przebudzenie_cienie

Krew Imperium

2 minuty czytania

krew imperium

Brian McClellan to autor znany w literackim świecie, cieszący się uznaniem wielu czytelników (głównie pośród fanów Sandersona ze względu na łączące ich relacje). Doskonale radzi sobie z tworzeniem wciągających światów, w których magia i technologia idą ramię w ramię, czasem się scalając, a czasem ścierając. Teraz zaś przyszedł czas dokonania osądu na kolejnej części "Bogów krwi i prochu" – "Krwi Imperium".

W Fatraście zbliża się czas ostatecznej rozgrywki. Ka-Sedial zdołał złamać pieczęcie pętające drugi kamień bogów i szykuje się do rytuału, który zatrzęsie światem. Ale ci, którzy z nim walczą, nie mają zamiaru siedzieć z założonymi rękami. Michel znów działa w Landfall, szukając informacji na temat samego artefaktu i doniesień o krwawych rytuałach. W imię dobra swych ludzi jest gotów na wiele – od siania zamętu i dezinformacji po wywołanie powstania. Ben Styke wraz z Ka-poel dotarł do Dynizu, by przechwycić trzeci kamień. Jednak w zupełnie obcym kraju, pozbawiony większości swoich ludzi, będzie musiał polegać na nowych sojusznikach. Tymczasem generał Krzemień, ciężko ranna i pozbawiona swoich mocy, wiedzie dostarczoną jej armię do Landfall, by raz na zawsze zakończyć machinacje związane z kamieniami bogów. Ale gdzie armia, tam też i polityka. Czy uda się spełnić wyznaczone im zadania, przynosząc światu pokój i bezpieczeństwo?

Świat przedstawiony odpowiednio zbalansowano. Mamy okazję zarówno odwiedzać miejsca już nam znane i lepiej je poznać, jak i odkryć zupełnie nowe. W tej drugiej kwestii przede wszystkim wyróżnia się Dyniz (poświęcone temu opisy niewątpliwie przywodzą na myśl ludy Ameryki Środkowej). Powstały w ten sposób porządek pozwala też na lepsze zrozumienie wszystkich stron konfliktu, przewijających się na kolejnych stronach książki. Dzięki temu ulega również rozbudowie uniwersum, co przy jego już słusznych rozmiarach także jest mile widziane.

Bohaterowie raczej nie zaskakują. W znacznej większości mamy do czynienia z już poznanymi postaciami. Niektórzy mogą to uznać za wadę, ale nie widzę w tym nic złego. Dzięki temu unika się zbytniego rozdrobnienia historii. Ten aspekt też uległ pewnej poprawie, jako że podział uwagi pomiędzy poszczególnych bohaterów uległ pewnym modyfikacjom. Nadal są im poświęcone odrębne rozdziały, ale teraz zdarza się, że "czasu antenowego" w poszczególnych sekcjach jest więcej, co pozwala na lepsze pociągnięcie pewnych wydarzeń.

Skoro już mówimy o postaciach, to warto też wziąć pod uwagę wątki filozoficzne. Są one nierozerwalnie splecione ze zmianami, które przechodzą bohaterowie, jak i ich przekonaniami. Ciągnąca się wojna i konieczność współpracy z dotychczasowymi przeciwnikami lub po prostu tymi, którzy dotąd stali po przeciwnej stronie barykady, wymusza na nich nowe rozwiązania oraz lepsze przedstawianie swoich racji. Dzięki temu wszystkie strony zyskują i stają się nam bliższe.

Byłem bardzo ciekaw, co takiego ma w zanadrzu ta część cyklu. Uczciwie mogę przyznać, że się nie rozczarowałem. Może i nie wciągnęło mnie to bezpowrotnie od samego początku, ale zauroczyło na tyle, bym z przyjemnością pochłaniał kolejne strony. Można było poczuć spokój, adrenalinę, chytrość, szlachetność i wiele innych rzeczy. Pozycja zdecydowanie warta uwagi.

Dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
7,5
Ocena użytkowników
-- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
Wczytywanie...