Głodne słońce. Dymiące zwierciadło

3 minuty czytania

głodne słońce. dymiące zwierciadło,wojciech zembaty

Pięć lat po premierze debiutanckiego „Końca pieśni” do księgarni trafiła druga książka Wojciecha Zembatego: „Głodne słońce. Dymiące zwierciadło”. Tym razem autor zabiera nas do Ameryki Środkowej w czasach po upadku Azteków, gdzie będziemy świadkami nieczystych zagrań, intryg, krwawych starć – słowem: walki o dominację w regionie.

Początkowo trudno odgadnąć, do czego zmierza opowieść. Pojawia się wiele wątków, poznajemy liczne, zdawałoby się niepowiązane ze sobą postaci. Jest więc młody Haran, który trafia do Dołów, gdzie jego szanse na przeżycie są bliskie zera. Mamy też księcia o zajęczym sercu niepotrafiącego sprostać oczekiwaniom ojca. Z władcą na dorobku kontrastuje z kolei legendarny dowódca przymuszony do powrotu z „emerytury”. Nie brak i kobiet, zarówno tych silnych, przebiegłych, intrygantek, jak i bezwolnych, zdanych na cudzą łaskę. Mnogość bohaterów i wydarzeń, ale także słaba orientacja w tym bogatym świecie utrudniały mi momentami czytanie, choć jednocześnie żywo interesował mnie rozwój sytuacji i lektura sprawiała mi sporą przyjemność.

Po początkowej dezorientacji przychodzi jednak moment, w którym obraz się rozjaśnia, a luźne wątki zaczynają łączyć w całość. Oto mamy przed sobą próbę sił. Cesarz Nowego Przymierza, tlatoani Quinatzin, ma ogromne ambicje, chce by jego postać zapisała się w historii. Wbrew radom i woli kapłanów decyduje się ruszyć na Tlaszkalę. Wojna z tym miastem jest czymś w rodzaju tradycji, jednak Quinatzin chce raz na zawsze pokonać wroga. Siłą tlaszkalan jest Labirynt, sieć podziemnych korytarzy, których układ znany jest nielicznym, oraz Szaratanga, mający dowodzić obroną.

W historii utkanej przez Zembatego nie ma wyraźnego podziału na dobrych i złych, do czytelnika należy decyzja, czy i komu ewentualnie chce kibicować. Każdym bohaterem kierują określone pobudki, związane z jego marzeniami, celami albo po prostu charakterem. Sama nie związałam się emocjonalnie z żadną z postaci, bardziej zainteresowana byłam rozwojem opowieści.

A ta jest naprawdę wciągająca. Duża w tym zasługa barwnego, tętniącego życiem świata wykreowanego przez autora. Elementy prawdziwe, znane historii, dość zgrabnie mieszają się tu z wytworami wyobraźni Zembatego. Mamy tu krwawe obrzędy, rozmaite wierzenia, rywalizujące ze sobą plemiona. Są narkotyczne wizje powodowane przez braazatal – pożądaną przez bardzo wielu, mającą rozliczne właściwości tajemniczą substancję. Wreszcie: pojawiają się przerażające, kryjące się w ciemnościach człekopodobne stworzenia. Lepiej mieć je po swojej stronie. Tylko czy one w ogóle chcą wziąć czyjąś stronę?

głodne słońce. dymiące zwierciadło,wojciech zembaty

Muszę przyznać, że gdy myślę o tej książce, towarzyszą mi sprzeczne ze sobą odczucia. Wspominałam już, że choć czytałam ją z przyjemnością, to jednocześnie z pewnymi trudnościami. Kolejną taką kwestią jest tempo. W zasadzie wszystko jest jak najbardziej poprawne – spokojnie podążamy za bohaterami, obserwujemy ich rozwój, po czym, gdy przychodzi do wielkiego starcia, następuje gwałtowne zagęszczenie akcji. Sęk w tym, że te najsoczystsze fragmenty książki urywają się tak samo nagle, jak się zaczęły. Za mało ich, mój apetyt rósł przez całą lekturę, by na końcu zostać zaspokojonym ledwo w połowie. Czekam zatem z (lekką) niecierpliwością na drugi tom, licząc, że on już w stu procentach zaspokoi moją potrzebę akcji.

Jeszcze jedną rzeczą, która jednocześnie cieszy mnie i frapuje, jest – najogólniej mówiąc – styl, jakim napisana została ta książka. Wielokrotnie zatrzymywałam się nad jakimś porównaniem, myśląc z uznaniem, że jest trafione w punkt. Zdarzyło się niestety i kilka słabszych fragmentów. Jednak tym, co całkowicie wybiło mnie z rytmu na parę chwil, było napomknięcie o polskim i japońskim stylu walki. W opowieści tak mocno osadzonej w Środkowej Ameryce, gdzie przybysze z Europy wspominani są niechętnie i bez rozróżniania narodowości, taki wtręt był co najmniej niepotrzebny.

Kultura Mezoameryki to kultura barwna, bogata i pełna kontrastów. Taka też jest powieść Wojciecha Zembatego. Autorowi zdarzyły się potknięcia, potrzeba skupienia, by nie pogubić się w labiryncie tej historii, jednak mimo to nie żałuję sięgnięcia po nią. Liczę, że będący w przygotowaniu tom drugi okaże się jeszcze odrobinę lepszy – a sięgnę po niego z pewnością!

Dziękujemy wydawnictwu Powergraph za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
7,5
Ocena użytkowników
7,5 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

Wczytywanie...