ARQ #3

Marcin "Amaro" Martyniuk wtorek, 7 marca 2017
arq

Premiera trzeciego tomu ”ARQ” to z pewnością spore wydarzenie dla rodzimych fanów komiksu europejskiego. Podobnie jak w poprzednich odcinkach, tak i tym razem zbiorcze wydanie obejmuje sześć oryginalnych zeszytów. Czy warto było czekać na finał? I czy niezaznajomieni z serią powinni zainteresować się utworem Andreasa?

W ramach krótkiego streszczenia fabuły – do świata, zwanego Arq, trafiło kilka osób. Nie wiedzą jak się tam znaleźli ani dlaczego, ale bardzo szybko sen z powiek zaczynają im spędzać próby przetrwania i wydostania się z nieznanych obszarów. Czy po wielu przygodach uda im się powrócić do dawnej rzeczywistości?

Nieprzypadkowo powyższe streszczenie fabuły jest tak oszczędne w wyjaśnienia. Nie inaczej ma się kwestia z opowieścią stworzoną przez Andreasa – nie sposób nie docenić rozmachu i skomplikowania intrygi, oraz mnóstwa niedopowiedzeń, których ilość bynajmniej nie zmniejsza się z poznawaniem kolejnych stron cyklu. Można narzekać na pewne problemy w trakcie lektury wynikające z konieczności nieustannej koncentracji, ale tę niedogodność przysłaniają dziesiątki tajemnic i aura mistycyzmu okrywająca całokształt tworu. Pod tym względem jest więc naprawdę dobrze.

Pozytywne słowa należą się także licznym i solidnie wykreowanym postaciom, których motywacje nie wysuwają się na pierwszy plan, bo są zbyt oczywiste – chęć powrotu do normalnego życia czy poznania całej prawdy o przyczynach niecodziennej sytuacji, w której się znaleźli. Podobne pobudki w takich okolicznościach nie są niczym niezwykłym, ale siła tkwi w zróżnicowaniu osobowości bohaterów. Jedni są hardzi i nieustępliwie dążą do celu, inni niezdarni, ale nie przeszkadza im to przeć do przodu. Nie mogło się obyć bez paru person balansujących pomiędzy światem mistycznym a realnym. Odbiór bohaterów został dodatkowo wzmocniony poprzez ciekawe dialogi. Owszem, na przestrzeni blisko 300 stron ostatniego tomu trudno utrzymać ich równy poziom i trafiło się kilka drewnianych koszmarków, ale więcej jest tych naprawdę dobrze napisanych i co ważne – treściwych.

Wcześniej padło sporo pochwał i choć życzyłbym sobie na nich skończyć, to muszę także ponarzekać. Przede wszystkim na konstrukcję historii, która pomimo rozbudowania została niepotrzebnie obleczona w częste przeskoki akcji niosące za sobą poważną wadę – wszędobylski chaos. Szkoda, że autor nie poprzestał na złożonej fabule i postanowił przyodziać ją w nieprzyjazną czytelnikowi formę. Przez ten stan rzeczy wielu odbiorców nie zdąży się na dobre zagłębić w wykreowany świat, bo próg wejścia należy określić jako bardzo wysoki. Nawet jeśli jednak zdecydujemy się wejść głębiej w rzeczywistość nakreśloną przez Andreasa, to i tak częstokroć nas podrażni, bo miejscami można odnieść wrażenie, że autor nawarzył kociołek pełen różności, nie zawsze współgrających ze sobą i powiązanych niejako na siłę. W efekcie nietrudno o stwierdzenie, że sam twórca miał wątpliwości, jaką drogę do finału powinien wybrać, zaś czytelnik ma pełne prawo poczuć się zagubiony podczas lektury. Ponadto cała zawiłość fabularna w połączeniu z odstępami w wydawaniu kolejnych tomów w Polsce, powodują, że przed zabraniem się do ostatniej części najlepiej przypomnieć sobie poprzedni lub nawet oba wcześniejsze albumy.

arq arq

Również czarno-białą oprawę można traktować dwojako. Część kadrów doczekała się świetnej perspektywy, dzięki czemu są one dynamiczne, a innym razem nieco melancholijne. Dodajmy do tego równie udaną zabawę światłocieniem i już to zachęca do sięgnięcia po album. Niestety po drugiej stronie barykady stoją postacie, w znamienitej większości narysowane paskudnie, w sposób przesadnie uproszczony i miejscami zbliżony do formy karykaturalnej. Kilka kresek tworzących twarze i całe sylwetki bohaterów to niestety zbyt mało.

Trzecim albumem zbiorczym żegnamy historię o świecie Arq na polskim rynku wydawniczym. Z jednej strony jest to twór intrygujący, który wraz z rozwojem akcji piętrzy przed czytelnikiem kolejne tajemnice, z drugiej zaś wymaga dużej uwagi i samozaparcia, by brnąć w rzeczywistość, w której momentami pogubił się sam twórca. Zdecydowanie nie jest to pozycja dla każdego, lecz warto mieć ją na uwadze, gdy najdzie was ochota na coś oryginalnego.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 6  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...