piorun_kulisty

Prometeusz

Marcin "Krix" Wypych czwartek, 2 sierpnia 2012

Ile klimat może uratować w filmie?

Czekałem na nadejście istoty niosącej ludziom ogień z wypiekami na twarzy. Mogę się nazwać fanem serii "Alien" i przez to rodziły się we mnie obawy co do nowego filmu z tego cyklu. Na początku miał to być prequel do "Obcego – 8. pasażera Nostromo". Potem stwierdzono, iż to odrębny film, kiedy okazało się, że Ridley nie ma praw do tytułu "Alien". Nie mógł przez to wykorzystać jego wizerunku. Mimo to składano zapewnienia, iż to ten sam filmowy duch. Później zwiastuny trochę mnie zmartwiły, nadając "Prometeuszowi" ton czystej akcji. Czekałem więc dość długo, by udać się na seans, nieomal przegapiając godzinę "0". Nim dotarłem do kina, usłyszałem wiele złego o tym, co można zobaczyć na ekranie. Na szczęście te obawy zostały zażegnane wraz z początkiem filmu.

prometeusz

Znalazło się wiele nawiązań do świata Alien, zarówno w scenografii czy poprzez dialogi i sceny. Wyjaśniają się pewne zagadki ze starych filmów. Nawiązań jest naprawdę masa. Pomieszczenia statków są niczym te z "8. pasażera Nostromo" i "Decydującego starcia". Bardzo mi się podobał tytułowy Prometeusz, czyli statek badawczy ruszający w nieznane. Białe sale medyczne i równie sterylne korytarze, stołówka, komory hibernacji – wszystko wygląda świetnie. Także projekty technologii kosmitów oddają ten organiczny, oślizgły styl tak dobrze znany tym, którzy spojrzeli w wewnętrzne szczęki. Mimo iż nie uświadczymy panów z długimi głowami i dodatkowym zestawem zębów, ich duch krąży po ciemnych korytarzach lepkich od dziwnej mazi. Od strony stylistyki i zdjęć jest naprawdę pięknie, a zarazem także przerażająco. Wspaniałe są też wizje kosmosu, znów można było zatopić się w klimacie podróży przez gwiazdy i poczuć jej piękno. Muzyka także niczego sobie, bo wnosi starą atmosferę i choć nie zapadła jakoś szczególnie w pamięć, nie powodowała także żadnych zgrzytów. Czemu ktoś może mieć pretensje do braku klimatu starego "Obcego"? Zapewne zależy, kto czego oczekiwał.

prometeusz

Mając na uwadze, iż chciano zrobić coś nowego z duchem moich ulubionych filmów, byłem ciekaw tego, jak twórcy z tego wybrną i dla mnie ten film stanowi wpasowujący się w świat Aliena prequel do "8. pasażera Nostromo". Spotkałem się ze zdaniami, które wskazują na restart serii, o czym świadczy choćby bezpośrednie powiązanie Shaw i Ripley, a także Davida i Bishopa. Możliwe, iż pewna analogia istnieje jednak bardziej jako ukłon w stronę klasyki niż kopiowanie. Postacie z "Prometeusza" mają zupełnie odmienne charaktery, dążenia i sposób rozwiązywania problemów niż ich odpowiednicy ze starej serii. Część wypowiedzi i nawiązań dawała mi do zrozumienia, iż Nostromo dopiero przybędzie. Wszystko zależy od tego, z jakim nastawieniem wejdziemy na salę kinową i jak zrozumiemy nawiązania.

