walizka

Faworyta

3 minuty czytania

Faworyta

Seans "Faworyty" przywodzi na myśl działania galerii sztuki podczas Nocy Muzeów. To sprytna próba przemycenia i zainteresowania mainstreamowego odbiorcy zaawansowanymi treściami. Jedni bezrefleksyjnie przebrną przez korytarze i skwitują wycieczkę wzruszeniem ramionami czy soczystym ziewnięciem. Wielu jednak przekona się do tego typu artyzmu, wróci, a nawet zacznie prosić o więcej. Zdecydowanie jest to tytuł, w którym odkrywa się coś nowego z każdym kolejnym seansem. Towar nie na jedno sztachnięcie.

Obraz skupia się na bezpardonowej walce o przywileje i władzę dwóch faworyt schorowanej angielskiej królowej. Brzmi oklepanie, ale pozory mylą! To film, gdzie traumatyczne przeżycia i ludzkie dramaty zwinnie przeplatają się z dziką wręcz groteską. Nierzadko jednak ten śmiech grzęźnie nam w gardle, gdy zdajemy sobie sprawę, jak wielki brak moralności i upadek obyczajów elit obserwujemy. Dworskie intrygi przenoszą nas w niecodzienne miejsca, a farsa w nich występująca każe nam się zastanawiać – śmiać się czy może płakać nad losem bohaterów (jak podczas sceny nocy poślubnej). To dzieło, gdzie dialogi przypominają smagnięcie bicza – są szybkie, cięte, krwiste. No i to produkcja, w której każdy kadr ma znaczenie, bo kryje się w nim emocjonalna głębia, rozliczne aluzje oraz odniesienia. Poczynając od kąta ustawienia kamery i zmyślnego wykorzystania perspektywy, poprzez umiejętną zabawę światłem (kręcono tylko przy naturalnym oświetleniu, co budzi jeszcze większe uznanie), a skończywszy na kostiumach. Wychwytywanie rozlicznych smaczków i detali, które są skrzętnie poukrywane, bawi i jest słodką nagrodą dla każdego pasjonata kina.

Faworyta

Choć to najbardziej przystępny film w dorobku Lanthimosa, fani "Kła" czy "Lobstera" nie muszą się obawiać, że reżyser sprzedał duszę i podpisał pakt z popcornowym diabłem. Mimo że nie bywa tak wyrazisty, czuć w tym wszystkim jego rękę, z łatwością można wyczuć ten surowy, wręcz autystyczny klimat znany z jego poprzednich produkcji. Z gracją wyrafinowanego kelnera serwuje nam antyczne treści w nowoczesnej, świeżej formie. W "Faworycie" uwielbia bawić się oczekiwaniami widzów znanymi od pokoleń i zaskakiwać w niespodziewanym momencie. Bohaterki w jednej chwili potrafią być przerażające i dramatyczne, aby szybko w kolejnej scenie stać się komiczne. Nigdy jednak nie popadają w autoparodię. Widać to szczególnie w przypadku królowej, która kaprysami i zachowaniem mentalnie przypomina przedszkolaka, lecz Lanthimos doskonale rysuje tragizm jej położenia, przedstawia traumatyczne doświadczenia. Podświadomie broni ją i uczłowiecza. Każdy ma tu swoje racje oraz odpowiednio ciężki bagaż emocjonalny je usprawiedliwiające.

Aktorsko jest zacnie. To, co wyprawia Olivia Colman w "Faworycie", budzi podziw. Przekonujący rollercoaster emocji, jakimi raczy nas królowa, jest spektakularnym popisem. Absolutnie zasłużona statuetka oscarowa w kategorii "najlepsza aktorka pierwszoplanowa" w 2019 roku przemawia sama za siebie. Emma Stone jako "amoralna morderczyni o twarzy dziecka" oraz Rachel Weisz będąca "doświadczonym i cynicznym graczem u szczytów władzy" również nie zostają w tyle, udowadniając, że dwie nominacje w kategorii "najlepsza aktorka drugoplanowa" dla "Faworyty" nie są nieuzasadnione. Swoją drogą, Akademia miała nieliche poczucie humoru – najpierw panie walczyły na ekranie, a potem zmierzyły się w prawdziwym życiu. Koniec końców, każda coś przegrała. Życie czasem pisze naprawdę niespotykane, ale najciekawsze scenariusze.

Faworyta

Na marginesie wspomnę o wybijających, dających sporo ekranowej frajdy rolach Nicholasa Houlta i Jamesa Smitha jako dwóch liderów rywalizujących ze sobą obozów politycznych, którzy próbują wkupić się w łaski "uszów królowej" i starają się pociągać za sznurki. Każda scena z ich udziałem wywoływała uśmiech na mojej twarzy.

Jeżeli mam się do czegoś w "Faworycie" przyczepić, to chyba do ostatnich rozdziałów opowieści. Może są spowodowane początkowym energicznym "wjazdem z buta" albo po prostu brakowało czasu, ale daje się odczuć, że nie wybrzmiewają one tak mocno jak powinny, a historia zostaje domknięta nagle. No i może to, że niektórym nie przypadnie do gustu klimat, o którym wspomniałem w poprzednim akapicie i wyda im się bezsensowny.

Faworyta

Tak czy inaczej, "Faworyta" to historia warta zobaczenia. Gorzka, satyryczna, zanurzona w arystokratycznym bagnie. Trafnie opowiadająca o samotności, blaskach oraz cieniach prawdziwej przyjaźni, dominacji i strachu przed ostatecznym upadkiem. Ze sporym, lecz nie fanatycznie ślepym feministycznym wydźwiękiem. Rzecz tak ucieszna niczym XVIII-wieczny wyścig kaczek oraz wwiercająca się w pamięć jak rzucanie pomarańczami w roześmianego nagiego grubasa.

Ocena Game Exe
8
Ocena użytkowników
8,33 Średnia z 3 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

Wczytywanie...