piorun_kulisty

Kapitularz 2016 (23-25.09, Łódź)

Wojciech "Courun Yauntyrr" Kominek poniedziałek, 26 września 2016
kapitularz 2016

W tym roku Łódź nie przywitała konwentowiczów zbyt ciepłą pogodą, ale miejscowi fanatycy fantastyki są do takiej aury przyzwyczajeni, stąd po prostu darujemy sobie zwyczajowy wstęp i przejdziemy od razu do mięska. Kapitularz AD 2016 różnił się od poprzednich jednym, bardzo ważnym elementem – miejscem. Dotychczasowa "podstawówka" pękała w szwach i miałem wrażenie, że cofnąłem się do czasów siedzenia w ławie i przepychania się na przerwach po to, by móc usadzić zadek na nie do końca czystej podłodze. Tym razem dostaliśmy miejsce potężniejszych rozmiarów, bowiem organizatorzy zdobyli budynki Wydziału Nauk Geograficznych oraz Wydziału Filozoficzno-Historycznego Uniwersytetu Łódzkiego. Macierzysta uczelnia, chociaż wydział zupełnie mi nieznany, przywitała mnie bez większego zgrzytu i po odmeldowaniu się w bazie danych dostałem zwyczajowy pakiet, po czym mogłem już spokojnie poruszać się po wydziale.

Należało oczywiście udać się na prelekcję naszego dawnego Naczelnego, czyli Wiktora "Wiktula" Wernera. Ten sympatyczny "fan" "Prometeusza" rozpoczął swoje rozważania od "Psychologii strachu w scenariuszach grozy". Poczuliście już dreszczyk emocji? Początki były dość skomplikowane (głównie technologicznie), ale jeden żart o Batmanie później wszystko było gotowe. Mała sala szybko się wypełniła, zaś prezentowane zagadnienia były szeroko omawiane i równie szeroko komentowane, dzięki czemu sama prelekcja przybrała moją ulubioną formę – treść właściwa plus prawdziwa interakcja z ludźmi. Półtorej godziny później można było poczuć się trochę zmęczonym, ale prowadzący nie zanudzał psychologicznymi definicjami i postarał się nawet o pluszowy akcent, co należy zaliczyć na plus. Może w przyszłym roku zdecydujesz się Wiktorze na coś o dużo większej liczbie odnóży?

kapitularz 2016

Kolejna prelekcja odbyła się przy dużo większej publice, jednak "O zabijaniu w sesjach RPG" postanowiłem sobie odpuścić, bowiem martwy sługa Pajęczej Królowej to żaden sługa. Miast tego udałem się pomyszkować po okolicy. Szybko wyszło na jaw, że sale zamykają o 22.00, zaś już godzinę wcześniej kupienie koszulki nie jest możliwe. Jeśli dodać do tego fakt, że taka sytuacja miała miejsce nawet i 90 minut po oficjalnym rozpoczęciu, to dojdziemy do wniosku, że zeszłoroczny T-shirt też się jeszcze do czegoś nadaje. Czy słuchacze prelekcji Wiktora wyszli z sali w jednym kawałku? Na pewno było ich sporo i siedzieli do oporu, czyli 22.00. Na pierwszy rzut oka wyglądali całkiem żywo, jednak nie przeliczałem zgromadzonych. Nie można wykluczyć, że nasz redaktor pokusił się o jakąś demonstrację. W końcu każdy lubi w trakcie sesji prawdziwe rekwizyty, czyż nie?

