Uncanny X-Force #2: Era Archangela

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski niedziela, 11 listopada 2018
uncanny x-force: era archangela

Pierwszy tom "Uncanny X-Force" to superbohaterski fast food. Smakuje, ale przy większej ilości łatwo o przesyt. Kontynuacja, niestety, jest gorsza – szybko męczy.

Warren Worthington skrywa w sobie Archangela, jeźdźca Apocalypse'a. Archangel przejmuje kontrolę nad bohaterem i dąży do stworzenia nowego świata, w którym nie ma miejsca dla zwykłych ludzi. Pozostali członkowie X-Force muszą powstrzymać go przed realizacją tego planu, co będzie oznaczało podróż do alternatywnej rzeczywistości.

Początek prezentuje się obiecująco, bo pojawia się Amahl Faruok. Jeśli ktoś nie spotkał tej postaci w komiksach Marvela, a widział ją w serialu "Legion" – tak jak ja – to z pewnością od razu zainteresuje się wydarzeniami. Jednak wraz z dalszymi stronami opowieść wytraca tempo, którego już nigdy nie odzyskuje. W natłoku chaotycznych walk, w których co rusz powracają ci sami przeciwnicy, łatwo o nudę. Na wiarygodności tracą sukcesy i porażki bohaterów, bo scenarzysta nie jest w stanie przekonać, dlaczego dokładnie do nich dochodzi – powtarzają się te same fortele, a wrogowie sprawiają wrażenie kukiełek, więc jak odnoszą jakieś zwycięstwo, to na wizerunku traci drużyna X-Force – niby złożona z wyjątkowych i silnych jednostek.

"Erze Archangela" brakuje uporządkowania i postawienia na ciekawsze wątki. Podróż do alternatywnej rzeczywistości? Serio? Nie uważam się za znawcę Marvela czy DC, ale sam pomysł wywołuje u mnie znużenie, bo to już było i nie ma w tym nic ekscytującego. Gdyby Rick Remender trochę pokombinował, to może byłoby inaczej, ale scenarzysta obrabia schematy w najbardziej typowy i pozbawiony emocji sposób. Do tego potyka się na prostych sprawach, bo napięcie stara się wybudować takimi akcjami jak "bohater niepotrafiący zabić Archangela, bo to w końcu kumpel i członek X-Force, który stracił nad sobą kontrolę". Meh.

uncanny x-force: era archangelauncanny x-force: era archangela

Podkreślę, że mówimy tutaj o X-Force, które miało wykonywać brudną robotę, a waha się wyeliminować jednego ze swoich. Sytuacja może być dla bohaterów trudna, ale to zawsze jest kwestia tego, czy uda się to odpowiednio przedstawić – tu się nie udaje, moralne dylematy nie mają rozwinięcia. Zawodzą również interakcje między postaciami, przez co historię czyta się bez zaangażowania, bardziej jak płytką powiastkę niż mroczne, rozrywkowe superhero. Dialogi również wydają się puste, przeciągnięte, nadmiernie melodramatyczne.

Druga strona medalu – w zasadzie lektura upływa bezproblemowo. Czasami się dłuży, zwłaszcza że to jednak sporawy album, zbierający dwie części serii, a Remender niczym nie pobudza ciekawości, tylko ładuje bohaterów w kolejne starcia. Czasami jednak da się odczuć stare "Uncanny X-Force" – w sensie: to z pierwszego tomu. Złego słowa nie powiem o ilustracjach, bo choć od "Sposobu na Apocalypse'a" trochę mi spowszedniały, to sylwetki postaci i lokacje są przedstawiane z dużym rozmachem i starannością.

uncanny x-force: era archangela

Zawsze pojawia się rozczarowanie, gdy seria po dobrym otwarciu zalicza jakościowy spadek. Zastanawiam się, czy to nie jest cecha charakterystyczna dla cyklów Ricka Remendera – za mało jego komiksów przeczytałem, ale jak na razie "Uncanny X-Force" zdaje się cierpieć na podobną przypadłość, co "Głębia" tego samego autora. Po udanym początku kolejne tomy wywołują obojętność. "Erę Archangela" na pewno można ocenić łagodniej i stwierdzić, że wygrywa z bardziej przeciętnymi pozycjami Marvela, lecz jeśli ktoś sięga po dużo komiksów, to może mieć większe oczekiwania.

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 5,5  
Ocena użytkowników 5,5 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...