Linie krwi

2 minuty czytania

Choć z początku się na to nie zanosiło, dość szybko polubiłem serię książek Tanyi Huff poświęconych losom Vicky Nelson, Henry'ego Fitzroya i Mike'a Celluciego. Przedtem nie byłem jakimś wielkim fanem historii o wampirach, wilkołakach i demonach, żyjących we współczesnym świecie. Myślałem, że nie da się ich przedstawić w ciekawy sposób. Autorce to się jednak udało, tak więc z nadzwyczaj chętnie brałem do ręki kolejne wydawane tomy. W końcu przyszedł czas na trzecią część serii, nazwaną „Liniami krwi”. Zaskakuje, trzyma poziom czy go wręcz obniża? Dowiesz się po lekturze tej recenzji.

Na początku warto zaznaczyć, że do przebrnięcia przez „Linii krwi” nie jest wymagana znajomość poprzednich tomów cyklu. Choć w powieści występują pewne nawiązania do poprzednich przygód bohaterów, to nie są one częste i nie zdradzają zbyt wielu informacji o nich. Książkę można więc potraktować jako w pełni samodzielną opowieść, a poprzednie tomy doczytać kiedy indziej.

Fabuła rysuje się z grubsza podobnie do poprzednich części. Po zmierzeniu się z demonem oraz zabójcą wilkołaków, nasza trójka bohaterów otrzymuje nowego, groźnego przeciwnika – mumię. Jednakże, bohaterowie nie trafiają do słonecznego Egiptu, a pozostają w trochę mniej słonecznym Toronto. Otóż, kustoszowi tamtejszego muzeum udało się odkupić sarkofag od pewnego bogacza. Po przetransportowaniu go do Kanady, otwarciu i odkryciu mumii zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Giną przypadkowe osoby, w tym sam kustosz, nagła amnezja dopada tych, którzy pieczołowicie otwierali sarkofag. Znikają też wszyscy, którzy przypadkowo dowiedzieli się o istnieniu mumii. Z Henrym Fitzroyem także nie jest najlepiej z powodu dręczących go snów o zabójczym dla niego słońcu. Jak widać, nie ma tu żadnych zbędnych komplikacji ani rewolucji.

W prowadzeniu narracji także nie ma wielkich zmian. Autorka zastosowała taki sam schemat, jak w poprzednich książkach. Także i tutaj schemat ten sprawdza się. Winnego poznajemy bardzo szybko i dość często śledzimy akcję jego oczami. Muszę pochwalić autorkę za dość wiarygodne i ciekawe przedstawienie psychiki mumii, jej sposobu postrzegania naszego współczesnego świata, przystosowywania się do niego.

W książce nie ma wielkich zagadek dla czytelnika. Osobiście często chciałem wręcz podpowiedzieć bohaterom, co mają zrobić, by dorwać przeciwnika. Muszę zaznaczyć, że to nie czyni książki w żadnym stopniu nudną. Akcja rozwija się niezwykle dynamicznie, kolejne wydarzenia potrafią mocno przykuć czytelnika do lektury na dłuższy okres czasu. Przeczytałbym ją za jednym zamachem, gdyby nie inne obowiązki. Ponadto całość została wzbogacona sporą dawką humoru, przez co nie raz czytelnik będzie się śmiał z niektórych wydarzeń oraz przemyśleń głównych bohaterów.

Przyszedł czas na podsumowanie. Mogę śmiało powiedzieć, „Linie krwi” trzymają poziom poprzednich książek Tanyi Huff. Fani powieści tej autorki z pewnością nie poczują się zawiedzeni, bo otrzymują to, do czego przywykli – dobrą opowieść napisaną w znakomitym stylu, która wciąga czytelnika na dłuższy czas. W sam raz na długie zimowe wieczory lub na dłużące się podróże w pociągu czy samolocie.

Dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
7
Ocena użytkowników
9,5 Średnia z 4 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

Wczytywanie...