iZombie – Sezon 1

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski niedziela, 14 czerwca 2015

Nazywam się Olivia Moore i umarłam. Tak jakby.

izombie

Zombie, zombie, zombie... Zdaję sobie sprawę, że na samo słowo „zombie” możecie reagować niechęcią i znudzeniem. Tym bardziej, iż „zombie” padło w tym tekście już pięć razy. Sześć, jeśli liczyć tytuł. Ciekawe, do jakiej liczby dobiję na koniec. Tak czy siak, żywe trupy ostatnio są synonimem chodzącej tandety. Telewizja i kino mają spore problemy, żeby wyciągnąć coś jeszcze z tego wielokrotnie eksploatowanego tematu. Co nie oznacza, że nie próbują, choć produkcje takie jak „World War Z” czy „Z Nation” raczej trudno określić mianem kreatywnych. Czy serial stacji CW, „iZombie”, wyróżnia się pośród tej gromadki?

izombieizombie

Recenzowany tytuł należy do komiksowych adaptacji. Historię stworzyli Chris Robertson i Michael Alfred, a wydawaniem ich dzieła zajął się DC Comics' Vertigo. Dopiero potem pojawił się serial. Bohaterka jest absolwentką medycyny. Podczas imprezy staje się zombie, co diametralnie odmienia jej życie. Musi zerwać ze swoim ukochanym, do tego odseparowuje się od rodziny oraz rozpoczyna pracę w kostnicy. Tam ma dostęp do mózgów zmarłych ludzi, więc może się pożywiać bez zabijania niewinnych osób. Konsumpcja wspomnianego narządu wiąże się z napływem wspomnień zmarłego, więc Liv (Rose McIver) zaczyna pomagać detektywowi Babinaux (Malcolm Goodwin) izombie w rozwiązywaniu morderstw, sugerując, że miewa tak zwane wizje. Jedynym człowiekiem, który wie prawdę o jej zombiaczym żywocie, jest dr Ravi Chakrabarti (Rahul Kohli), również pracownik kostnicy, a później i przyjaciel starający się znaleźć antidotum na dziwną przypadłość Liv.

Brzmi nieciekawie, wiem. Serial przypomina większość schematycznych kryminałów w stylu niedawno skasowanego „Forever” czy osadzonego na bardziej realistycznych elementach „Mentalisty”. Twórcy wyszli jednak z tej próby z tarczą. Przede wszystkim produkcję ratuje oryginalny pomysł. Mianowicie mózg wpływa na charakter bohaterki. Zje narząd należący do typowego gracza MMORPG, który dnie i noce spędzał na oddawaniu się wirtualnym rozrywkom – wtedy przejmuje jego skłonności, ale także i zdolności zarazem. Trafi na mózg przyszłej matki? W takim razie przez większość odcinka będzie nadgorliwie matkowała postaciom dookoła. Scenarzyści doskonale bawią się ukazywanymi archetypami, prowadząc do humorystycznych sytuacji oraz parodiując pewne zachowania (Liv w pierwszym sezonie stanie się nastolatką z liceum czy wredną plotkarą wtykającą swój nos w sprawy innych). Jednak ten pomysł przekłada się nie tylko na świetną komedię, ponieważ Liv, przejmując różne cechy, popycha do przodu pozostałe wątki, w tym wciąż niezakończoną miłość do ukochanego, Majora (Robert Buckley), trudne relacje z rodziną czy nawet główną fabułę.

Rozwiązywane zagadki kryminalne nie są wcale takie słabe. Śledzi się je z umiarkowanym zainteresowaniem, moim zdaniem zupełnie wystarczającym, skoro serial posiada tyle innych zalet. Do nich należy antagonista, Blaine DeBeers (David Anders). To wokół niego kręci się przewodni wątek, potrafiący nie raz i nie dwa zaskoczyć widza. Przez cały czas twórcy budują podwaliny pod kolejne zdumiewające wydarzenia, więc „iZombie” nie jest kryminałem skupiającym się tylko na niepowiązanych ze sobą sprawach. Dlatego głowa do góry – nie powinniście się wynudzić, jeśli oczekujecie wciągającej i rozbudowanej historii. Pierwsze odcinki mogą tworzyć mylne wrażenie, ale bez obaw – serial nabiera tempa odkrywając swoje atuty.

izombieizombie

Wracając do postaci głównego złego, Blaine stanowi jedną z ciekawszych kreacji. Charakterem (twarzą zresztą również) przypomina Lokiego z filmów Marvela, czyli zależy mu przede wszystkim na własnym interesie i nie boi się ryzykownych sojuszy (na przykład z bohaterką...). Dzięki sprytowi i inteligencji dużo namiesza w świecie, przy okazji udowadniając, że wcale nie przeszkadza mu ubrudzenie sobie rączek (oj, niektórych scen nie powstydziły się Hannibal Lecter!). Blaine nie jest przejaskrawiony (jak momentami Major) czy patetyczny. To po prostu gość korzystający z szansy, jaką dał mu świat. Został zombie – izombie dlaczego nie może tego wykorzystać z egoistycznych pobudek? Jest cwany, manipuluje innymi, nie posiada sumienia, ale potrafi także być zabawny (bez robienia z siebie błazna; to nadal ten zły, nie ma co do tego wątpliwości), co powoduje, że trudno nie życzyć mu pozostania na ekranie jak najdłużej.

