Fragment książki

5 minut czytania

Harry obudził się o pół do szóstej następnego ranka tak gwałtownie, jakby ktoś ryknął mu w ucho. Przez kilka chwil leżał nieruchomo, czując, jak perspektywa przesłuchania wypełnia każdą najmniejszą cząsteczkę jego mózgu, a potem, nie mogąc dłużej tego znieść, wyskoczył z łóżka i założył okulary. Pani Weasley zostawiła mu w nogach łóżka świeżo wyprane dżinsy i koszulkę. Wciągnął je na siebie. Pusty obraz na ścianie zachichotał.

Ron leżał na plecach z szeroko otwartymi ustami, pogrążony w głębokim śnie. Nawet się nie poruszył, kiedy Harry przeszedł przez sypialnię i zamknął za sobą drzwi. Starając się nie myśleć o tym, że kiedy znowu zobaczy przyjaciela, mogą już nie chodzić razem do szkoły, zszedł cicho po schodach, mijając głowy przodków Stworka.

Spodziewał się, że nikogo w kuchni nie zastanie, ale się mylił. Kiedy podszedł do drzwi, usłyszał za nimi szmer głosów, a kiedy je otworzył, ujrzał państwa Weasleyów, Syriusza, Lupina i Tonks, siedzących przy stole, jakby na niego czekali. Wszyscy byli już kompletnie ubrani, prócz pani Weasley, która miała na sobie pikowany szlafrok. Zerwała się, jak tylko go zobaczyła.

- Śniadanie – powiedziała, wyciągając różdżkę i podchodząc do paleniska.

- Dzie-eee-eń dobry, Harry – ziewnęła Tonks. Tego ranka miała pofalowane włosy koloru blond. – Wyspałeś się?

- Taaak – mruknął Harry.

- A ja nie-ee spa-a-ałam całą noc – powiedziała, ziewając ponownie. – Chodź tu i usiądź...

Wysunęła mu krzesło, przewracając jednocześnie drugie.

- Co byś zjadł, Harry? – zapytała pani Weasley. – Owsiankę? Bułeczki? Wędzone śledzie? Jajka na bekonie? Tosty?

- Dzięki... wystarczy mi tost.

Lupin zerknął na niego, po czym zwrócił się do Tonks.

- Co mówiłaś o tym Scrimgeourze?

- Och... tak... no wiesz, musimy być ostrożni, zadawał Kingsleyowi i mnie dziwne pytania...

Harry był im wdzięczny, że nie zmuszają go do rozmowy. Czuł tępy ucisk w żołądku. Pani Weasley postawiła przed nim talerz z grzankami i słoik z dżemem. Próbował coś zjeść, ale wydawało mu się, że żuje dywan. Pani Weasley usiadła przy nim i zajęła się jego koszulką, chowając metkę i wygładzając zmarszczki na ramionach. Czuł się okropnie.

- ...i musiałam powiedzieć Dumbledore'owi, że tej nocy nie będę w stanie nic zrobić, jestem za bardzo zmęczo-o-ona – skończyła Tonks, jeszcze raz ziewając potężnie.

- Ja cię zastąpię – oświadczył pan Weasley. – Czuję się znakomicie, zresztą i tak muszę skończyć raport...

Nie miał na sobie szaty czarodzieja, tylko spodnie w prążki i starą kurtkę lotniczą.

- Jak się czujesz? – zwrócił się do Harry'ego.

Harry wzruszył ramionami.

- Wkrótce będzie po wszystkim – powiedział pan Weasley pocieszającym tonem.

- Za parę godzin zostaniesz uniewinniony.

Harry milczał.

- Przesłuchanie odbędzie się na moim piętrze, w gabinecie Amelii Bones. Jest szefem Departamentu Przestrzegania Prawa i to ona będzie ci zadawać pytania.

- Harry, Amelia Bones to równa babka – wtrąciła Tonks. – Jest w porządku, wysłucha twoich wyjaśnień.

Harry kiwnął głową, nadal nie będąc w stanie się odezwać.

- Nie trać panowania nad sobą – rzekł nagle Syriusz. – Bądź uprzejmy i trzymaj się faktów.

Harry znowu kiwnął głową.

- Prawo jest po twojej stronie – powiedział spokojnie Lupin. – Nawet niepełnoletni czarodzieje mogą użyć czarów w sytuacji zagrożenia życia. Coś lodowatego spłynęło po karku Harry'ego; przez chwilę pomyślał, że ktoś rzucił na niego Zaklęcie Kameleona, ale w chwilę później zdał sobie sprawę, że to pani Weasley atakuje jego włosy mokrym grzebieniem, znęcając się szczególnie nad kogutem sterczącym mu na czubku głowy.

- Czy ich się nie da przygładzić? – zapytała rozpaczliwym tonem. Harry pokręcił głową.

Pan Wesley zerknął na zegarek i spojrzał na Harry'ego.

- Chyba musimy już iść. Jest trochę wcześnie, ale myślę, że lepiej się poczujesz w drodze, niż czekając tutaj.

- W porządku – zgodził się automatycznie Harry, po czym rzucił niedojedzoną grzankę i wstał.

