Król Lew

2 minuty czytania

Niestety, nie płakałem po Mufasie. Z oceną nowej wersji "Króla Lwa" mam ten problem, że generalnie niewiele jej można zarzucić, lecz równocześnie czuć, że czegoś tu brakuje.

król lew

Całość ogląda się całkiem przyzwoicie i podczas wyświetlania napisów końcowych raczej nikt nie stwierdzi, że wyrzucił pieniądze w błoto, stracił tutaj kupę czasu a "młody", którego przyciągnęliśmy do ekranu będzie miał traumę na całe życie. Komputerowo stworzone zwierzaki, ta urokliwa fauna sawanny, wykreowana przez fachowców obsługujących specjalistyczną maszynerię za grube miliony baksów, budzi nieskrywany podziw. Chwytliwe piosenki w lekko zmienionych aranżacjach zazwyczaj nadal bujają oraz wprawiają w dobry nastrój. No i sama historia jest tak uniwersalnym monolitem z mądrym przesłaniem, że będzie się bronić na długo po tym jak wszyscy czytający te słowa będą leżeli na cmentarzu.

Jednak mam nieodparte wrażenie, że Disney zbyt mocno opiera się na nostalgii. Nie zrozumcie mnie źle. Jeżeli patrzymy się za siebie, wciąż możemy iść naprzód. Świat zmienił się w ciągu ostatnich 25 lat i nie ma w tym nic złego, że pojawiają się odświeżone, zmodyfikowane, wytarte z kurzu klasyki. Ba, sam jestem fanem i ciepło wspominam aktorską wersję "Pięknej i Bestii". Jeżeli jednak będziemy wypuszczać taśmowo każdą produkcję okraszoną łatką "nostalgii", bez należytej troski, to droga donikąd.

Kiedy w 1994 roku wprowadzano do kin "Króla Lwa", studio w ogóle nie wierzyło w jego sukces i wietrzyło straty. Jednak ryzyko oraz zaufanie, zaowocowały kasowym tryumfem, prestiżowymi nagrodami, jak również kinową magią, która pomimo lat jest wciąż wyczuwalna. Właśnie tego czaru oraz magnetyzmu brakuje wersji z 2019 roku. To produkcja ze wszech miar bezpieczna i skrojona w biurowych gabinetach, gdzie wolność czy artystyczne wizjonerstwo zostaje złożone w ofierze tabeli przychodów w Excelu. Efekt jest taki, że kilka tygodni po seansie nikt o tej wersji nie będzie pamiętał czy wspominał jej z rozrzewnieniem. Po prostu hajs musi zgadzać się Disneyowi i to się po prostu czuje.

król lew

Kolejnym spory minusem jest postawienie na zbyt wielki... realizm. Brakuje tego elementu baśniowości i zdrowego szaleństwa z pogranicza surrealizmu. Tutaj bohaterowie zachowują się aż nazbyt naturalnie, co w filmie, który jest bajką o gadających zwierzakach jest mimo wszystko trochę dziwne. Najbardziej na tym cierpi Ciemna Strona Mocy, czyli Skaza oraz hieny na czele z totalnie wypranym z emocji, a także pomysłu kawałkiem "Przyjdzie czas".

Nooo... można. Szczególnie, gdy decydujecie się na seans z młodszym widzem. Z drugiej strony po co, skoro w zaciszu domowym można obejrzeć klasyczną animację i zdecydowanie lepiej się przy tym bawić?

Ocena Game Exe
6
Ocena użytkowników
-- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
Wczytywanie...