Czy pozytywni bohaterowie mu dorównują? O dziwo, owszem. Serial utrzymany jest w luźnej formie. Większość postaci okazuje się atrakcyjna, bawi nas doskonałym humorem oraz nawiązaniami do popkultury. Te ostatnie trafiają się tutaj w dużych ilościach i dostarczają mnóstwa zabawy. W każdej sytuacji może paść cytat z np. „Podziemnego kręgu” (klasyka! Kto nie oglądał?), a do tego niektórzy to zapaleni gracze rozmawiający o swoich dokonaniach w „Diablo III”. Najważniejsze, że scenarzyści tych wszystkich mrugnięć okiem w kierunku odbiorcy nie wykonują nachalnie – one mają być zaletą produkcji, ale nie główną. Mogą spowodować pojawienie się uśmiechu u widza, lecz nie wyklucza to czerpania radości z innych scen: zwrotów akcji, poczynań Blaine'a, walk między zombie czy śmiesznych momentów. „iZombie” stanowi przemyślaną mieszankę, w której scenarzyści potrafią zgrabnie przedstawić nawet oklepane wątki miłosne.

izombie

Major jest chodzącym ideałem: szlachetny, przystojny, właściwie łatwo mógłby wynudzić, ale wbrew obawom częściej występuje w głównym wątku, a sercowe problemy Liv zostają odłożone na bok. Jeśli wracają, to i tu twórcy rozśmieszają, pokazując, że tak, mają świadomość, iż opery mydlanej większość zwyczajnie nie chce. Ponadto pojawia się konkurent Majora, sympatyczniejszy i bardziej tajemniczy bohater, który też nie ma zamiaru zaistnieć wyłącznie jako chłopak Olivii. Detektyw Babinaux pełni rolę uczciwego gliny, chociaż nie zachwyca, to jego prostolinijna postać również pasuje do świata „iZombie”. Właściwie każdy tutaj się odnajduje – troskliwa matka Liv (Molly Hagan), izombie jej młodszy brat (Nick Purcha) czy dr Ravi, typowy geek. Zarazem zapewniam, że scenariusz, mimo tak pozytywnych charakterów, nie jest przesłodzony i czasem dochodzi do różnych spięć oraz drastycznych momentów. Aktorsko nikt nie budzi moich zastrzeżeń, szczególnie muszę pochwalić naturalizm w komediowych scenach oraz Rose McIver, która na dobrą sprawę ma najtrudniejsze zadanie, skoro po zjedzeniu mózgu nabywa cechy jego martwego posiadacza.

Przyczepiłbym się tylko do finału sezonu. Spodziewałem się widowiskowych fajerwerków i faktycznie końcówka doprowadziła do zdumiewających zdarzeń, lecz przez resztę czasu epizod zupełnie nie przypominał zwieńczenia serii. Czułem się raczej, jakby to był dopiero półmetek sezonu. Na pewno przyczyną jest wysoko zawieszona w przedostatnim odcinku poprzeczka. Emocji było od groma, a w finale właśnie ich zabrakło. Nie podobało mi się też zawieszenie akcji bez słowa wyjaśnienia. Gdyby zagrywka była szokująca tak jak w „Agentach T.A.R.C.Z.Y.”, nie miałbym nic przeciwko, ale tu wypadła nijako, nie budząc we mnie większych uczuć.

izombie

Niemniej „iZombie” zasługuje na oklaski. Gdy pierwszy raz usłyszałem o serialu, stwierdziłem, że będzie to nudna opowiastka dla młodzieży. Tymczasem produkcja okazała się wyśmienitą rozrywką, oferującą trafiający w me gusta humor, wciągającą historię, nie takie złe kryminalne sprawy oraz genialne nawiązania do popkultury. Okraszając to bohaterką, która przybiera różne osobowości, oraz trochę socjopatycznym antagonistą zdolnym do intryg, otrzymujemy produkt świetny, godny polecenia każdemu, kto ma ochotę odprężyć się przy niezobowiązującym tytule. Przy okazji – to bodaj najlepsza pozycja z zombie – z zombie, które nie są bezmyślne, ponieważ najedzone, niebędące akurat w sytuacjach zagrażających życiu, nie przejawiają agresywnych zachowań.

Aha, jeszcze jedna rzecz. Tych mózgów nie je się ot tak. Mogą być z dodatkami (ketchupem) lub znaleźć się w innych daniach (na przykład pizzy). Niby drobiazg, ale urozmaicający oglądanie.

Ocena Game Exe 8,5  
Ocena użytkowników 7,63 Średnia z 4 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Frey · poniedziałek, 15 czerwca 2015, 08:24
0
Faktycznie serial ogląda się dość przyjemnie , lecz "zombie rozwiązujący zagadki detektywistyczne" to nie jest jakieś bardzo poważne. Trzeba serial traktować z dość silnym przymrożeniem oka. Ja bym ocenił go bliżej przeciętnej, choć ogląda się dość nieźle.

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...