world-of-warcraft-arthas-przebudzenie-króla-lisza

Wiedźmin #3: Klątwa kruków

Damian "Ravn" Piątkowski niedziela, 10 września 2017
Wiedźmin: Klątwa kruków

Pamiętam, kiedy czytałem pierwszy komiks o Wiedźminie z serii Egmontu. Na grzbiecie znajdowała się cyferka "1", która dawała nadzieję na ukazanie się w Polsce kolejnych części. Nie będę ukrywał - jestem "wiedźminoholikiem", a dziejów Geralta i jego bliskich nigdy dość!

Najnowszy tom ilustrowanych przygód Białowłosego i spółki został zatytułowany "Klątwa Kruków" ("Curse of Crows"). Na pierwszy rzut oka widoczne są dwie zmiany. Dotąd otrzymywaliśmy okładki w ciemnej tonacji, aczkolwiek ta z trzeciej odsłony, choć w mojej opinii brzydsza, powinna jednak ucieszyć fanów oryginalnego cyklu wiedźmińskiego, ponieważ pojawiają się na niej znane czytelnikowi postacie - Ciri i Yennefer. Drugą nowością jest osoba rysownika. Dotąd był nim Joe Querio, teraz wybór padł na Polaka - Piotra Kowalskiego.

"Dom ze szkła" dział się - najprawdopodobniej - przed poznaniem Białowłosego z Jaskrem (a na pewno nim natrafił na tę, co pachniała bzem i agrestem ). "Dzieci Lisicy" były natomiast adaptacją przygody "Białego Wilka" z Aguarą - znaną dobrze z "Sezonu Burz" Sapkowskiego. Tym razem akcja rozgrywa się po wydarzeniach z gry "Wiedźmin 3", kiedy wojna z Nilfgaardem już się skończyła.

Geralt z Rivii wraz z przybraną córką Cirillą przyjął zlecenie na strzygę w Novigradzie. Tradycyjnie już dla tej serii historia została podzielona na pięć rozdziałów. Pierwszy luźno wprowadza w intrygę, lecz w zasadzie mógłby być opowiadaniem niezależnym. Na trakcie z rąk trolla wiedźmiński duet ratuję kobietę, która - jak się okazuje - również zmierza do Novigradu. Jako że cel zbieżny, a w kupie raźniej i bezpieczniej, wyruszają razem. Jest to historia wspomnianej niewiasty, poszukiwanego mordercy, a w tle mamy jeszcze dopplery. Jakby dobrze pociągnąć, byłby z tego materiał na osobny tom. Niestety, muszę przyznać, że wątek został nieciekawie poprowadzony.

Wiedźmin: Klątwa kruków

Właściwa akcja zaczyna się wraz z rozdziałem drugim i ciągnie się aż do końca. Wiedźmini docierają do właścicielki łaźni, która wyznaczyła nagrodę za potwora. Po rozmowie decydują się podjąć zlecenia - przy okazji imając się innych zajęć. Tymczasem na scenę wkracza Yennefer, której z nieznanych powodów zależy na tym, aby odciągnąć bohaterów od zadania. Jako że nie chcę pod domem głośnej hałastry z widłami i swądu rozpalanego stosu, daruję sobie zdradzanie większych szczegółów na temat fabuły.

Siłą "Wiedźmina" są przede wszystkim wyraziste postacie. Tak było zarówno w książkach, jak i grach. Jak z kreacji naszych ulubieńców wywiązał się scenarzysta? Na pierwszy ogień idzie Geralt z Rivii. W celach autopromocyjnych z tyłu publikacji zostaje przytoczony fragment recenzji z "Bloody Disgusting". Czytamy w nim: "[...] jego rozwaga i mądrość dają do myślenia". Nie oczekujcie, że wraz z nową historią "Panu Gerwantowi" przybyło mądrości względem poprzednich komiksów. Bynajmniej, to ta sama kreacja, którą uświadczyliśmy we wcześniejszych odsłonach. Mnie, znającemu bohatera z cyklu książkowego, przytoczona opinia wywołuje na twarzy pobłażliwy uśmiech. Jednak jakkolwiek daleko mu do pierwowzoru, głupi facet z niego nie jest. Niczym na miarę mądrości z książek czy choćby gier, niestety, nie błyśnie. Z drugiej strony - lepsze to niż ewentualne mądrości rodem z twórczości Coelho. Co ważne, Geralt nie jest nam zupełnie obcy ze względu na częste odwołania do powieści. Taki dobrze wykonany "badass". Na obronę tej wizji można poruszyć kwestię wieku - o dawnych czasach Geralt mówi jako o tych "kiedy był młody". Zresztą to wiedźmin, a nie filozof, więc nie zawsze musi pogrążać się w rozmyślaniu nad problemami egzystencjalnymi - nie za to mu płacą. Ot, poznajemy go w - jak na niego - codziennych sytuacjach.

