Imperium mrówek

imperium mrówek, okładka

Często pojawiają się dyskusje na temat tego, kto może być bohaterem powieści. Powinien być silny, mądry i wyjątkowy, a może wystarczy tak zwany "everyman"? Chcemy superbohatera czy przeciętniaka? Wolimy nastolatkę od starca lub kobietę od mężczyzny? Bernard Werber postanowił ukrócić te rozważania i postawił na mrówkę, a w zasadzie całą społeczność mrówek. Na początku byłam sceptycznie nastawiona, ale teraz muszę przyznać, że pomysł okazał się trafiony.

Kiedy znany naukowiec i badacz mrówek umiera, zostawiwszy swój dom w testamencie siostrzeńcowi, rodzina bezrobotnego ślusarza bardzo się z tego cieszy. Jest tylko jedno, drobne "ale". Jonatan Wells nigdy, pod żadnym pozorem nie może zejść do piwnicy. Oczywiście nie byłoby książki, gdyby nie złamał wspomnianego zakazu. Co prawda dużą rolę odegra tutaj ukochany piesek jego syna, ale fakt pozostaje faktem. W każdym razie bohater spędza coraz więcej czasu w tajemniczym, zakazanym pomieszczeniu, które zdaje się przyciągać kolejne osoby.

Plan ludzki jest jednak tylko dodatkiem do tego, co dzieje się w planie owadów. Świat opisywany z perspektywy mrówek różni się znacząco od ludzkiego, lecz pewne rzeczy są niezmienne w każdej społeczności. Mrówki tak samo próbują odkrywać nowe, technologiczne rozwiązania, usprawniać własne działania, no i podbijać sąsiednie tereny. Długo zastanawiałam się nad sensownym porównaniem i przyszła mi do głowy książka Martina. Tak, powieść Werbera, choć powstała dużo wcześniej, jest trochę taką mrówczą "Grą o tron".

imperium mrówek

Nie znam innych powieści, które w ten sposób ukazywałyby dwa równoległe światy – ludzki oraz mrówczy. Jest też coś niezwykłego w sposobie prezentowania bohaterów, którzy dla nas wybijają się na pierwszy plan, natomiast w przestrzeni fabularnej nadal pokazywane są jako pozornie zupełnie nieistotna część społeczności. Werber zaryzykował, tym bardziej że trudno sprawić, by czytelnik identyfikował się z owadem i to raczej nie cieszącym się powszechną sympatią. Udało się i mimo mojej awersji do mrówek w realnym świecie, na kartach powieści zaczęłam im kibicować, trzymałam kciuki za powodzenie kolejnych szalonych pomysłów.

imperium mrówek, okładka

Autor może pochwalić się także rzadką zdolnością do opisywania naukowych zjawisk w sposób przystępny i nienaukowy. Dzięki temu wiedza na temat mrówek oraz sposobu ich funkcjonowania w najmniejszym nawet stopniu nie utrudniała lektury. Kompletny laik może spokojnie zanurzyć się w opowieści, łączącej w sobie wątki przygodowe, filozoficzne, detektywistyczne, a nawet elementy politycznego thrillera. Autor dołączył do powieści słownik niektórych terminów, ale mówiąc szczerze – nie będzie on szczególnie potrzebny nawet komuś, kto kompletnie nie zna się na mrówkach. Książka napisana jest w sposób tak przystępny, że odbiorca bez problemu zrozumie wszystkie jej niuanse. Jeśli wydaje wam się, że owad nie będzie interesującym bohaterem, to tym bardziej powinniście sięgnąć po tę pozycję, bo czasami naprawdę dobrze jest się mylić. Historia chwilami odrobinę się dłuży, ale ogólnie wciąga, a czytelnik chce wiedzieć, co było dalej i czy mrówki, które postanowiły działać inaczej niż reszta społeczności, osiągną sukces.

Gdybym miała się do czegoś przyczepić, to trafiły się dwa czy trzy błędy językowe, ale nie na tyle rażące, żeby jakkolwiek utrudniały czytanie. Za to jest jeszcze coś, o czym warto wspomnieć. Od początku powieści przewija się jedna zagadka: Jak ułożyć cztery trójkąty równoboczne z sześciu zapałek? Czytelnik zagłębia się zatem w opowieść, ale równocześnie jakaś część jego mózgu próbuje rozwiązać zagadkę. Mnie się nie udało i odpowiedź poznałam dopiero po przeczytaniu powieści, ale mam nadzieję, że wam uda się bez problemu znaleźć odpowiedź.

Dziękujemy wydawnictwu Sonia Draga za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
8,5
Ocena użytkowników
6,83 Średnia z 3 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...