Dziedzic wojowników

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski poniedziałek, 17 grudnia 2012
dziedzic wojowników

"Dziedzic wojowników" nie był moim pierwszym spotkaniem z twórczością Cindy Williams Chima. Wcześniej czytałem jej "Siedem królestw", które dotychczas ukazały się w Polsce w postaci trzech tomów. Nie powiem, by były one wybitnymi dziełami, ale świetnie spisywały się w roli odskoczni od powieści obfitujących w skomplikowane wątki fabularne i szczegółowe opisy. Wypełnienie książki po brzegi akcją, sympatycznymi bohaterami, interesującymi wątkami i nieoczekiwanymi zwrotami sprawiło jednak, iż Cinda Williams Chima ma we mnie wiernego czytelnika i mimo że nie każda część serii była bardzo dobra, to czytając "Dziedzica wojowników" byłem pełen nadziei na ciekawą historię. Nie wiem tylko, czemu myślałem, że będzie to fantasy umiejscowione w czasach przeszłych...

Główny bohater to Jack, zwykły nastolatek, który dowiaduje się o swoich niecodziennych umiejętnościach i pochodzeniu. Oczywiście nie jest pierwszy – po drodze był już Harry Potter i wiele innych postaci, więc trudno doszukiwać się w tym czegoś nadzwyczajnego. Jack jest poszukiwany przez frakcje czarodziejów – Białą i Czerwoną Różę, które zamierzają wykorzystać go w Grze, pojedynku na śmierć i życie, w którym zwycięzca zapewnia swojemu protektorowi władzę nad Radą Czarodziejów. Obie grupy jej pragną, ale nie mogą same stawić się w Grze – to prawo przysługuje jedynie wojownikom, a Jack należy do jednego z nich. Prawda, do tej pory utrzymywana w tajemnicy, szybko wychodzi na jaw, a bohater wkrótce staje się ściganym i pożądanym "towarem".

Historia opisana w "Dziedzicu wojowników" jest podobna do wielu innych powieści. Nastolatek z mocami? Ten schemat od czasów "Harry'ego Pottera" był przerabiany wielokrotnie i nie budzi już większych emocji, tym bardziej, że Cinda Williams Chima nie dodała do niego nic od siebie. Fabuła miejscami zaskakuje, ale charakteryzuje się prostym ciągiem wydarzeń. Jack dowiaduje się o swoich mocach, nieumyślnie pokazuje próbkę swoich umiejętności, a następnie zaczyna pobierać nauki u mrocznego czarodzieja. Przewidywalność tego wszystkiego jest ogromna, a autorka nie próbuje nawet sprawić, aby było inaczej. Myślałem, że Gra to zmieni, w końcu pojedynki na śmierć i życie mogą być krwawe i brutalne, ale niestety tak się nie stało. Widoczne jest, że autorka napisała podróbkę "Harry'ego Pottera", na dodatek jeszcze uproszczoną ze względu na młodszych czytelników.

Gdzie więc szukać atutów? Przekonacie się w dalszej części tekstu, czas teraz na postacie. Mroczny czarodziej to była zmyłka, bo zdecydowanie do takich nie należy. Leander Hastings, bo o nim tu mowa, jest postacią dobrą, skrytą, lecz nie budzi zaciekawienia. Jack też nie należy do interesujących osobowości – naiwny, przejawiający w swoim zachowaniu głupotę, ale podejmujący wyłącznie dobre decyzje. Jego przyjaciele, ukochana i reszta postaci stanowią jedynie tło dla wydarzeń, bo pojawiają się sporadycznie i niewiele wnoszą do powieści. Tak naprawdę są, bo powinni być. W końcu co to za bohater bez wiernych kolegów i swojej miłości?

Świat mógł być atutem "Dziedzica wojowników", ale gdyby był umiejscowiony w czasach przeszłych. Współczesność była już wykorzystywana zbyt wiele razy. Przede wszystkim, co to ma być za atrakcyjny świat, skoro większość wydarzeń dzieje się w nudnym mieście, któremu autorka nie próbuje nadać dobrego klimatu? Ani złowieszczy, ani fascynujący. Nic, zwykłe miasteczko. Do Hogwartu, któremu nie brak intrygujących tajemnic, mu daleko, a wszystko wskazuje na to, że miejsce akcji w przyszłych tomach nie ulegnie zmianie, a przynajmniej nie zapowiada się ciekawiej, bo świat nie jest zbyt bogaty w lokacje fantastyczne. Na plus trzeba jednak zaliczyć samą historię, dotyczącą konfliktu Białej i Czerwonej Róży oraz opowieść o powstaniu różnych gildii (czarodziei, zaklinaczy, wojowników itd.). Prezentuje się to trochę baśniowo, a zarazem wiarygodnie, chociaż na pewno nie tak barwnie, jak historia konfliktu Asasynów z Templariuszami, przedstawionej w grze "Assassin's Creed". Porównanie nie jest przypadkowe, bo pokazuje, że powieść odbiega od standardów poprawnej książki, a zarazem pod pewnymi względami jest gorsza od gier komputerowych.

Tempo akcji jest bardzo szybkie, choć przygoda dla molów książkowych nie wyda się atrakcyjna ze względu na jej przewidywalność. Opisy są krótkie i cechuje je prostota. Na pewno nie sprawiają, że czytelnikowi szybciej bije serce i, o czym już wspominałem, nie nadają powieści konkretnego klimatu. Do wad trzeba zaliczyć też ubogie słownictwo – nie wiem jednak, czy zawiniła tutaj autorka, czy tłumacz. Najlepszą robotę wykonało wydawnictwo, bo i format, i okładka książki zachęcają do sięgnięcia po nią. Niestety, ale "Dziedzic wojowników" to słaba powieść, mogąca zdobyć uznanie jedynie u młodszych czytelników, którzy dopiero zaczynają czytać fantastykę, bo reszta będzie znudzona i zażenowana poziomem, jaki prezentuje książka Cindy Williams Chima. Chociaż myślę, że lepiej zacząć od "Harry'ego Pottera" niż "Dziedzica wojowników", bo jeszcze można zrazić się do literatury, obfitującej w lepsze tytuły.

Dziękujemy wydawnictwu Galeria Książki za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 3,5  
Ocena użytkowników 8,5 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...