Wiedźmin: Klątwa krukówWiedźmin: Klątwa kruków

Spytałem kiedyś koleżanki - gdyby mój mózg był czymś na kształt osobnej krainy, co w tym świecie by było? Odparła: "Czołgi, Rosja, Ciri". Trafnie! Cirilla Fiona Elen Riannon to moja ulubiona fikcyjna postać. Do jej kreacji w komiksie trudno mieć jakieś zarzuty (w "Wiedźmina 3" nie grałem). Znana mi Ciri ma szesnaście lat (na ostatnich stronach "Pani Jeziora" siedemnaście). W komiksie ma zaś ponad dwadzieścia lat. Otrząsnęła się z przykrych doświadczeń, a jej ewolucja jest przekonująca. Niewiele jednak zmądrzała i spoważniała - i dobrze, bo za to tę postać można lubić. W kłopoty pakuje się z takim samym zapałem jak kiedyś. "To Ciri. Na pewno zrobi coś nierozsądnego" - stwierdza trafnie Geralt. Natomiast Yennefer... Czytelnicy z #TeamShani i #TeamTriss będą rozczarowani że to stara wiedźma została u boku Geralta. Czarownica została sportretowana dość wiernie, choć ogólnie, i jest tylko drugoplanowym charakterem.

Raczej zachowano spójność z zasadami świata przedstawionymi przez Sapkowskiego. Doppler, choć był zły, to jednak stanowił wyjątek od z reguły dobrych pobratymców co złodupcami stają się dopiero pod wpływem ludzi. Wątpliwości mam do przygody pewnej postaci z dzieciństwa, która powinna mieć miejsce podczas II - a nie III - wojny z Nilfgaardem. Wydaje się, że zawiodła tu chronologia wydarzeń.

Wiedźmin: Klątwa kruków

Co z fabułą? Pozostaje po niej niedosyt. Tak pierwsza część historii powinna być osobnym albumem, tak dalsza część nadawałaby się na dwa tomy. O ile w "Domu ze szkła" dostaliśmy znakomity gotycki horror wyczerpujący swój temat, o tyle tu wszystko toczy się zbyt szybko. Otrzymujemy wiele wątków, które nagle zostają ucięte. I tyle. Postać kruka można byłoby uczynić o wiele bardziej tajemniczą i podejrzaną. Powinien w czytelniku budzić większy niepokój i być o wiele bardziej niejednoznaczny - stać "okrakiem na barykadzie" i dopiero w ostatniej chwili opowiedzieć się definitywnie po jednej ze stron. Zakończenie jego wątku nie ma mocnego uzasadnienia w scenariuszu.

Jak już pisałem na początku, zmienił się rysownik - i dobrze. Joe Querio do pierwszego tomu pasował idealnie i choć doceniam jego kreskę, to na ogół nie lubię przyjętego przez niego stylu. Kowalski wypada o wiele lepiej - prosto, zwyczajnie, bez udziwnień. Paleta barw pozostała ta sama. Na rysunkach postacie z sagi są prezentowane co do joty według "Dzikiego Gonu", co mnie trochę smuci (zabijanie wyobraźni).

Decyzja o adaptacji, a nie przetłumaczeniu komiksu, nie była dobrym pomysłem ze strony CD Projekt Red. Tak, twórcy dokonali adaptacji! Co za tym idzie - pozmieniali pewne dialogi. W jednej scenie, wyjątkowo kuriozalny przypadek, dymek z tekstem Geralta oryginalnie miał inne wypełnienie. W polskim wydaniu wskazuje na to, że słowa wypowiada panienka do towarzystwa w łaźni, a nie wiedźmin...

Wiedźmin: Klątwa kruków

Wcześniej dostawaliśmy na zakończenie bonusy - a to szkice, a to dodatkowe rysunki... Niestety, tym razem mamy komiks bez podobnych dodatków na koniec - a szkoda. Recenzowany utwór nie jest zły - ba, jest dobry. Ponadto, jeśli ktoś darzy wiedźmiński świat takim sentymentem jak, ja, to na pewno nie pożałuje sięgnięcia po "Klątwę kruków". Po prostu potencjał nie został w pełni wykorzystany. Jednak ogólnie wykreowano naprawdę ciekawą intrygę. Szkoda, że czuje się wspomniany niedosyt, gdyż nie wyczerpano tematu. Scenariusz powinien być o wiele dłuższy, podobnego problemu nie było np. z pierwszym tomem. Mogło być lepiej.

Ocena Game Exe 7,5  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Gość_Lotokot* · wtorek, 19 września 2017, 14:47
0
Komiks bardzo mi się podobał, również jestem zadowolony z rysownika. Wątek kruka jest rzeczywiście niedopracowany i niepełny ale poza tym mam niewiele do zarzucenia.

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...