Z samą fabułą jest już trochę inaczej. Dla wielu może być przewidywalna, mnie nie zaskoczyło nic poza głupotą paru postaci. Rzecz się dzieje w dalekiej przyszłości (rok pański 2089, paru z nas może dożyje). Mamy sporo zaawansowanej technologii i podróże kosmiczne trwające długie lata. Para naukowców odnajduje serię symboli w różnych miejscach na naszej planecie. Dzięki nim odkrywają drogę do kogoś, kto może być naszym twórcą. Firma Weyland (gracze AvP powinni kojarzyć) zgadza się sponsorować tę wyprawę, co pozwala wyruszyć badaczom w nieznane. Więcej nie zdradzę, aby nie psuć zabawy. Dodam tylko, iż jest sporo mowy o pilotach ze starych "Alienów". Ogólnie opowiedziana w filmie historia nie jest zła, aczkolwiek zawiodło mnie jej wykonanie. Scenariusz ma dużo luk i jako całość ledwie się trzyma. Początek filmu jest naprawdę przyjemny i nastawia na dobry klimat. Starzy wyjadacze mogą mieć pretensje do popełnienia złych, wręcz głupich decyzji ze strony naukowców w przypadku badania obcej planety, a już w szczególności obcej cywilizacji. Tu jednak osoby i wydarzenia działają w określony sposób tylko z powodu odgórnego życzenia scenarzysty, bohaterowie bez namysłu podejmują wybory zagrażające życiu i zdrowiu całej ekspedycji. Razi opaczne ułożenie scen po drugim powrocie na Statek. Brak też konsekwencji niektórych działań. To, co wydaje się normalnym ludzkim działaniem, jak pobiegnięcie za ranną (niedysponowaną) osobą, a nie zostawienie jej samej sobie, tutaj nie występuje. Pewne rzeczy były też zbędne, jak chociażby kwestia "dziecka". Od strony stylistycznej był to jednak bardzo "alienowy" element, więc zapewne z tej przyczyny się znalazł. Podsumowując, fabuła nie powala.

prometeusz

Postacie są zróżnicowane. Część jest wyrazista, inni mniej, niektórych da się nawet polubić. Mamy przyjemnego kapitana o znajomo brzmiącym imieniu Janek. Na pochwalę zasługuje również świetna kreacja androida imieniem David (Michael Fassbender) i jego mistrzowskie dialogi z Charlie Hollowayem, dobrze zagranym przez Logana Marshalla-Greena. Główna bohaterka, Elizabeth Shaw (Naomi Rapace), wydaje się jednak być źle skonstruowana. Na początku mamy zapalonego naukowca, szukającego odpowiedzi dotyczących swojej wiary. Nie reprezentuje sobą nic wyjątkowego. Późnej ta postać przechodzi drastyczną zmianę charakteru, co zupełnie mi do niej nie pasowało. Do tego po jednej ze scen do końca filmu ciągle mnie coś bolało, gdy widziałem, co ona wyprawia na ekranie. Godną odnotowania jest jeszcze postać Meredith Vickers, graną przez Charlize Theron, która jest właśnie tym typem twardej baby, przypominającą kultową Ellen Ripley z "Obcych". Reszta załogi ma wzloty i upadki oraz ewidentnie nigdy nie oglądała horrorów – nie wiedzą, że się do pewnych rzeczy nie podchodzi. Pretensje kieruję też do biologa w zespole. Gdybym spotkał ślady obcej cywilizacji i nowej biologii, to chciałbym je obejrzeć, pobrać próbki, zbadać, a ten sobie odszedł, bo się bał. To mnie dotknęło osobiście, gdyż sam jestem biologiem.

prometeusz

Nie jest to też typowy horror – nie straszy przez większość filmu, lecz buduje klimat. Cała atmosfera gęstnieje, ale komuś, kto liczył na rozszarpywanie i wyrywanie mózgów, może ta koncepcja nie odpowiadać. Dziwię się jednak zdaniom, iż film nie oddaje atmosfery "Obcych", bo ja odbieram wrażenie, że jest wręcz przeciwnie. On nim ocieka, a śluz ciągnie się między palcami. Widać tu ten charakterystyczny styl, nawiązania do organów płciowych czy zachowań seksualnych (jeśli ktoś widział prace do pierwszego "Aliena", to zrozumie o czym piszę). Wszystko jest organiczne i "Obce", odmienne od tego, co znamy i życie wydaje się inżynieryjnie zaprojektowane. Jeśli więc jesteście fanami potworków, radośnie wyskakujących z piersi, możecie obejrzeć ten film. Mimo tego, iż ich tam nie uświadczycie ciałem, duchem są z nami. Ludzie, którzy "Obcych" nie widzieli (współczuję waszemu ubogiemu życiu), też mogą się przejść, gdyż film sam w sobie porusza ciekawe sprawy, jak dążenie do odkrycia czym jesteśmy i skąd się wzięliśmy.

Podsumowując, osobiście dobrze się bawiłem i polecam. "Prometeusza" oceniam na takie 7.24/10. Warto pójść do kina, aby samemu się przekonać, jak prezentuje się film, a jeśli go widzieliście i się nie zgadzacie z moją opinią, to z chęcią się z wami pokłócę.

