Miecz Salomona

Tamer "Tamc." Bsoul piątek, 18 lipca 2014
miecz salomona, okładka

"Miecz Salomona" to pierwszy tom trylogii pt. "Samotny Krzyżowiec", autorstwa Marka Orłowskiego. Mający macedońskie korzenie pisarz jest absolwentem ASP w Skopje, a na co dzień interesuje się jeździectwem, turystyką górską, historią średniowiecza i zabytkową bronią. Połączenie tych pasji umożliwiło mu napisanie osadzonej w XII wieku powieści o Rolandzie de Montferrat, rozgrywającej się na Bliskim Wschodzie. Czym prędzej zagłębiłem się w lekturę, by przekonać się, jak wypadł jego literacki debiut.

Choć początkowe wydarzenia datowane są na dziesiąte stulecie przed narodzeniem Chrystusa, właściwa akcja "Miecza Salomona" toczy się na przestrzeni lat 1187-1189. Właśnie wtedy wojska krzyżowców dowodzone przez króla Jerozolimy – Gwidona z Lusignan – przegrywają w fatalnym stylu bitwę pod Hittin, a większość Królestwa Jerozolimskiego zostaje opanowana przez armię sułtana Saladyna. Te niesprzyjające okoliczności zmuszają templariuszy do wysłania poselstwa z wiadomością zaadresowaną do Starca z Gór, przywódcy asasynów – zamieszkującej zamek Masjaf sekretnej organizacji zrzeszającej owianych złą sławą skrytobójców. W tej tajemniczej misji bierze udział główny bohater, Roland de Montferrat, powszechnie znany jako Czarny Rycerz. Cóż szykuje dla niego los, kierując go w stronę siedziby płatnych zabójców, w której ukryty został wykuty lata temu, przeklęty przez demona miecz?

Pierwszy tom trylogii pt. "Samotny Krzyżowiec" stanowi wzajemnie uzupełniające się połączenie historii z fikcją. Widać to nie tylko na przykładzie postaci, gdyż część z nich jest jak najbardziej autentyczna, jak choćby Hugo de Payens, francuski krzyżowiec, który założył zakon templariuszy, Gwidon de Lusignan, ówczesny król Jerozolimy czy Jusuf Ibn Ajjub Salah ad-Din, wielki sułtan Kairu i Damaszku, zwany przez chrześcijan Saladynem. Roland de Montferrat jest natomiast całkowitym wytworem wyobraźni Marka Orłowskiego, zainspirowanego francuską "Pieśnią o Rolandzie". Ten fantastyczny związek widać również w rozgrywających się zdarzeniach, gdyż część z nich miała miejsce naprawdę, inne z kolei zostały zmodyfikowane i ubarwione pomysłami autora.

Jeśli można coś powiedzieć o głównym bohaterze, z pewnością należy podkreślić, że doskonale walczy zarówno w zwarciu, jak i na dystans, nie stroni od uciech i wina, jednak nie brata się zbytnio z innymi rycerzami. Ten tajemniczy, skryty, impulsywny, uparty i honorowy mężczyzna zawdzięcza swą sławę nie tylko czarnemu odzieniu, od którego wziął się jego przydomek "Czarny Rycerz", lecz głównie swym sukcesom, jakie odniósł w trakcie toczonych bitew i starć. Z upływem lektury dowiadujemy się więcej o historii Rolanda z Montferratu i poznajemy motywy, którymi kierował się wyruszając ku Ziemi Świętej.

Jak wspomniałem, akcja rozgrywa się w różnych miastach w obrębie Bliskiego Wschodu. Zostaje ona przedstawiona z dwóch odmiennych perspektyw: chrześcijan i Saracenów, wzajemnie nienawidzących się przeciwników. Obie strony zwą się per "niewierni", przy czym słowo to nabiera innego znaczenia w zależności, z jakiego punktu widzenia w danym momencie spogląda się na wydarzenia. "Miecz Salomona" jest przesączony do cna tą kulturową kompozycją i wyróżnia się fantastycznym klimatem, dzięki któremu niemal we własnych uszach można usłyszeć mieszające się w Jerozolimie jednoczesne bicie dzwonów na kościelnych wieżach i wywołujące dreszcze nawoływanie z minaretów. Dodatkowego uroku dodają pojawiające się sporadycznie cytaty czy to z Biblii, czy z Koranu, dzięki którym jeszcze mocniej odczuwa się panującą w książce atmosferę.

assassin's creed

Co ciekawe, autor zdecydował się osadzić "Miecz Salomona" w świecie bliźniaczo podobnym do tego, w jakim rozgrywa się fabuła gry "Assassin's Creed". Jeżeli ktoś miał styczność z tą produkcją i oczami Altaïra oglądał ówczesne miasta, zdecydowanie łatwiej będzie mógł sobie wyobrazić przygody Rolanda de Montferrat i jeszcze lepiej odczuć charakterystyczny dla tych czasów i miejsca klimat.

Książkę wykonano estetycznie, a zamieszczona na 349 stronach opowieść została wydrukowana ładną czcionką. Pozytywne wrażenie potęgują znajdujące się na początkach i końcach rozdziałów zdobienia. Warto wspomnieć o doskonale spełniającej swą funkcję mapce, dzięki której z łatwością można śledzić losy bohaterów i czerpać większą radość z lektury. Na jej końcu zawarta jest kilkustronicowa nota historyczna, przedstawiająca wyjaśnienia autora na temat tego, które postacie i wydarzenia są prawdziwe, a jakie fikcyjne, oraz dlaczego zdecydował się na takie, a nie inne zaprezentowanie powieści. Jedyną kwestią, na jaką mogę ponarzekać, jest delikatny brak wyważenia w rozmieszczeniu przerw w tekście, gdyż nieraz zdarzenia kończyły się po stronie bądź dwóch, innym zaś razem trzeba było brnąć przez kilkanaście takowych, by móc odłożyć książkę, jeśli nie chciało się przerywać czytania w samym środku akcji.

Jak można ocenić debiut Marka Orłowskiego? Nie da się ukryć, że podjął się napisania dzieła na temat powszechnie znany i opisywany już wielokrotnie, lecz, jak sam ujął – być może podanie starego wina w nowym kielichu nie zaszkodzi czytelnikowi. Dziś mogę się zdecydowanie zgodzić z tym stwierdzeniem, a nawet dodać, że to stare wino ma wyjątkowo dobry smak. "Miecz Salomona" stanowi ciekawą przygodową powieść, która być może nie zdominuje listy bestsellerów, jednak z całą pewnością zasługuje na poświęcenie czasu i uwagi, bo potrafi zaintrygować oraz dostarczyć wielu przyjemnych wrażeń.

Dziękujemy wydawnictwu Erica za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 7,5  
Ocena użytkowników 8,88 Średnia z 4 ocen
Twoja ocena

Komentarze

krzyslewy · piątek, 18 lipca 2014, 11:09
0
Brzmi interesująco. Chociaż Pieśń o Rolandzie kojarzy mi się źle (Roland miażdżący wrogom czaszki, kiedy mózg wylewa mu się uszami i inne bzdurne sceny), to jednak z chęcią zanurzyłbym się w przygodową powieść w klimatach krucjat rodem z "Assassin's Creed". Tak więc raczej się skuszę.

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...