bitwa_blizniakow

Glass

4 minuty czytania

glass

Bruce Willis w sztormiaku, Samuel L. Jackson na wózku inwalidzkim oraz James McAvoy z jego 24 osobowościami siedzą w samym sercu psychiatryka... Nie, to nie początek jednego z tanich dowcipów, które są tak suche, że trzeba je zapić hektolitrami płynów (niekoniecznie bezalkoholowych), ale film wieńczący intrygującą trylogię o współczesnych super-nie-herosach, trochę dziwakach, starających się odnaleźć w świecie, który twardo stąpa po ziemi. Taaaak... nie da się ukryć, że "Glass" ma więcej sensu, gdy obejrzało się "Niezniszczalnego" i "Split".

Tak czy owak, witajcie w pokręconym, ekscentrycznym umyśle M. Night Shyamalana, niegdysiejszego złotego dziecka Hollywood, które zamiast olbrzymiej kariery i gablotki wypełnionej Oscarami, finalnie stało się obiektem niewybrednych żartów oraz kolekcjonerem Złotych Malin. Życie bywa przewrotne, jednak o ojcu znakomitego "Szóstego zmysłu" nie mówi się bez powodu, bo pomimo że jego produkcje mają wiele wad, zazwyczaj dają sporo do myślenia oraz pozwalają spojrzeć na pewne sprawy pod zupełnie innymi, nowymi kątami. Facet ma po prostu piękną wyobraźnię, a że czasem popuszcza jej wodze bez opamiętania, to cóż... znam gorsze grzechy.

glass

Dlatego istnieje jedna kardynalna zasada przed seansem autorskiego projektu M. Night Shyamalana – wszystkie oczekiwania zostaw przed salą kinową i wjedź w seans z czystym umysłem. Hindus uwielbia zapowiadać wiele – zastawiając mylne tropy, bawiąc się przypuszczeniami odbiorców oraz niespodziewanie zaskakując w finale. Trzeba przyznać, że nie boi się ryzykować, nawet jeżeli jest spora szansa na to, że eksperyment wybuchnie mu prosto w twarz. Taka wierność swojemu stylowi bądź co bądź budzi wielkie uznanie, szczególnie w czasach, gdy Hollywood lubi rączki na kołdrze, przepisową jazdę w kasku i bezpiecznie zapięte pasy bezpieczeństwa. No i może dlatego mimo serii spektakularnych klęsk, po których nikt by się nie podniósł, nazwisko Shyamalan wciąż elektryzuje, przyciągając do siebie miłośników dużego ekranu. A że tym razem nie wyszło? Trudno, za półtora roku spróbujemy czegoś nowego.

Facet wodzi za nos trochę jak Christopher Nolan, więc jeżeli lubisz ten sport i przy okazji nie boisz się dostać kubłem zimnej wody, to jesteś w domu. Sęk w tym, że wspomniany Brytyjczyk opanował wspomnianą sztukę do perfekcji, a jego logika jest żelazna, bezbłędna, praktycznie nie do podważenia nawet po długich debatach. Koncepcje twórcy "Glassa" za to często bywają tanie, epicko wręcz pogmatwane lub nietrzymające się kupy po dłuższej refleksji. Trochę jakbyś porównał solidną fortecę obleczoną w kamień oraz stal z zamkiem zbudowanym z makaronu. W zależności od jakości produktu bywa on trwalszy, ale gdzie mu do mistrza.

glass

Efekt jest taki, że gdy oczekiwania rosną, wyobraźnia działa na pełnych obrotach, a napięcie sięga zenitu, przychodzi czas na zaskakujący i nieprzewidywalny finał. "Okey, ale to naprawdę tylko tyle?", "Jezu, jakie to strasznie pokręcone", "Pomysł był ciekawy, ale trochę to tanie, deczko umowne" – to najczęściej przewijające się komentarze, gdy pojawiają się napisy końcowe. Tak było w przypadku "Znaków" i "Osady", podobnie jest po "Glassie". No i dobra, nie będę tutaj czarował, że też nie byłem zdziwiony tym niespodziewanym kopniakiem w splot słoneczny czy nie drapałem się po głowie, gdy na sali zapaliły się światła, ale nie zamierzam przez to się pastwić czy spuszczać całego filmu w kiblu.

Bo podobnie jak "Niezniszczalny", "Glass" to intrygująca alternatywa gęsto zanurzona w komiksowym klimacie, będąca świetną odtrutką dla bombardujących nas bodźców spod szyldu Marvela i DC Comics. Świetna opowieść o współczesnej mitologii, jaką obecnie stanowią właśnie komiksy, oraz podświadomym pragnieniu pokonywania granic ludzkich. Odwiecznym marzeniu stanowiącym naturalny bodziec, dzięki któremu kiedyś z lubością przekazywano sobie historie o Herkulesie czy Achillesie, tak jak dziś mówi się o Batmanie czy Kapitanie Ameryce. Jedno z dojrzalszych odniesień do wizerunku superbohaterów.

glass

Bo podobnie jak "Split", "Glass" to burzliwy dramat biorący na warsztat traumy, niezagojone rany z dzieciństwa, blizny stanowiące historię cierpienia, które są nierozerwalną częścią ludzkiej duszy. To polemika o wpływie bólu i słabości na to, jakimi jesteśmy ludźmi, a także tego, że wyzbycie się tych emocji faktycznie doprowadziłoby do wymazania naszej tożsamości, a co za tym idzie, unikalności.

Stąd też wniosek, że jeżeli polubiło się wcześniejsze części serii, to po dłuższym namyśle wybacza się "Glassowi" to, że czasem jest dziurawy jak stare wiadro czy idzie na skróty. Dodajmy do tego znakomitego McAvoya, który kolejny raz bawi się swoją rolą, podbija stawkę ze swoją wieloraką osobowością i potwierdza, że należy mu się miejsce w panteonie najlepszych aktorów wszech czasów. Nie zapomnijmy o Samuelu L. Jacksonie, doskonale czującym się w skórze mistrza manipulacji i geniusza planowania. Nawet o lekko przyprószonym kurzem Bruce'u Willisie z odwieczną miną "stoickiego skurwiela", akurat pasującego do koncepcji filmu (nominacja do tegorocznej Złotej Maliny – zdecydowanie na wyrost).

glass

Wynik tej matematyki jest taki, że raczej nie żałujemy czasu spędzonego przy filmie. Owszem, "Glass" bywa czasem męczący, reżyser posiłkuje się dość tanimi chwytami (szczególnie w wielkim finale), zdarzają mu się problemy z budowaniem napięcia (przodują tu sceny z panią doktor graną przez Sarę Paulson) i zdaje się gubić w swoich rozważaniach, ale to wciąż niezły, dający do myślenia kawałek kina, obleczonego w bezkompromisową wierność swojej autorskiej wizji i Shyamalan nie ma ochoty brać w tym aspekcie jeńców. Coś, co w dzisiejszym świecie jest niewątpliwie rzadkością, a że czasem taka postawa ma swoje rozliczne wady to hej... nawet najwięksi herosi je mają.

Ocena Game Exe
5
Ocena użytkowników
5 Średnia z 3 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
Wczytywanie...