Ocena Game Exe 7  
Ocena użytkowników 6 Średnia z 9 ocen
Twoja ocena

Komentarze

krag · czwartek, 2 sierpnia 2012, 18:31
0
Uwielbiam serię Aliena od dziecka. Na Prometeusza poszedłem z wielkim entuzjazmem, a wyszedłem nieco rozczarowany, ponieważ odniosłem wrażenie jakby film był robiony na szybko, spodziewałem się czegoś solidniejszego. Główna bohaterka była strasznie irytująca, ciekawie odegrana natomiast była postać Davida.

Ponadto widzę dość sporą dziurę fabularną. Co prawda całą serię Aliena oglądałem dość dawno, ale nie przypominam sobie, aby w starszych częściach padała nazwa "Weyland Corp.". Tutaj, mamy w Prometeuszu wspomnianą korporację, która ponoć jest odpowiedzialna za odnalezienie stwórców oraz PONOĆ film ma być genezą. Czy ktoś z was zatem oglądał Alien vs Predator? Tam głównym odkrywcą obcych jest również "Weyland Corp." - rozumiem, iż nie należy wiązać ze sobą tych dwóch tytułów jakimi są AvP i Prometeusz, gdyż posiadają innych reżyserów, ale dlaczego Ridley Scott skorzystał akurat z takiej nazwy korporacji? Przecież jest N innych, a używając wspomnianej stworzył (jak dla mnie) lukę fabularną, która pokazuje odkrycie Alienów w 2004 roku przez Weyland Corp. (co na pewno było udokumentowane z logicznego punktu widzenia), a następnie ponowne ich odkrycie w 2100 roku.

Poprawcie mnie jeżeli się mylę, ale przez wzgląd na wspomniany błąd fabularny, film oglądało mi się dziwnie.
Trzeci Kur · czwartek, 2 sierpnia 2012, 20:31
0
Co do nazwy firmy - w drugiej części Obcego (czyli w "Aliens") padała nazwa "Weyland Yutani", a więc twórcy AvP ewidentnie nazwę zaczerpnęli stąd. Co do luki fabularnej - sam reżyser wspominał, że "Prometeusz" nie jest bezpośrednim prequelem "Obcego", i że planuje nakręcenie następnego filmu, który w jakiś sposób połączy "Prometeusza" z "Obcym". Całkiem możliwe, że w tym drugim filmie ta stuletnia luka zostanie zapełniona.

A tak swoją drogą, czy aby nie było tak, że w "Obcym" firma Weyland wiedziała o tym, że na planecie, na którą przylecieli, żyje taka kreatura jak ksenomorf? I że chciała dostać w swoje łapy próbki/przedstawiciela gatunku?
Zithric · poniedziałek, 6 sierpnia 2012, 12:05
0
Mnie bardzo podoba się ta cała otoczka w okół filmu jest tyle pytań, że sprawia mi frajde łączenie tego wszystkiego w całość.
Natomiast ludzie, któtrzy chcieli mieć wszystko podane jak na tacy będą troche zawiedzeni. Wiele trzeba sobie wytłumaczyć samemu ni i użyć troche wyobraźni
Medivh · piątek, 21 września 2012, 15:51
0
Naprawdę przyjemny film. Nie sposób nie zgodzić się z Krixem - rewelacyjny klimat, gęsty od "Alienowego" śluzu. Niestety zachowanie bohaterów woła o pomstę do nieba. Zachowują się nielogicznie i irracjonalnie tylko po to, aby coś na nich wyskoczyło, etc.

Fassbender jako android David zdecydowanie zjadł innych swoją grą aktorską. Nie do przebicia.

Audiowizualnie film powinien dostać 10/10, jako że obraz cieszy oko widza przez całe dwie godziny trwania seansu. A tak mocna siódemka, na którą ten film zdecydowanie zasłużył. Polecam.
Wiktul · środa, 3 października 2012, 00:10
0
Początkowo, gdy pojawiły się pierwsze informacje o całym projekcie, jak tysiące innych "alienomaniaków" defekowałem pod siebie z radosnym entuzjazmem. "Wow! Coś nowego w starym świecie! Wreszcie to uniwersum się ruszy i to rękami samego mistrza!" Jednak ponieważ nie składało mi się bardzo długo iść do kina, trafiałem na krzywe miny znajomych. "Nie będę ci mówił, ale... cóż, zobacz i oceń sam". To ostudziło mnie, pozwoliło podejść do filmu jak do kolejnej produkcji s-f. Będzie dobre - dobrze, nie będzie - trudno. A jednak, mimo spokojnego, zdystansowanego obiektywizmu, poczułem się pokrzywdzony, wyśmiany i zniesmaczony.

