Kijem i mieczem

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski środa, 7 sierpnia 2013
okładka, kijem i mieczem

Pisanie wielotomowych serii wiąże się z trudnym zadaniem. Czasem nie wystarczy tylko kontynuacja cyklu i utrzymywanie względnie równego poziomu wszystkich części, w pewnym momencie trzeba również wprowadzić jakąś nowość, zaskakując czytelnika i powodując w ten sposób jego ponowne zaciekawienie przedstawianymi wydarzeniami. „Kroniki Żelaznego Druida” na razie nie musiały się uciekać do tej metody, a dotychczasowe cztery tomy spełniały moje oczekiwania. Czy podobnie będzie z piątym, zatytułowanym „Kijem i mieczem”?

Od wydarzeń przedstawionych w „Zbrodni i Kojocie” minęło dwanaście lat, które Atticus przeznaczył na nauczanie swojej uczennicy, przyszłej druidki, Granuaile. Kiedy koniec żmudnej pracy jest już blisko i wystarczy tylko spleść dziewczynę z ziemią, wszystko nagle się sypie. Pojawiają się pierwsze oznaki nadchodzącego końca świata, Ragnaröku, za który w dużej mierze odpowiada nasz bohater. Na domiar złego, wrogowie Atticusa dowiadują się, że ten żyje i ma się dobrze. Wściekli, że dali się oszukać, rozpoczynają polowanie, którego celem staje tak on, jak i Granualie.

Fabuła „Kijem i mieczem” jest schematyczna i nudna. Dużo w tym zasługi autora, który w poprzednich częściach koniec świata przedstawiał tajemniczo i interesująco, robiąc tym samym nadzieję na więcej, a tymczasem w najnowszym tomie bohater zapobiega zagładzie mordując jedynie kolejnych przeciwników. W taki też sposób chce doprowadzić do splecenia z ziemią Granuaile. Ktoś mu przeszkadza – ginie. Czasem wprawdzie decyduje się na ucieczkę bądź szantaż, ale w końcu i tak dochodzi do konfrontacji kończącej się zwycięstwem druida. Sytuację mógł uratować spisek, lecz i on prezentuje się równie beznadziejnie. Wysyłanie kolejnych zabójców nie jest popisem geniuszu, tym bardziej, że Atticus wychodzi z każdej pułapki cało. A jak nie, to dzięki umiejętnościom druida zawsze dojdzie do siebie. Jedyną ciekawość budzi pytanie – kto za tym stoi. Niestety, odpowiedzi nie poznamy, ponieważ autor zostawił ją na następną część.

Największym atutem „Kronik Żelaznego Druida” zawsze był barwny główny bohater, jednak w „Kijem i mieczem” przestał być tak atrakcyjny. Rozwiązania siłowe nie czynią go inteligentniejszym, a sytuację pogarsza postać Granuaile. W „Na psa urok” Atticus był wolnym strzelcem, niezależnym facetem, który sam podejmuje decyzje, za towarzysza jedynie mając psa, Oberona. Tymczasem Kevin Hearne postąpił stereotypowo i głupio – przyłączył do niego dziewczynę, która jest – jakżeby inaczej! – mądrzejsza, rozsądniejsza, inteligentniejsza i lepsza w walce od mężczyzny, liczącego sobie ponad dwa tysiące lat. Ona nie ma nawet stu. Gdzie tu logika? Jakby tego było mało, bohater zakochuje się w tej dziewczynie, niszcząc w ten sposób swoją niezależność i osobowość amanta, który w poprzednich częściach kochał się z samą boginią śmierci, Morrigan. Inna bogini, Flidais, chciała z nim uprawiać seks „tu i teraz”, a Brighid, królowa faerii, proponowała mu nawet małżeństwo! I ten sam facet zakochuje się w irytującej, przemądrzałej śmiertelniczce, Granuaile. Trudno mi w to uwierzyć, ponieważ nie czułem między nimi chemii. Przyjaźń tak, ale zdecydowanie nie miłość. Na dodatek miałem nadzieję na jego związek z Brighid lub Morrigan – to byłby dopiero interesujący zwrot akcji! Niestety, autor zwyczajnie boi się odważnych, nieco szalonych decyzji.

okładka, kijem i mieczem

Głupota postaci czasami daje się naprawdę we znaki. W pewnym momencie opisywana jest bitwa, ale wszelkie zwroty akcji są bardzo naciągane. Dowódcy po obu stronach wydają się być zupełnymi amatorami, popełniają druzgocące błędy, a znamy jedynie tożsamość jednego z nich. Może jestem przewrażliwiony na tym punkcie, ponieważ ostatnio czytałem książki Glena Cooka, który wojny przedstawiał bardzo wiarygodnie i szczegółowo, zapoznając nas z zamiarami przywódców, przyczynami takich, a nie innych posunięć i informując o sile poszczególnych jednostek. W „Kijem i mieczem” nie ma nawet ułamka tego, co potrafi wyczarować Cook.

Powieść wydawała mi się również mniej zabawna. Rzadziej się śmiałem w porównaniu do poprzednich tomów, a jedynymi niezmiennymi zaletami są świetne komentarze Oberona, pierwszoosobowa narracja Atticusa z jego luzackim stylem i podchodzeniem do niektórych spraw z dystansem oraz porcja informacji na temat różnych mitologii, między innymi powstanie mrocznych elfów. Na tym lista wad nadal jednak się nie kończy, gdyż opisy fantastycznych miejsc są bardzo oszczędne, a tłumaczenie ma trochę błędów, nie tylko literówek – szczególnie we znaki dawało mi się powtarzające się sformułowanie „to to”.

Chciałbym móc powiedzieć, że bawiłem się świetnie przy powrocie druida, ale byłoby to kłamstwo. Prawda jest taka, że „Kijem i mieczem” mnie rozczarowało. Piąty tom nie tylko nie odświeżył serii, na co po cichu liczyłem, ale również nie utrzymał poziomu poprzednich części. Niestety, najnowsza odsłona przygód Atticusa to średnia lektura, która spodoba się jedynie jego największym wielbicielom. Jak się okazało, ja do nich nie należę.

Dziękujemy wydawnictwu Rebis za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 5  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Courun Yauntyrr · środa, 7 sierpnia 2013, 13:43
0
Szkoda, bo przymierzałem się do tej serii, a sądząc po kobiecie na okładce, także do tego tomu. Niestety, z recenzji wynika, że to kolejna schematyczna pozycja, jakich na rynku całe zatrzęsienie. Potem się dziwić, że dawno nie wystawiłem żadnej recenzowanej książce wysokiej oceny, o pełnoprawnej "10" mawet nie wspominając...

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...