outpost

Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera

4 minuty czytania

liga sprawiedliwości zacka snydera

Wydany w 2017 roku film "Liga Sprawiedliwości" był nieudany i nie spotkał się ze zbyt ciepłym przyjęciem. Powodów było wiele – komplikacje na etapie produkcji, zmiana reżysera z Zacka Snydera na Jossa Whedona, proces montażu, który wyciął sporo zawartości, dokręcanie nowych scen mających dodać więcej humoru. To wszystko sprawiło, że film był bardzo nierówny. Do tego w kuluarach mówiło się, że istnieje "prawdziwa", prawie skończona wersja filmu, zgodna z oryginalną wizją Snydera i nieskażona niezbyt udanymi modyfikacjami Whedona. Internauci i fani po latach walki o jej upublicznienie dopięli swego i w 2020 roku Warner Bros. ogłosiło, że da Zackowi worek pieniędzy na dokończenie dzieła i że ukaże się ono na ich nowej platformie cyfrowej HBO Max (w Polsce na HBO Go). W ten sposób w nasze ręce trafiła "Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera".

Jest to dość unikalne wydarzenie w historii kina. Nieczęsto się zdarza, abyśmy mogli obejrzeć ten sam film zrobiony dwukrotnie przez dwóch różnych reżyserów. Ktoś mógłby nazwać to po prostu edycją reżyserską kolejnego filmu Zacka Snydera (większość jego filmów je miała), ale byłoby to pójście na łatwiznę. Nowa wersja totalnie zrywa z oryginałem, kompletnie go depcząc i zsyłając w niebyt. Mamy do czynienia z wysokobudżetowym czterogodzinnym kolosem! Dziełem-zadośćuczynieniem, którego twórca dostał kompletnie wolną rękę. Filmem o superbohaterach zrobionym całkowicie według wizji artysty, a nie od linijki przez komitet producentów i korporacyjnych menadżerów. Czy to się udało? Tak, tak i jeszcze raz tak!

Nowa wersja nie zmienia głównego wątku fabularnego, który jest z grubsza taki sam, jak w oryginale z 2017 roku. Streszczę go dla niezorientowanych. Świat jest w żałobie po heroicznej śmierci Supermana. Jego agonalny krzyk obudził jedno z trzech urządzeń zwanych Motherbox, znajdujące się pod ochroną Amazonek. Zwiastuje to przybycie niejakiego Steppenwolfa, sługi większego czarnego charakteru o imieniu Darkseid. Tymczasem Bruce Wayne poszukuje osób obdarzonych supermocami, aby sformować grupę mającą ochronić Ziemię przed nadchodzącym niebezpieczeństwem. Owa naprędce sklecona grupa, pozbawiona Supermana, będzie musiała nieuchronnie zmierzyć się ze Steppenwolfem i służącymi mu parademonami, aby powstrzymać go przed zniszczeniem świata.

Dobra, wszystko pięknie, ale przecież to była szmira, czemu oglądać to samo jeszcze raz? W filmie zaszły spore zmiany, jeśli chodzi o sposób i tempo prezentacji fabuły. Owych zmian jest tyle, że zyskuje on zupełnie nową jakość. Relacje między bohaterami są zaprezentowane w innym świetle. Na przykład Cyborg gra kompletnie inną rolę i znacznie więcej scen, a jego historia oraz przemiana jest jednym z kluczowych wątków. Podobnie jest w przypadku Flasha. Nadal jest on głównym źródłem humoru (choć Momoa jako Aquaman depcze mu po piętach), ale jego rola w finałowym starciu ze Steppenwolfem jest zupełnie inna. Zmienia się również sam Steppenwolf i nie chodzi mi tu tylko o jego znacznie lepszy wygląd – powody dla których robi to, co robi, są jasno i wyczerpująco przedstawione. Wiele zmienia pokazanie prawdziwego szwarccharakteru, Darkseida, pociągającego za sznurki w tle. Zniknęły również nieporadne, wciśnięte na siłę sceny mające uczynić film lżejszym i bliższym filmom Disneya z uniwersum Marvela. Nie oznacza to jednak, że wszystko jest strasznie poważne, wręcz przeciwnie – interakcje między bohaterami często są zabawne, Snyder nie stroni od żartów sytuacyjnych, ale jest to wyważone i spójne. Wszyscy aktorzy zaangażowani w produkcję oraz grani przez nich superbohaterowie mają okazję zabłysnąć i pokazać swoje talenty. Nie ma już tego dysonansu między oryginalnymi scenami reżyserowanymi przez Snydera, a tymi od Whedona, w których aktorzy grali trochę inaczej.