Przyznam, że od czasu "Piekielnej Głębi" nie widziałem filmu równie bzdurnego, w każdym możliwym momencie rozmijającym się z logiką. Nie wiem czemu Scottowi nie chciało się napisać scenariusza do filmu, którego sam był pomysłodawcą, producentem i wykonawcą w jego własnym w dużej mierze uniwersum, ale efektem tego jest totalne bezmózgowie bohaterów.
Pomijam, że ekspedycja lecąca na totalnie obcą planetę w totalnie obcym układzie gwiezdnym tuż po wyjściu z atmosfery trafia na lądowisko z wielkim napisem "TU LĄDUJCIE, PRZYBYSZE Z 3CIEJ PLANETY OD SŁOŃCA!". Pomijam również, że po wylądowaniu wszyscy obecni na pokładzie, starannie dobrani naukowcy i specjaliści stwierdzają "Dobra! Jedziemy na pałę do wnętrza budowli obcych!". Po co komu rozpoznawczy dron, po co zabezpieczenie terenu, zbadanie okolicy, po co zrobienie czegokolwiek, co zrobiłaby jakakolwiek ekspedycja o choćby pozornie naukowym charakterze? Ale tak, pomijam to, by pastwić się dalej nad irracjonalnością sekwencji nieuzasadnionych ataków paniki części grupy badawczej, zakończonej samotnym szwendaniem się po nieznanych ruinach, otwieraniem wszystkiego, co da się otworzyć.
Totalne apogeum absurdu, bo już nie niedorzeczności, stanowi scena, w której wypływający z kałuży niewiadomo czego ogromny tasiemiec szczerzy swój otwór na dwóch bohaterów, a ci, rozpływając się w ochach i achach nad jego urokiem mizdrzą się do niego jak do puchatego, różowego króliczka...
Litości.
Nie wiem, czy żaden z dwóch scenarzystów nie przeczytał tego, co napisał, ale najwyraźniej nie, bo wówczas choć raz doszedłby do wniosku w stylu "Ej, ale dlaczego oni zrobili to? Przecież to nijak nie wynika z tego, co robili przed chwilą." lub "Nie, on nie może się tak zachować, bo to totalnie irracjonalne." Wnętrza i projekty pana Gigera same z siebie budują nastrój, lecz tylko dla tych, którzy już go znają i kochają. Inni nie mają okazji go poczuć, "polizać" lepkiego, mrocznego anturażu, bo wszyscy bohaterowie biegają radośnie tu i ówdzie jak po dworcu drąc się, krzycząc, uciekając przed niewiadomo czym i wciskając wszystkie "czerwoneg guziki". Świetna scenografia sprzed 40stu lat to za mało, by uratować film mający z założenia być wyszukanym thrillerem najwyższej jakości. I w tym wypadku nie uratowały.
Poza standardowo przyzwoitymi efektami specjalnymi i słownie jedną dobrą rolą androida nie znajduję w tym filmie żadnych pozytywów. Film jest głupi, nudny, momentami żenujący, pozbawiony tempa i pełen tego, co jest zbrodnią każdego horroru i kryminału - pośpiechu. Podobnie jak w remake'u "The Thing" nastrój jest budowany przez pierwsze 20-30 minut, po których twórcy stwierdzają "Doobra, wystarczy im, bo zaczną ziewać. Dawać trupa!". No i bach - pada pierwszy trup, a potem ściele się gęsto,. Obszerna, wieloosobowa załoga jest wieloosobowa tylko po to, by wiele osób mogło ginąć w regularnych odstępach przez 1,5 godziny seansu. Do końca filmu dotrwał nawet "bohater", który przez cały seans nie odezwał się ani razu i nie zrobił niczego, po czym można by zapamiętać choćby jego imię.
Nie wiem dlaczego Riddley Scott zrobił ten film. Nie wiem, dlaczego twierdzi, że pomysł na niego tak mu się podoba, że już myśli o kontynuacjach. Wiem tylko, że pomysł sprzed 40stu lat, do którego nolens volens ten film nawiązywał, został tu zamordowany w pełnej rozciągłości. Żałuję, że zmarnowałem czas na obejrzenie czegoś, co w swej tandetności nie było nawet śmieszne. A naprawdę rzadko mi się to zdarza.
3/10.
Krix · środa, 3 października 2012, 16:17
0
Mógłbym napisać "a mi się podobało", ale prawda jest taka, że z zarzutami do scenariusza się zgadzam. Mnie jednak film kupił muzyką, klimatem i scenografią. Te elementy były w stanie przeważyć nad słabą fabułą (a raczej dziurawą).
Jeździec Apokalipsy · czwartek, 4 października 2012, 09:32
0
Powiem tak. Tematyka bardzo ciekawa. Jeśli ktoś oglądał cykl "Starożytni astronauci" to wie o co chodzi. Ale wykonanie filmu nie takie jak się spodziewałem. Nie mówię że film jest zły ale do tej pory nie rozumiem kilku kwestii np

czemu ten "stwórca" zareagował tak na ludzi i gdzie on chciał tak szybko lecieć i po co?