Drugi dzień był dużo ładniejszy nie tylko poprzez prelekcje prowadzone przez śliczne cosplayerki, ale rzec jasna z uwagi na pogodę. Zaraz zrobiło się tłoczniej, jednak spora ilość sal sprawiła, że w każdej dało się znaleźć miejsce i nikt nie musiał odchodzić z kwitkiem w sytuacji, gdy spóźnił się na rozpoczęcie. Poznałem nowe trendy wśród pisarzy fantastyki oraz odkryłem całkiem nowe seriale, które zdobyły uznanie u jednego z redaktorów "Nowej Fantastyki". Teraz wiem, czemu w jednym z nich roboty po zakończeniu "pracy" chodzą całkiem gołe. Udało się także wysiedzieć na spotkaniu odnośnie Człowieka 2.0, ale liczne grono prowadzących szybko odpłynęło od głównego tematu i blisko dwie godziny słuchania tego mogło zmęczyć najdzielniejszego. Plus tego taki, że podobno fani cyberpunka są zaliczani do satanistów. Hm, portalowe koszulki są czarne.

Niestety, drugi dzień jeszcze mocniej uwidocznił pewne wpadki organizatorów. Przede wszystkim nadal słabo wyglądała kwestia oznakowania miejsc, przez co nawet zwykłe "Kapitularz 2016" na głównej bramie mogło zdziałać cuda. Na owe cuda nie można było liczyć w kwestii mapy pomieszczeń, bowiem drugie piętro "Geografii" nie zaistniało. Co tam ukryli? Takie same sale, jak na innych poziomach, więc nie wiem, po co ta cała tajemnica. Widoczna na odwrocie przewodnika mapa była trudna do rozszyfrowania nawet dla mnie, chociaż w liceum chodziłem do klasy, która geografię miała zarówno w nazwie, jak też wśród przedmiotów rozszerzonych. Także widniejąca liczba partnerów była jakaś taka skromna i zabrakło najbardziej wyczekiwanego wizerunku kostki. Tak samo jak godziny jednej z prelekcji, więc ktoś mógł się pobawić w jasnowidza. Chciałem zwrócić na to komuś uwagę, ale na aulę weszła śliczna dziewczyna i jakoś zapomniałem. Dodam tylko, że do oficyny dotarłem po przepytaniu sześciu (tak, dobrze przeczytaliście) osób i dopiero w informacji człowiek z błyskawicą na czole wskazał mi jakiś sensowny kierunek. Dzięki, Harry, ale można było obejść się i bez zaklęć.

kapitularz 2016

Trzeci dzień na tego typu konwentach to ten, kiedy wszystko się kończy. Mowa tutaj przede wszystkim o atrakcjach zlokalizowanych na Wydziale Filozoficzno-Historycznym. W niedzielę rano zwijali się wystawcy gier i pozostała jedynie część Łódzkiego Portu Gier. Zwyczajowo mogliśmy pobawić się okularami VR i obejrzeć stare komputery, jednak lepiej było przygotować się na kolejną prelekcję Wiktula. Nim do niej doszło, zajrzałem jeszcze na teren Zlotu Fanów "Gry o Tron". Trafiłem akurat na konkurs odnośnie prozy Martina i muszę przyznać, że było przy tym dużo śmiechu. Ostatnie miejsce na podium zajęła drużyna, w której co rundę zmieniał się kolejny człowiek o nicku "V", przez co "V6" okazał się w swojej niewiedzy na tyle skuteczny, by zająć trzecie miejsce i wspaniałomyślnie oddać nagrodę na rzecz "normalnego" uczestnika. Co więcej, można było nawet zapisać się do Nocnej Straży, ale jakoś nie czułem się na siłach, by stać ciągle na Murze.

W końcu pojawił się Wiktul i przedstawił nam koncepcję bogów w systemach RPG. Mówił całkiem z sensem i nawet wspomniał o Lolth. Czy była to dobra opinia? A czy mogła być zła, skoro siedziałem naprzeciw niego w pierwszym rzędzie? Dyskusja okazała się na tyle owocna, że trwała nawet po zakończeniu samej prelekcji. Okazuje się, że Pajęcza Matka ma jeszcze sporo światów i systemów do podbicia.

Tym optymistycznym akcentem zakończyłem swój udział na łódzkim "Kapitularzu". Pozostaje mieć nadzieję, że chaos organizacyjny zostanie zażegnany i kolejna tego typu impreza odbędzie się bez większych problemów. Może za rok będzie coś o drowach?

Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...