Ramię Perseusza. Z głębokości

Kubo i dwie struny

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski czwartek, 8 grudnia 2016
Kubo i dwie struny

Obok dwóch hitów Disneya w stawce o Oscara za najlepszą animację liczy się jeszcze jeden tytuł, który przy okazji zapowiadał się na klimatyczne fantasy. Rywalem "Zwierzogrodu" i filmu "Vaiana: Skarb oceanu" jest "Kubo i dwie struny". Mógłby okazać się on czarnym koniem, ale niestety chyba należy do zbyt skromnych produkcji.

Historia opowiada o nastoletnim bohaterze, którego rodzina nie ma dobrych zamiarów względem niego. Z tego powodu ukrywa się w małej wiosce wraz z matką, jednak wkrótce musi wyruszyć w podróż, żeby przeżyć. Jej celem jest zdobycie potężnych artefaktów (miecza, zbroi i hełmu), dzięki którym Kubo będzie mógł stawić czoła swoim wrogom.

Recenzowana animacja prezentuje się zupełnie inaczej niż filmy Disneya. O ile podczas seansu "Vaiana: Skarb oceanu" od pierwszych minut czuć było przepych i wizualne piękno, o tyle w "Kubo i dwie struny" jest trochę ubogo. Jednak twórcy świetnie to wykorzystują, decydując się na zrealizowanie dość nietypowego filmu dla dzieci, bo mrocznego i poruszającego kwestię śmierci. Już sam wygląd świata i postaci sprawia wrażenie raczej posępnego, a fabuła to tylko tylko pogłębia.

Przykładem może być Kubo, który nie ma jednego oka, oraz polujący na niego przeciwnicy przypominający straszne zjawy. Tu jest nawet bardziej pochmurno niż choćby w "ParaNormanie" od tego samego twórcy, choć należy dodać, że w obu tytułach występuje rozluźniający humor. Jest on niewymuszony i w sam raz dla widza zarówno młodszego, jak i dorosłego. Jednak został tak wyważony, że wcale nie psuje dramaturgii i mroku scenariusza, aczkolwiek dzięki niemu animacja ma łagodniejszy wpływ na dzieci. Poza tym już w typowym zakończeniu widać, iż twórcy nie chcieli pogarszać sytuacji bohatera, mimo że i tak zdecydowali się na kilka odważnych zwrotów akcji.

Kubo i dwie struny

Nie do końca przekonuje mnie prostota historii – w większości przypadków nie jestem ich wielbicielem. Wolę być wodzony za nos, porządnie zaskakiwany (tu się udało w małym stopniu), dostawać dużo ciekawych wątków, postaci... W "Kubo i dwie struny" fabuła jest mocno pretekstowa. Pojawia się misja do wykonania – trzy przedmioty do zdobycia, a następnie pokonanie wrogów w identycznej liczbie. Przydałoby się urozmaicić trochę tę podróż, wzbogacić o interesujące epizody związane nie tylko z głównym wątkiem.

Kubo i dwie strunyKubo i dwie struny

Podobnie prezentują się postacie. Nie dość, że nie jest ich wiele, to choć budzą sympatię, można byłoby je bardziej zgłębić. Szerszy portret przydałby się również antagonistom, którzy pełnią rolę manekinów do pokonania. Intrygująco wyglądających, tworzących straszliwą atmosferę, ale pozbawionych charakteru, a więc nadal manekinów. Wizualne wrażenia to stanowczo za mało, choć imponuje postawienie na animację tradycyjną i kręcenie własnoręcznie zrobionych lalek (które są bohaterami) z małym wsparciem komputerowych efektów.

"Kubo i dwie struny" punktuje jednak nie tylko mrokiem, lecz również oparciem o japońską kulturę. Dzięki muzyce i fabule (w której pojawia się choćby tworzenie żywego origami) czuć ducha orientu. W połączeniu z elementami fantasy rodem z baśni dostajemy interesującą, choć ostatecznie niespełniającą swojego potencjału pozycję. Lepiej można byłoby uzasadnić szczególnie finał, bo wydarzyły się w nim rzeczy mało prawdopodobne, aczkolwiek podejrzewam, że twórcy nie chcieli kończyć w pozbawiony nadziei sposób.

Kubo i dwie struny

Animacja Travisa Knighta jest niezwykłą produkcją, ale mającą zbyt prostą fabułę i słabo zarysowanych bohaterów. Gdyby pogłębić tych drugich i uzupełnić scenariusz dodatkowymi, atrakcyjnymi wątkami, "Kubo i dwie struny" zachwycałby w dużo większym stopniu niż robi to teraz. Zdaję sobie sprawę, że raczej jestem osamotniony w krytyce filmu, jednak nie potrafiłem się nim w pełni cieszyć. Wywoływał uśmiech na twarzy oraz budził podziw poważnym podejściem do historii dla dzieci, w której porusza się temat oswajania ze śmiercią bliskich, ale nie satysfakcjonował do końca. Szanse na Oscara są, lecz niewielkie, szczególnie przy popularności konkurentów. Osobiście z tego roku wolę "Zwierzogród" i "Kung Fu Pandę 3", a z dzieł Knighta "ParaNormana".

Ocena Game Exe 6,5  
Ocena użytkowników 6,5 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...