w ogóle po co on się zahibernował skoro nic go nie goniło?

czemu Ci obcy byli w jakichś słoikach? kto ich tam zostawił? po co?

Może ktoś mi wyjaśnić? Bo albo ten film ma sporo luk w fabule albo ja nie uważnie oglądałem(uroki chodzenia na film w towarzystwie)
Wiktul · czwartek, 4 października 2012, 10:40
0
Tak, generalnie wszystko sprowadza się do tego, że stwórcy ludzkości mieli nikczemny zamiar zniszczenia ludzkości. Facet obudził się po X-letniej hibernacji, zabił wszystko, co się ruszało i jego pierwszą myślą było lecieć na Ziemię by zniszczyć Ziemię, czemu bohatersko zapobiegli nasi piloci (w tym jeden "Bezimienny-10-lat-wśród-Indian" o którym pisałem )
Hassan' · czwartek, 4 października 2012, 12:35
0
Mi się wydawało, że on się rzucił na tą bandę, bo dziadek Weyland zagaił go o boskość, a kosmita zdał sobie sprawę, że oni traktują go jak boga.

Prometeusz miał super potencjał, porusza fajne tematy i zachowuje się jak dobry film saj faj, jest mroczny, dość duszny i ciekawie kreuje otoczenie. Zawodzi scenariusz, który dziurawy jest niczym ser szwajcarski, choć film mnie ujął scenografią, zdjęciami i grą aktorską Fassbendera.

Protobcy na końcu był jednak słodki, though.
Krix · czwartek, 4 października 2012, 12:48
0
Dla mnie stworek na końcu był zbędny. Tak jak cały motyw ciąży. A operacja woła o pomstę do nieba. Choć te motywy są charakterystyczne dla całego stylu "Aliena". Ogólny sens fabuły był dla mnie w miarę logiczny. Piloci tworzą życie na ziemi. Obserwują. Nie podoba im się. Chcą zniszczyć. Coś idzie nie tak i statek który miał nas zgładzić nigdy nie wyleciał. My polecieliśmy do nich i obudziliśmy pilota który nie wiedział, co się działo i od razu wznowił misję. Co mi w tym nie pasuje, to czemu mieli na ziemi zostawić znaki jak dostać się do ich zbrojowni z bronią biochemiczną (bo to raczej nie była ich rodzima planeta - wspominali gdzieś, że to arsenał). No i potem głupota większości członków ekspedycji była wnerwiająca (śmieszna). Ale kapitan Janek był spoko. Jakoś tak mimo wad (masywnych) tego filmu, wyszedłem zadowolony. Może to kwestia jak wiele złego słyszałem przed spowodowała, że jak obejrzałem to była myśl nie było tak źle.
Trzeci Kur · czwartek, 4 października 2012, 14:16
0
A to nie było aby tak, że życie na Ziemi stworzono (o ironio - za pomocą tej czarnej mazi) w celu późniejszego przetestowania tej broni biologicznej? Zostawili namiary na swoją "bazę" po to, by w przyszłości, gdy ludzie będą już wystarczająco rozwinięci, mogli ich (Inżynierów) odnaleźć i tym samym dać do zrozumienia, że "hej! znaleźliśmy was - możecie nam spuścić łomot! Jesteśmy już na to wystarczająco rozwinięci!"
Hassan' · czwartek, 4 października 2012, 16:13
0
Ciężko powiedzieć - motywacja większości postaci w filmie jest co najmniej dziwna.
Medivh · środa, 7 listopada 2012, 21:31
0
http://www.youtube.co...c&feature=plcp

Piękny filmik wyśmiewający głupotę scenariusza
Wiktul · czwartek, 8 listopada 2012, 07:38
0
genialne
Medivh · wtorek, 8 stycznia 2013, 21:27
0
Jak już się śmiejemy, to jeszcze tu jest całkiem ładne podsumowanie głupoty:

http://www.youtube.co...?v=-BWnTW4rL0U

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...