- Wszystko będzie dobrze, Harry – pocieszyła go Tonks, klepiąc go po ramieniu.

- Powodzenia – rzekł Lupin. – Jestem pewny, że wszystko dobrze się skończy.

- A jak nie – mruknął Syriusz – to sobie porozmawiam z Amelią Bones...

Harry uśmiechnął się blado. Pani Weasley uściskała go.

- Wszyscy trzymamy kciuki.

- Fajnie – rzekł Harry. – No... to do zobaczenia.

Ruszył za panem Weasleyem na górę, do przedpokoju. Matka Syriusza chrząkała przez sen za zasłonami portretu. Pan Weasley odryglował drzwi i ogarnął ich chłód szarego poranka.

- Zwykle to pewnie pan do pracy nie chodzi, prawda? – zapytał Harry, kiedy szli raźnym krokiem wokół placyku.

- Nie, zwykle się teleportuję, ale ty, rzecz jasna, nie możesz, i sądzę, że będzie lepiej, jak przybędziemy tam w sposób, że tak powiem, całkowicie niemagiczny... zrobimy lepsze wrażenie, biorąc pod uwagę powód, dla którego wezwali cię na przesłuchanie...

Pan Weasley trzymał rękę w kieszeni marynarki, a Harry dobrze wiedział, że ściska nią różdżkę. Ulice były prawie puste, dopiero kiedy doszli do małej stacji metra, zobaczyli, że już jest na niej tłoczno. Pan Weasley, jak zwykle, gdy znalazł się pośród mugoli zajętych swymi codziennymi sprawami, z trudem ukrywał podniecenie.

- Bajeczne – szepnął, wskazując automaty do biletów. – Wprost genialne.

- Ale nie działają – zauważył Harry, wskazując na wywieszkę.

- No tak, ale mimo to... – Pan Weasley przypatrywał im się z lubością.

Kupili bilety u zaspanego strażnika (Harry dokonał transakcji, bo pan Weasley nie bardzo się znał na mugolskich pieniądzach) i pięć minut później wsiedli do kolejki, która z głośnym hałasem powiozła ich ku centrum Londynu. Pan Weasley bez przerwy zerkał na schemat metra wiszący nad oknami, żeby sprawdzić, gdzie są.

- Cztery przystanki, Harry... teraz zostały już trzy... jeszcze dwa przystanki, Harry...

Wysiedli na stacji w samym centrum Londynu, zagarnięci przez falę mugoli w garniturach i garsonkach, niosących teczki i nesesery. Wjechali na górę ruchomymi schodami, przeszli przez barierki w punkcie kontroli biletów (pan Weasley był zachwycony, widząc, jak szczelina połyka jego bilet) i wyszli na szeroką, ruchliwą ulicę, przy której wznosiły się imponujące budynki.

- Gdzie my jesteśmy? – zapytał nagle pan Weasley niezbyt pewnym tonem i Harry przez chwilę pomyślał, że mimo tego nieustannego zerkania na plan wysiedli na złej stacji, ale sekundę później pan Weasley powiedział: – Ach, tak... Tędy, Harry – i skręcił w boczną ulicę. – Wybacz mi – rzekł – ale nigdy nie podróżowałem pociągiem, a z mugolskiej perspektywy wszystko wygląda trochę inaczej. Prawdę mówiąc, po raz pierwszy wejdę do ministerstwa wejściem dla interesantów.

Im dalej szli, tym domy stawały się mniejsze i skromniejsze, aż w końcu doszli do ulicy, przy której było tylko kilka niskich, odrapanych biurowców, pub i przepełniony kontener na śmieci. Harry był zaskoczony, bo spodziewał się, że ministerstwo znajduje się w jakimś bardziej reprezentacyjnym miejscu.

- Jesteśmy – powiedział zadowolony pan Weasley, wskazując na starą, czerwoną budkę telefoniczną, w której brakowało kilku szyb i która stała przy ścianie zasmarowanej graffiti. – Wchodź pierwszy, Harry.

I otworzył drzwi budki.

Harry wszedł do środka, zastanawiając się, po co to robi. Pan Weasley wcisnął się obok niego i zamknął drzwi. Było dość ciasno; Harry przywarł do aparatu telefonicznego, który wisiał krzywo, jakby jakiś wandal próbował go oderwać. Pan Weasley sięgnął po słuchawkę.

- Proszę pana, to chyba też nie działa – bąknął Harry.

- Nie, nie, jestem pewny, że działa – rzekł pan Weasley, trzymając słuchawkę nad głową i wpatrując się w tarczę. – Zaraz... sześć – wykręcił numer – dwa... cztery... i jeszcze raz cztery... i jeszcze raz dwa...

Kiedy tarcza po raz ostatni wróciła na miejsce, rozległ się chłodny żeński głos, nie ze słuchawki, tylko gdzieś z wnętrza aparatu, tak głośny i wyraźny, jakby tuż obok nich stała niewidzialna kobieta.

- Witamy w Ministerstwie Magii. Proszę podać imię, nazwisko i sprawę.

Komentarze

0
·
Bardzo przejrzyste i napisane tak samo jak w książce(wiem bo mam). Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Wczytywanie...