

Twórcy gry idą śmiało z duchem czasu. A ponieważ katastrofa klimatyczna wisi nad nami jak miecz Damoklesa, na topie jest recykling, oszczędność surowców i przetwórstwo wtórne. Obawiam się jednak, że ta szlachetna idea zupełnie nie powinna dotyczyć treści cyfrowych. A już na pewno nie w takiej formie, w jakiej serwuje nam ją DLC do "Bannerlorda" ochrzczone "War Sails".
Przecież to już było! I to nie byle gdzie, ale w tej samej serii, bo to przecież na bazie znakomitej modyfikacji do "Warbanda" o nazwie "Brytenwalda", powstało płatne, oficjalne DLC "Viking Conquest". Znajdowały się w nim okręty, bitwy morskie, nowe frakcje i cały ten modny w tamtym czasie wikiński klimat. Było to wówczas świeże i nowe dla głównego cyklu. Tymczasem po powtórzonych (choć w podrasowanej formie) motywach "Warbanda" w podstawowym "Bannerlordzie", dokładnie ten sam sam odgrzewany kotlet serwuje nam "War Sails". O ile sam "Bannerlord", pomimo wszystkich swoich wynaturzeń, posiadał oryginalność i nowe systemy, to już recenzowane tu DLC powinno stanowić zawartość podstawową gry. Dobrze znany standard branży gamingowej: dodać coś, co powinno być w podstawce, jako płatny element. Dodane zostają zasadzie tylko okręty, nowa, morska frakcja Nordów (bo przecież nie mogło ich zabraknąć) oraz kilka przybrzeżnych wiosek, a także idąca za tym przebudowa mapy. Reszta to znana mapa Calradii, na której teraz… dodatkowo pływa się łódką.