Nowa "Liga Sprawiedliwych Zacka Snydera" ma zupełnie inny klimat – gęsty, stopniowo i umiejętnie budowany od samego początku filmu, cegiełka po cegiełce, scena po scenie. A tych mamy tu naprawdę dużo, od wielkich, pełnych efektów specjalnych, przez skromne pokazujące interakcje między postaciami po takie z pozoru zupełnie niepotrzebne. Na przykład scena, w której Flash ratuje Iris od śmierci w wypadku samochodowym, nie ma żadnego związku z powstrzymaniem Steppenwolfa, nie posuwa historii do przodu, ale świetnie oddaje charakter tego bohatera. Co więcej, film jest nieśpieszny, sceny nie kończą się raptownymi cięciami, kamera potrafi zawiesić się nad daną sytuacją czy reakcją o tę dodatkową sekundę-dwie, twórcy pozwalają wszystkiemu "dograć się do końca". Do tego dochodzi lubiane przez Snydera spowolnianie czasu, którego używa tutaj do woli, aby podkreślić lub uwypuklić jakiś detal. Sprawia to, że nawet te sceny, które były w pierwszej wersji filmu, wypadają tutaj zupełnie inaczej, lepiej. Jakby tego wszystkiego było mało, oprócz wyciętych wcześniej scen dostajemy jedną zupełnie nową, dograną na potrzeby tego filmu. Wymiana zdań między Batmanem a Jokerem wypada bardzo dobrze, mimo że jest krótka i nie jest dodana na siłę. Nie bez znaczenia pozostaje również zmiana wymiarów filmu z szerokiego na węższy – bohaterowie wyglądają na większych, niż naprawdę są, nie giną w natłoku efektów specjalnych, a czarne paski po bokach zupełnie nie przeszkadzają. Film ma również nową, prawie 8-godzinną ścieżkę dźwiękową autorstwa Toma Holkenborga (Junkie XL), wyśmienicie podkreślającą wszystko, co wydarza się na ekranie.

Zack Snyder mocno nadwyrężył zaufanie widzów i producentów ponurym "Człowiekiem ze stali" i "Świtem Sprawiedliwości". Na szczęście tutaj nie ma tego problemu. Swoim nowym-starym filmem dobitnie udowadnia, że miał pomysł na to wszystko. Oglądając obie wersje "Ligi Sprawiedliwości" jasno widać, jak bardzo jego wizja została okaleczona, jak wiele świetnych momentów zostało wyciętych i zastąpionych papką. "Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera" jest w każdym calu filmem stworzonym przez człowieka, który naprawdę rozumie i kocha komiksy oraz ich bohaterów i który wie, jak je pokazać na ekranie. To kawał pierwszorzędnej rozrywki nieobrażającej inteligencji widzów, odtrutka na filmy robione od linijki, które niestety zdominowały gatunek. Brawo panie Snyder, brawo! Chciałbym więcej i niestety nie wiem, czy dostanę.

Ocena Game Exe
8
Ocena użytkowników
8 Średnia z 3 ocen
Twoja ocena

Komentarze

0
·
Zgadzam się w pełni z recenzją. Wersja Snydera nie jest może idealna, ale i tak miażdży tą pierwotną szmirę od Whedona. Też chciałbym zobaczyć kontynuację, ale wątpię by do tego doszło.
0
·
Wczoraj oglądałem właśnie. Stwierdziłem, że dam tę równoważność biletu do kina za miesiąc HBO. Tam jest nawet wersja czarno-biała, więc może i bardziej klimatyczna. Zdecydowanie lepsza odsłona od szybko zapomnianego oryginału i mimo długości pokazano wszystkie wątki, rozbudowując także o nowe postacie. Wreszcie ciekawy epilog i zdecydowanie głębsze tło fabularne. Ode mnie także mocne 8. Dajcie Snyderowi zrobić ciąg dalszy!

Dodaj komentarz

Wczytywanie...