Imperium nieznające porażki

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski wtorek, 23 lipca 2013
imperium nieznające porażki

Pierwszy tom odnowionego cyklu "Imperium Grozy", "Okrutny wiatr", wpisał się u mnie na stałe jako jedno z największych dzieł fantasy. Kiedy dostałem jego trzecią już odsłonę, "Imperium nieznające porażki", dopadła mnie jednak czarna rozpacz. Na książkę przypada szósta i siódma część sagi oraz dziesięć opowiadań osadzonych w tym samym świecie, lecz nie to doprowadziło mnie do takiego stanu. Winą należy obarczyć wprowadzenie, z którego można się z dowiedzieć dużo interesujących faktów w tym to, że seria miała liczyć czternaście części, lecz rękopis ósmej autorowi skradziono, a ten sfrustrowany zajął się pisaniem innych książek. "Imperium Grozy" pozostawało bez zakończenia do 2012 roku, kiedy ukazała się powieść "A Path to Coldness of Heart", będąca wynikiem starań Glena Cooka, zdecydowanego powrócić do dawno stworzonego świata, by napisać zwieńczenie przygód bohaterów. Krótko mówiąc: zamiast czternastu części, mamy osiem.

Problemów było więcej, bo pierwszy wydawca "Imperium Grozy" zbankrutował, a drugi ucierpiał z powodu pożaru. Z tych wydarzeń łatwo się domyślić, że cykl ten nie miał przychylnych wiatrów, raczej przez całą podróż rozbijając się o skały. Szkoda, bo ma świetne, wyjątkowe postacie, ze swoimi ludzkimi wadami. Najlepszym ich przykładem jest moja ulubiona trójca: uparty, ale potężny czarodziej Varthlokkur, cierpiący na chorobę zwaną samotność i sumienie, niepozwalające mu zapomnieć o tragicznej przeszłości, Nepanthe, która stłamszona przez swoich braci, oddaje się ich sprawie, a przez wpływ swojej macochy panicznie boi się seksu, oraz Szydercę, wielkiego manipulanta z miłością do pieniędzy, mówiącego długimi i śmiesznymi zdaniami. Nie można jednak zapomnieć, że postacie są dynamiczne, więc ich osobowość, a także dotychczasowe życie, może ulegać zmianom.

imperium grozy, dojrzewa wschodni wiatr

"Imperium Grozy" ma też niepowtarzalną, świetną fabułę, rozwijającą się w kierunku znanym tylko pisarzowi. Trudno domyślić się, co zaplanuje – objawia się to również w przypadku "Imperium nieznającego porażki". Pierwsza część, "Dojrzewa wschodni wiatr", nieoczekiwanie czyni głównym bohaterem Ethriana, zaginionego syna Szydercy i Nepanthe. Chłopak, który w "Okrutnym wietrze" chował się pod spódnicą matki, będzie musiał stanąć naprzeciw wielkiego zła, pragnącego nim zawładnąć. Młodzieniec musi szybko dojrzeć i przezwyciężyć rosnącą w nim nienawiść. Po raz pierwszy możemy także przyjrzeć się bliżej żołnierzom Shinsanu, imperium dążącego do zapanowania nad całym światem. Po porażce z Zachodem dochodzi do kolejnych machlojek przy wyborze władcy, lecz to niejedyny wątek związany z Shinsanem. Na scenie pojawiają się nowe zagrożenia, którym będzie musiał stawić czoło jeden z niewielu uczciwych tervola, zarządzających imperium – lord Ssu-ma oraz księżniczka Mgła.

imperium grozy, nadciąga zły los

Niestety, jakość spada w "Nadciąga zły los". Glen Cook zamiast znowu porwać czytelnika jakimiś ważnymi wydarzeniami, które – jak zawsze – opowiada z wielkim rozmachem, mordując przy tym bohaterów i zastępując ich nowymi, przedstawia... te same zdarzenia, co w "Dojrzewa wschodni wiatr". Początkowo myślałem, że trzymam wadliwy egzemplarz, bo nawet fragmenty zostały bezczelnie skopiowane z jednego tomu do drugiego. Jedyną zmianą jest to, że tym razem oglądamy to oczami Kavelinu, małego królestwa, które stawiło czoło Shinsanowi w niedawno zakończonej wojnie. Czyli na stołek głównego bohatera powraca Bragi Ragnarson, jego władca oraz podwładni, w tym między innymi zajmujący się siatką szpiegowską Michael Trebilock. Pisarz wyjaśnia niektóre wątki, czasem dodając nowe, lecz dopiero po upływie jakichś stu pięćdziesięciu stron, może więcej, rozgrywane wydarzenia stanowiły dla mnie całkowitą nowość. Wtedy dopiero powieść wciągnęła mnie na nowo, ukazując słabości niecierpliwiącego się Bragiego, który chce powrócić do walki, przedstawiając rosnące coraz to problemy Kavelinu oraz tajemnicze cele zagadkowego Trebilocka.

