Fałszywy prorok

Wojciech "Courun Yauntyrr" Kominek wtorek, 23 lutego 2016
okładka, fałszywy prorok

„Fałszywy prorok” to nie kolejna religijna papka autorstwa człowieka, który pewnego słonecznego dnia doznał olśnienia w trakcie podlewania ogródka, lecz trzeci i ostatni tom Wojny Grzechu, rozgrywający się w targanym konfliktami Sanktuarium. Czy świat ludzi opowie się po którejś ze stron? Za aniołami czy demonami, które ścierają się od setek lat? O ile nie macie w planach rozmyślań w ogrodzie, to zapraszam do recenzji tomu zamykającego trylogię Uldyzjana ul-Diomeda.

Richard A. Knaak miał dwa poprzednie tomy do tego, by przedstawić nam genezę świata i przygotować życiorys wszystkich najważniejszych postaci. Po odwaleniu tej roboty stwierdził, że „Fałszywy prorok” nie będzie bawić się w powtarzanie informacji, dzięki czemu w nasze ręce trafia przede wszystkim multum akcji. O istnieniu Sanktuarium dowiadują się zarówno demony, jak i anioły, zaś niespodziewany pakt Inariusa z Diablo sprawia, że edyremowie i ich dowódca muszą nieźle się napocić, by przekonać do siebie mieszkańców Kedżanu. Chociaż początkowo wszystko zwiastuje marny koniec ludzkości, to wkrótce okazuje się, że to Uldyzjan zaczyna rozdawać karty, zaś po zniszczeniu kultu Trójcy zwraca swoje oczy w stronę Katedry i jej przywódcy.

„Fałszywy prorok” to typowa kontynuacja, która za cel stawia sobie opowiedzenie historii. Relacje między bohaterami schodzą na dalszy plan, podobnie jak mniej znaczące staje się przekonanie mieszkańców Kedżanu do tego, że edyremowie nie są ich wrogami. Uldyzjan staje się typową maszyną do siłowego rozwiązywania problemów, którą napędza proste przesłanie – zabić albo zostać zabitym. To spłycenie razi już od początku tomu i nie przypadło mi do gustu, bowiem bolączka dotknęła nawet kwestii Mendelna i Rathmy, czyli wątku, który do tej pory stanowił szansę na pokazanie zakulisowej walki o Sanktuarium bez użycia efektownej magii czy odwoływania się do zemsty za wyrządzoną krzywdę. Brat Uldyzjana zostaje zdegradowany do roli kolejnego żołnierza i tylko zakończenie książki zwiastuje, że w istocie chodzi o osiągnięcie Równowagi.

Nie lepiej wygląda sprawa Achilliosa. Nieumarły łucznik pojawia się w wielu miejscach, lecz za każdym razem odniosłem wrażenie, że Knaak nie do końca miał pomysł na tę postać. Używa jej niczym asa z rękawa, ale za każdym razem zastanawiamy się komu służy. Autor „zapomina” podać odpowiednich wyjaśnień w tekście. Nie lepiej jest także z głównym bohaterem, bowiem Uldyzjan radzi sobie ze wszystkim. Ktoś mąci mu w głowie i rozrywa ciało? Jedna myśl, jedno leczące dotknięcie i nagle wszystko jest w porządku. Nie wiemy, co czeka nas w mieście? Ot, tak wznosimy się do góry, oglądamy wszystko, po czym wracamy niezauważeni. Czemu zatem od razu nie ruszył na Inariusa? Pewnie dlatego, że książka miałaby najwyżej 10 stron, więc fani czuliby się nieusatysfakcjonowani. Lepiej, gdy rzucamy pod nogi kolejnych przeciwników, zaś starszy z synów Diomedesa ma okazję rozerwać wszystko na strzępy.

Cała reszta bohaterów jest praktycznie nijaka. Serentia, wciąż wzdychająca do Achilliosa, ma w sobie tyle osobowości co szczoteczka do zębów, zaś reszta to nieme roboty. Nawet główny antagonista jest strasznie szablonowy, chociaż trzeba przyznać, że taka wizja szalonego anioła jest na swój sposób przekonywująca. Dużo lepiej prezentuje się Diablo, ale odzywa się w książce raptem dwukrotnie, przez co trudno docenić jego rolę.

fałszywy prorok

Nie zawodzi na pewno otoczenie. Wreszcie odpoczywamy od dżungli i przenosimy się do miasta pełnego ścierających się sił. Przyjdzie nam też oglądać obszary należące do Katedry Światłości. Sama końcówka pozwala także odwiedzić jeszcze jedno ważne miejsce, ale nie chcę psuć wam niespodzianki.

Nim rozstrzygniemy losy Uldyzjana, kilka słów o polskim wydaniu. Okładka jest kopią pierwotnego wydania i nie odbiega stylem od poprzednich tomów, jednak trudno uznać ją za wybitnie ciekawą. W środku raptem jedna literówka oraz rozsądna liczba reklam, co zaliczam niewątpliwie na plus. Miło, że znalazło się miejsce na kilka słów o autorze, jednak wciąż boleję nad brakiem mapy świata, która byłaby doskonałym uzupełnieniem wydania.

Podsumowując, „Fałszywy prorok” to przede wszystkim zamknięcie serii, gdzie Knaak praktycznie od pierwszej strony narzuca akcji szaleńcze tempo. Jest tu jednak zdecydowanie za dużo walki w porównaniu z opisem świata, brakuje także wyrazistości bohaterów i czegoś więcej od prostego „chcę uratować świat”. Chociaż każdy fan uniwersum doskonale znał zakończenie losów Uldyzjana, to jednak nie nudziłem się ani chwili. Knaak dał nam może i przeciętne pisarsko zwieńczenie serii, za to doskonale wpasował się w nastawione na walkę i przetrwanie uniwersum „Diablo”.

Dziękujemy wydawnictwu Insignis za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 6,5  
Ocena użytkowników 6,17 Średnia z 3 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...