytkowników
7,19 Średnia z 18 ocen
Twoja ocena

Komentarze

0
·
Muszę przyznać, że Na Ostrzu Noża to kawał fajnej lekkiej lektury. Z Zambochem mam styczność po raz pierwszy, więc nie mogę odnieść się do powszechnych zarzutów, że książka ta jest kalką poprzednich powieści. Początkowo nie widziałem nic specjalnego w tym tekście, lecz gdy doszedłem do momentu odwiedzenia obozu przez Koniasza, zacząłem powoli się angażować w lekturę.

Uważam, że twoja ocena Strażniku jest nieco za wysoka. Sam bym dał standardowe 7 Bardzo, ale to bardzo denerwowało mnie przedstawienie Koniasza jako Terminatora. Sto tysięcy potyczek, z których najczęściej wychodzi zwycięsko, a jak nie zwycięsko, to szczęśliwie udaje mu się uciec. Bum, trzask, prask, o mało co nie stracił ręki, ale następnego dnia już jest wszystko ok. Mała wzmianka o tym, że kończyna jest zdrętwiała i strasznie boli, ale od razu się przekonujemy, że w niczym mu to nie przeszkadza. To już nawet wiedźmin Geralt jak dostał porządnego łupnia od Vilgefortza, przez długi czas się kurował, a problemy z nogą miał kilka tomów Tak samo jest w przypadku Kowalskiego. Z twarzy w pewnym momencie miał masakrę, ale poza lekkimi zaburzeniami widzenia nic mu nie było.

Bohaterem, którego lubię najbardziej, jest Bonsetti. Chyba tylko dlatego, że Zamboch jeszcze go nie zdążył zbytnio tknąć Mistrza szermierki pozbawionego uczuć jestem w stanie zaakceptować, ale jak on też będzie terminatorem, to ja dziękuję, postoję. Miłym elementem książki są nieliczne ilustracje, które pozwalają na chwilę oderwać myśli między kolejnymi potyczkami. Gdy doszedłem do momentu, gdzie wychodzi na jaw, że Koniasz ma dowodzić karawaną, z uznaniem pokiwałem głową. Bardzo ciekawy pomysł, a wszystkie te problemy, z którymi się borykają, naprawdę wciągają.

Na Ostrzu Noża to dobra lektura przed/po czymś ambitniejszym. Jeżeli komuś nie przeszkadza, że główny bohater średnio co 20 stron dostaje takie wciry, że powinien już dawno wąchać kwiatki od spodu, a i tak dycha i to całkiem przyzwoicie, to naprawdę polecam.
0
·
Nie będę dodatkowo mądrzył i jedynie podpiszę się pod rekomendacją. Dawno nie czytałem czegoś tak lekkiego, wciągającego, bez 500 smoków ukrytych w każdym wychodku i bez ćwierci maga rzucającego zaklęcia "Zagłady Wszechświata", a przy tym pozostaje - nazwijmy to - fantasy na najwyższym poziomie.
0
·
Podzielam zdanie Witkula - dawno nie czytałem tak wybornego Fantasy. Žamboch potrafi wykreować świat tak naturalny, a zarazem tak intrygujący, że nie potrzebuje w nim smoków, krasnoludów i elfów, orków.

Jest rano, zaraz mam autobus, więc się streszczam

Medvih, nie zgodzę się z Tobą w ocenie Koniasza. Sapkowski zdruzgotał Geralta, ponieważ to był wymóg do zwrotu akcji i doprowadzenia jej ostatecznie w pewne magiczne miejsce, które pisarze wydający sagi nazywają punktem wyjściowym dla kolejnej powieści. Koniasz z kolei parł do przodu jak buldożer z popsutymi hamulcami, jego misja, chociaż pełna intryg i zawiłości, to wciąż jedna ścieżka z wytyczonym celem: doprowadzić karawanę na miejsce. Obrywał, wykrwawiał się, tłukł i bardzo dobrze, że szybko się goił, czego zresztą nie uważam za nierealne. Zauważ, że np. w konfrontacji z Sydneyem zrezygnował z szermierki, tylko zdecydował się na nóż, roztropnie nie chcąc nadwyrężać zranionego boku. To nie jest terminator - to jest po prostu twardy, przystosowany do trudnego życia facet ulepiony z gliny wymieszanej ze żelaznymi opiłkami. Tak czy siak, przekonasz się po przeczytaniu drugiego tomu, że trochę przesadziłeś z tą opinią

Bonsetti to rzeczywiście świetna postać. Z jednej strony ideał, z drugiej pusta muszla, której ślimak już dawno zdechł. Nie zamierzam zdradzać faktów z drugiej części książki, ale, Med,
SPOILER
Uwaga spoiler!:

lepiej postój[color=red]
---[/color]
0
·
Fakt, masz rację, że nieco przesadziłem z tym, że nie jest aż tak niezniszczalny. Aczkolwiek takie właśnie wrażenie odniosłem po przeczytaniu całej książki i to już jest sygnał, że jednak coś nie gra, czegoś jest w nadmiarze

Dodaj komentarz

Wczytywanie...