Zakończenie jest otwarte, nic dziwnego, że czytelnicy tak domagali się kontynuacji książki, której sam nie mogę się doczekać. Po "Dojrzewa wschodzi wiatr" i "Nadciąga zły los" przyszedł czas na opowiadania. Pierwsze, najdłuższe opiera się według sprawdzonego schematu – były żołnierz chce skończyć z walką, lecz przeszłość daje o sobie znać, a przy tym odkrywa w sobie pokłady dobra, każące mu pomóc mieszkańcom pewnej wioski. Mimo wszystko, autorowi udało się utrzymać mnie w zaciekawieniu, choć największy zwrot akcji odgadłem wcześniej niż powinienem. imperium grozy, lord młot

Opowiadania o Bragim, "Noce przeraźliwej ciszy" i "Zamek łez", są najnudniejsze ze wszystkich zebranych historii. Są za krótkie, mało zaskakujące i przede wszystkim posiadają zbyt prostą fabułę. Warto przeczytać je jedynie dlatego, że przedstawiają przyczyny sporu Bragiego z Księciem Szarego Płaskowyżu oraz początek jego przyjaźni z magiem Aristithornem. Stanowią więc dobre uzupełnienie poprzednich tomów, w których te postacie się pojawiają. Podobnie jest z "Za garść denarów", czyli alternatywną kontynuacją "Zgromadziła się ciemność wszelaka", tylko że ona jest bardziej interesująca. Wędrówka grupy ludzi na czele tajemniczego lorda Młota (na obrazku po lewej), który prowadzi ich w nieznane miejsce z niewyjaśnionych powodów, to znakomity pomysł. Już od początku zadawałem sobie pytanie, gdzie znajdują się bohaterowie, dokąd zmierzają i kim jest ich przywódca. Glen Cook nie zapomniał przy tym o starannej kreacji postaci, więc spotkamy między innymi kobietę, zachowującą się jak mężczyzna czy targanego wątpliwościami Willa, nie mogącego się zdecydować, czy skoro przyjął zapłatę, jest winny lordowi Młotowi lojalność.

Interesującymi opowiadaniami są "Gdzie jest córka Svale'a" i "Srebrnopiętka". Glen Cook przedstawia świat "Imperium Grozy" z całkiem innej strony – pojawiają się baśniowe stworzenia, Dziki Gon, a nawet stary rybak, mający za jedynych przyjaciół kota i osła płci żeńskiej, z którymi potrafi rozmawiać niczym Dr Dolittle. Nawet konstrukcja fabuły z odpowiednim zakończeniem na czele i zmianą bohatera (w jednym opowiadaniu wewnętrzną, a w drugim zewnętrzną) przypomina baśnie. Ciekawe i podobne są też "Ścięte głowy", jak pisarz wspomina, na kanwie starej historii. Tutaj również zresztą mamy do czynienia z uzupełnieniem informacji o jednej z ważnych postaci sagi "Imperium Grozy".

Jednak najlepszymi opowiadaniami są "Statek widmo", "Apel poległych" i "Kuźnia gniewu". Zabierają one czytelnika w morską podróż wraz z załogą Mściwego Smoka. Losy bohaterów, zabijających na swojej drodze każdego, kto się napatoczy, ścigających statek widmo, a później dowiadujących się strasznej prawdy i przechodzących metamorfozę, to najbardziej enigmatyczne historie, jakie w życiu czytałem. Szkoda, że autorowi nie udało się ich wcześniej wydać – wspominał, że zebrał je wszystkie do przysłowiowej "kupy" i połączył tak, aby stanowiły jedną powieść. Niestety, nie znalazł chętnego wydawcy, a sądzę, że jako nowa seria książek mogła ona odnieść sukces porównywalny do "Czarnej Kompanii".

imperium grozy, mapa
Mapa Zachodu

"Imperium nieznające porażki" to popis niezwykłego talentu Glena Cooka. Z jednej strony mamy zróżnicowane, ciekawe i wciągające opowiadania, stanowiące dobre uzupełnienie świata, a z drugiej dwie nowe części "Imperium Grozy", z których tylko ostatnia – z uwagi na powtórzone wydarzenia – odbiega od ogólnego, wysokiego poziomu całości. Każdy wielbiciel fantasy powinien więc sięgnąć, zarówno po ten konkretny tom, jak i po cykl "Imperium Grozy". Dla mnie jest to najlepsza saga fantasy ze wszystkich, jakie czytałem. To będzie chyba najlepsza rekomendacja, jaką mogę napisać o Glenie Cooku.

Dziękujemy wydawnictwu Rebis za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 9  
Ocena użytkowników 8,83 Średnia z 12 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Ashantir · środa, 24 lipca 2013, 10:57
0
Od dawna jestem zainteresowany tym cyklem i zastanawiałem się, czy nie kupić jak będę miał za co. Zastanawiało mnie tylko, czy z tym nie będzie tak samo jak z Czarną Kompanią - "Kroniki Czarnej Kompanii" cudowne, a później już tylko gorzej, sztuczne przedłużanie przez autora... Jednak skoro jest tak dobre, to będę musiał kiedyś przeczytać Świetna recenzja.

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...