Into the Badlands – Sezon 1

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski sobota, 9 stycznia 2016
into the badlands

Jesteście spragnieni emocjonujących walk? Starć, podczas których fizyka działa niekoniecznie zgodnie z naszymi oczekiwaniami, ale za to niezwykle spektakularnych i cieszących wzrok dzięki wspaniałej choreografii? Z lejącą się krwią? W egzotycznych klimatach spalonych słońcem, lecz też oferujących niespodziewanie dużo zieleni? W świecie, gdzie walczy się bronią białą, więc nikt nie strzeli ci zza pleców z palnej (ale jakiś sztylecik może rzucić...)? Pozytywna odpowiedź na wszystkie zadane pytania prowadzi do "Into the Badlands", nowego serialu stacji AMC znanej głównie z "The Walking Dead".

Produkcja jest bardzo zróżnicowana gatunkowo – jej twórcy inspirowali się westernem, chińskimi filmami spod znaku kung-fu, postapo, fantasy czy kinem akcji. Mieszanka brzmi naprawdę zachęcająco, co znajduje potwierdzenie już od pierwszych minut, gdy widzimy samotnego i poruszającego się motocyklem bohatera imieniem Sunny (Daniel Wu). Chwilę potem jesteśmy świadkami krwawej łaźni, jakiej ten dokonuje na swoich przeciwnikach. Serial zdaje się mówić: into the badlands obejrzyj mnie, to dopiero początek, a ja już ci się podobam! Szkoda jednak, że zamiast rozkręcać się z każdą następną sceną, zaczyna odkrywać przed widzem swoje mankamenty. Można je podsumować trzema słowami: żałośnie słaby scenariusz.

Zanim rozpocznę krytykę "Into the Badlands", warto zaznaczyć, że podstawy świata są bardzo dobre i mogły przyczynić się do powstania interesującej historii. Produkcja zabiera oglądającego do intrygującej krainy rządzonej przez władców tytułujących się baronami, którzy podchodzą do siebie z podejrzliwością i niechęcią. Dla każdego z nich liczy się zysk oraz reputacja, łatwo więc między nimi o konflikty. Broni palnej, jak już wspominałem, nie uświadczymy, dlatego w ruch idą wszelkiego rodzaju miecze, ostrza, przedmioty do walki wręcz bądź pięści. Sam bohater jest wyszkolonym do zabijania wojownikiem, który musi wiernie służyć swemu panu, baronowi Quinnowi (Marton Csokas). Jednak Sunny powoli ma dość niewolniczej pracy, do tego zakochuje się w córce lekarzy, Veil (Madeleine Mantock). Zaczyna też coraz odważniej myśleć o ucieczce – okazję do niej stwarza mu przybycie chłopca o nadzwyczajnych zdolnościach, który staje się obiektem zainteresowania Quinna oraz rywalizującej z nim Wdowy (Emily Beecham).

into the badlands

Pojawiających się wątków jest jeszcze więcej, ale wszystkie cierpią na podobne problemy. Po pierwsze – żaden nie potrafi wzbudzić nawet namiastki zaciekawienia. Losy poszczególnych postaci czy rodzinne intrygi w fortecy Quinna podążają w zbyt przewidywalnych kierunkach, mnie zaskoczyły raptem dwie-trzy informacje w finale produkcji. Po drugie – historia w wielu momentach jest sztampowa i mimo małej liczby odcinków w pierwszym sezonie (tylko sześciu) rozwija się w ślamazarnym tempie. Mylne wrażenie powodują potyczki, podczas których dla odmiany dużo się dzieje. Stanowią one istotną zaletę "Into the Badlands" obok towarzyszącej im atrakcyjnej atmosfery, wynikającej z inspiracji różnymi gatunkami i realistycznej scenografii z subtelnymi upiększeniami komputerowymi.

into the badlands

Tylko że efektowne walki wcale tutaj nie dominują. W pierwszych odcinkach zajmują jedynie 5-10 minut, później twórcy jeszcze bardziej je ograniczają, być może z powodów budżetowych. I tak trzeba przyznać, że nakręcone starcia stoją na wysokim poziomie. Są zażarte, ruchy walczących mają w sobie sporo gracji, a poza tym wyróżniają się odmiennymi, lecz zawsze klimatycznymi sceneriami. Mnie najbardziej urzekło miasto w stylu noir: noc, deszczowa pora, a na oczach oglądającego postacie toczą fascynujący pojedynek. Nie zabrakło w nim nawet kameralnych momentów, jak widowiskowego cięcia mieczem w kałużę (wróg wykonał unik), into the badlands rozpryskującego przy okazji krople wody.

Tym bardziej jestem więc rozczarowany jakością pozostałych elementów produkcji. Z postaci zadowalająco prezentuje się Sunny – jego oszczędny w słowach sposób bycia doskonale pasuje do charakteru serialu. Nie zachwyca, ale wydaje się odpowiedni. Najbardziej przykuwa uwagę Wdowa, pokazująca, że kobieta potrafi odnaleźć się w świecie "Into the Badlands" i z powodzeniem rywalizować z płcią przeciwną. Szczerze? To właśnie jej kibicowałem, bo oglądanie twardej, a jednocześnie zwodzącej swoją urodą kobiety, która z ostrzami wyprawia niesamowite rzeczy, sprawiało mi największą przyjemność. Pozostali – może poza Quinnem, uosobieniem człowieka pożądającego władzy i korzystającego ze swoich przywilejów – są do zapomnienia. Większość opiera się na znanych archetypach, co z miejsca przekreśla ich sukces. Często też bywają kiepsko odgrywani, przykład stanowi postać M.K. – warsztat grającego go aktora, Aramisa Knighta, ogranicza się do jednej niby to udręczonej miny. Inna sprawa, że scenariusz nie pozwala na więcej. Jeśli wciąż mi nie wierzycie, warto przywołać jeszcze Veil, dziewczynę o dobrym sercu, ale nie mającej w sobie nic, co pomogłoby zrozumieć zauroczenie nią przez Sunny'ego.

into the badlands

Według twórców pierwszy sezon "Into the Badlands" jest rozbudowanym wprowadzeniem do dalszej historii, taki przydługi pilot. Mam szczerą nadzieję, że się nie mylą, ponieważ do tej pory zaprezentowali widzom świetne, pełne adrenaliny walki, o których konkurencja może tylko pomarzyć, ponadto doprawione egzotycznymi klimatami. Co więcej? W większości marnie opisane, szablonowe postacie oraz z mozołem rozwijane wątki, nudne i z oczywistymi zwrotami akcji. Efekt? Wciąż daleki od pozytywnego. Oby więc następne serie (druga już zamówiona!) oferowały bogatszą, bardziej wciągającą fabułę. Produkcji na razie nie polecam, chyba że jesteście naprawdę spragnieni soczystych starć, dla których możecie znieść scenariuszowe braki i niedociągnięcia.

Ocena Game Exe 5  
Ocena użytkowników 5 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...