Martwy rewir

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski sobota, 30 kwietnia 2016

Halloween to okres, kiedy dzieciaki – przebrane za różnorodne potwory, zjawy i inne straszne maszkary – chodzą od domu do domu w nadziei na zebranie stosu słodyczy. Jeśli odwiedzony nie daje cukierków, robi mu się psikusa. Ten zwyczaj jest znany także w Polsce, chociaż praktykuje się go w mniejszym stopniu niż w Stanach Zjednoczonych. Trzeba jednak przyznać, że to święto ma swoją atmosferę. Nocna pora, podczas której słabnie bariera między światem żywych a martwych, to idealny czas akcji dla wielu filmów i książek. Wykorzystał to również Jim Butcher w kolejnym tomie "Akt Dresdena", "Martwym rewirze".

W życiu Harry'ego Dresdena zaszło parę zmian (znalazł brata, przygarnął psa), ale nadal odnajdują go nowe kłopoty. Tym razem dostaje zadanie od jednego ze swoich wrogów, wampirzycy Mavry. Jeśli nie zdobędzie dla niej Słowa Kemmlera, zagrożona zostanie kariera jego przyjaciółki, Karrin Murphy. Harry'emu nie uśmiecha się pomaganie Mavrze, lecz nie ma innego wyboru. To jednak dopiero początek, bo szybko okazuje się, że Słowo Kemmlera jest poszukiwane przez sześciu potężnych nekromantów. Stawka rośnie, a zbliżające się święto Halloween z pewnością wiąże się z planami ożywiających trupy magów. Dresden, chcąc ocalić mieszkańców Chicago, będzie musiał je pokrzyżować.

Siódmy tom serii nie prezentuje się tak świetnie jak poprzednie. Wyraźnie widać, że autor posługuje się schematami w konstruowaniu fabuły, co przez pierwsze sto, dwieście stron potrafi dać się we znaki. Powieść rzadko zaskakuje, a niby znienacka wyskakujący przeciwnicy nie robią na czytelniku żadnego wrażenia. Właściwie można przewidzieć, kiedy pisarz wprowadzi ich do akcji, bo następuje to w określonych momentach. Problem stanowi również zbyt szczegółowe przypominanie o prawach rządzących światem "Akt Dresdena" oraz przeszłych wydarzeniach. Oczywiście jest to potrzebne w wielotomowych seriach, lecz Jim Butcher zbliża się do skrajności. Wykłada wiele spraw tak drobiazgowo, jakby zakładał, że po "Martwy rewir" sięgnie zupełnie nowy odbiorca, który wcześniej nie miał do czynienia z cyklem, co raczej nie powinno się zdarzyć. Kto chciałby rozpoczynać przygodę od siódmej części?

Są jednak i pozytywy. Do nich należy powrót znanych postaci, poprzednio (czyli np. w "Krwawych rytuałach") niewystępujących w historii. Do tego większy udział przypada bohaterom, którzy do tej pory byli na dalszym planie, więc ich dokładniejsze ukazanie to całkiem dobra myśl. Nie brakuje również (tradycyjnie) nowych sylwetek oraz informacji o świecie, wiążących się między innymi z tajemniczym Słowem Kemmlera. W ten sposób pisarz dalej rozbudowuje swoją serię, udowadniając, że posiada atrakcyjne pomysły na następne tomy i warto po nie sięgnąć. Przypomnę, że łącznie ma ich wyjść aż dwadzieścia. Poza tym "Martwy rewir", mimo pewnej wtórności, z czasem jednak wciąga – można to przypisywać urokowi protagonisty, klimatowi powieści (Halloween!), kuriozalnym zwrotom akcji (dinozaur!) bądź/oraz związaniu się z postaciami. Grunt, że powieść budzi zainteresowanie, a intryga, chociaż nie najlepsza, satysfakcjonuje.

akta dresdena

Jestem zadowolony z tego, że autor nie zapomniał o konsekwencjach wcześniejszych wydarzeń i te często komplikują życie Harry'ego. Pozytywne zmiany są mile widziane, lecz szczególnie ciekawią te niekoniecznie dobre – jak konieczność mierzenia się z demoniczną mocą zyskaną jeszcze w "Śmiertelnych maskach". Autor wprowadza tutaj pewną niejednoznaczność, bo trudno ocenić, czy korzystanie z niej nie wpłynie negatywnie na bohatera, kierując go na drogę zła. Czy może nic złowieszczego się nie stanie pod warunkiem, że będzie jej używał w szlachetnych celach? Ten dylemat został dobrze przedstawiony, co jest też zasługą pierwszoosobowej narracji, dzięki której poznajemy myśli i uczucia Dresdena. Jednak mag-detektyw wcale nie zatracił innych swoich cech – poczucia humoru czy szarmanckiego zachowania wobec kobiet. Za nie czytelnicy go uwielbiają, choć nie miałbym nic przeciwko, gdyby kiedyś bohater stał się bardziej mroczny. Raczej wątpię, aby do tego doszło, ale taki kierunek byłby na pewno intrygujący.

"Akta Dresdena" zaliczam do moich ulubionych serii. Trudno dzisiaj o równie dobry cykl, który nie posiada nawet jednej słabej pozycji (przynajmniej na razie, chociaż liczę, że nie ulegnie to zmianie). "Martwemu rewirowi" z pewnością przydałaby się bardziej skomplikowana fabuła, mniej schematyczna i naśladująca poprzednie części. Jednak prawda jest taka, że powieść – mimo wspomnianych wad – czytałem z przyjemnością i już wyczekuję chwili, w której powrócę do świata Jima Butchera w następnym tomie, "Dowodach winy". Nie sądzę, żeby ktokolwiek z fanów przygód Harry'ego był zawiedziony recenzowaną książką, zwłaszcza że liczy sobie około 600 stron, czyli więcej niż dotychczasowe odsłony.

Dziękujemy wydawnictwu MAG za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 7,5  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...