czerwony-wariant

Batman: Mroczne zwycięstwo

Marcin "Amaro" Martyniuk czwartek, 9 sierpnia 2018
batman: mroczne zwycięstwo

W zalewie superbohaterskich, często powielających klisze i stawiających na efektowne sceny komiksów warto powrócić do klasyki gatunku. Na takie miano zdecydowanie zasłużył "Batman: Mroczne zwycięstwo".

Zacznijmy od tego, że komiks Jepha Loeba i Tima Sale'a bardzo trudno czytać bez znajomości poprzednika, czyli wyróżnionego nagrodą Eisnera "Długiego Halloween". Na kartach tej historii śledzimy drugi i trzeci rok działalności Nietoperza oraz triumwiratu z Jamesem Gordonem i Harveyem Dentem. Gotham rządzą rodziny mafijne, na czele z Carminem "Rzymianinem" Falcone'em i marzącym o stanięciu na szczycie przestępczego światka Salem "Bossem" Maronim. Jeśli lektura "Długiego Halloween" jest wciąż przed wami, to lepiej wstrzymajcie się z sięganiem po "Mroczne zwycięstwo", ponieważ Loeb kontynuuje wątki z poprzedniego utworu, wykorzystując przy tym znane już postacie i łączące ich stosunki. Przez to struktura półświatka Gotham i motywacje bohaterów będą niezrozumiałe dla nowego czytelnika, mimo iż początkowo historia zdaje się bardzo podobna.

Na scenę ponownie wkracza seryjny morderca, z tym że teraz mamy do czynienia z osobnikiem polującym nie na gangsterów, a pełniących służbę lub będących w stanie spoczynku policjantów. W dodatku do miasta przybywa syn Rzymianina, zaś Gordon próbuje nawiązać nić współpracy z nową prokurator. A Batman? Coraz bardziej zakopuje się w swojej głowie.

Podobieństwa pomiędzy opowieściami rzucają się w oczy. Jednak pomysł ponownego wykorzystania motywu seryjnego przestępcy szybko przestaje przeszkadzać, głównie dzięki kapitalnie prowadzonej narracji. Na przestrzeni obu komiksów Loeb wprowadził na scenę mnóstwo postaci, łącznie z członkami rodzin mafijnych czy oddziału Jamesa Gordona, i wszyscy wnoszą coś istotnego do opowieści. Poza tym scenarzysta nie zagubił przejrzystości komiksu. Wątki przeplatają się właściwie co chwilę, między niektórymi stronami bywają przeskoki rzędu kilku tygodni, do tego otrzymujemy jeszcze retrospekcje, a i tak nie ma mowy o zagubieniu się w opowiadanej historii. Inna sprawa, że szybko nabiera się ochoty, by przeczytać ją od razu w całości.

batman: mroczne zwycięstwo

Przede wszystkim Loeb nie kreśli kolejnej opowiastki o superbohaterze ratującym miasto od wszelkiego zła i rozdającego przy tym kopniaki na prawo i lewo. W jego wersji Batman zatraca się w samotności, tak bardzo eksponowanej przez innych twórców, a jednocześnie nie pozostaje sam w walce z przestępczością. Bardzo ważną rolę odgrywa Gordon – wykazuje się zaangażowaniem i nie stroni od podejmowania działań, wyrastając na szorstkiego stróża prawa, który jednak nie ogranicza się do stania na dachu z włączonym reflektorem. Trudno nie polubić komisarza, zwłaszcza że scenarzysta podjął świetną decyzję o wyeksponowaniu współpracy "Jimbo" z prokurator Porter i oczywiście problemów rodzinnych związanych z nieustanną walką z przestępczością. Na Batmanie i Gordonie nie kończy się plejada interesujących figur, wśród których wyróżniają się Two Face, Catwoman, członkowie rodziny Falcone i inni. Mieszane uczucia towarzyszą płytkiemu Strachowi na Wróble, który wydaje się operować jedynie swymi specyfikami, przez co nie wygląda na superłotra. Trochę też szkoda paru scen z Jokerem, w trakcie których bodaj największy antagonista Nietoperza sprawia wrażenie rywala drugiego sortu. Przy tych narzekaniach należy zaznaczyć, iż zarówno Joker, jak i Strach na Wróble to postacie nie wykraczające poza drugi plan.

batman: mroczne zwycięstwo

Inną kwestią, która w dużym stopniu zadecydowała o tym, jak dobrze prezentuje się "Mroczne zwycięstwo", jest ogólny pomysł na opowieść. Otóż Loeb nie tylko odrzucił znakomitą większość rozwiązań mogących sugerować, że mamy do czynienia z superherosem czy arcyłotrami, lecz sprawił także, że wszystko, co dzieje się na planszach, mogłoby się wydarzyć w rzeczywistości. To wręcz niesamowite, jak dużą wiarygodność udało się zbudować w historii o zamaskowanym mężczyźnie prowadzącym podwójne życie i walczącym z mafią oraz dziwolągami pokroju Szalonego Kapelusznika czy Riddlera. W tym miejscu nie sposób nie wspomnieć o sprawie mordercy – scenarzysta rozpisał wielowątkową i rozbudowaną historię rodem z rasowych kryminałów noir. Jakby tego było mało, wszystkie twisty splatają się w logiczną i ciekawą całość, mimo iż do samego końca możemy być pełni wątpliwości, kto i jaką rolę tak naprawdę pełni, gdyż Loeb nie szczędzi czytelnikom fałszywych tropów. Mimo banalnego pytania dramaturgicznego o personalia mordercy lub morderców autor rozbudował kwestie osobiste bohaterów i ich relacje do tego stopnia, że wertujemy kolejne strony nie tylko w oczekiwaniu na schwytanie łotra, ale i po to, by chłonąć duszną atmosferę Gotham.

batman: mroczne zwycięstwobatman: mroczne zwycięstwo

W parze ze znakomitą fabułą idą niemniej genialne rysunki Tima Sale'a i kolory Gregory'ego Wrighta. Już "Długim Halloween" panowie zapracowali sobie na wiele komplementów, lecz przy okazji "Mrocznego zwycięstwa" zalety uległy jedynie uwypukleniu. Plansze wielokrotnie skąpane są w mroku, z którego wybijają się sylwetki bohaterów. Czerń i świadome operowanie nikłym światłem oraz kontrastującymi barwami pomagają budować atmosferę noir. Sale prezentuje także swój znak rozpoznawczy, czyli pionowe, długie i wąskie zarazem kadry, które świetnie oddają dynamikę przemieszczania się po dachach budynków. I spadania z nich. Na tym nie koniec, bo dochodzą jeszcze efektowne ilustracje zajmujące stronę lub dwie oraz klimatyczne okładki poszczególnych rozdziałów.

Czasem przytrafiają się pozycje uznawane za klasyczne, które dla wielu nowych odbiorców są nazbyt archaiczne lub okazuje się, że nie mogą sprostać oczekiwaniom wygłodniałych fanów. "Mroczne zwycięstwo" jest przeciwieństwem takich tytułów – to wciąż jeden z najlepszych zarówno superbohaterskich, jak i kryminalnych komiksów. Tym bardziej warto zainteresować się ładnym, niemal 400-stronicowym wydaniem od wydawnictwa Mucha Comics.

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 9  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...