Droga zimnego serca

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski sobota, 19 września 2015
okładka, droga zimnego serca

Niektórzy martwią się, że „Gra o tron”, jeden z najpopularniejszych seriali fantasy, kiedyś się skończy. W rzeczywistości nie ma powodów do obaw – HBO, jeśli będzie chciało, z łatwością znajdzie nową sagę do zekranizowania. Wymarzonym dla mnie projektem byłoby przeniesienie na srebrny ekran... nie, nie „Wiedźmina”, lecz cyklu „Imperium GrozyGlena Cooka. To bodajże najbardziej niedoceniana seria, która wprowadziła do gatunku doroślejsze motywy przed twórczością George'a R. R. Martina. Taka prawda. Chciałeś naprawdę mroczne fantasy z niejednoznacznymi bohaterami, którym los kuje najgorsze dramaty? Sięgałeś po książki Cooka. Nie ma w tym ani krztyny przesady. Co najważniejsze – „Imperium Grozy” zachwyca do dziś. Sam przeczytałem pierwszy tom, „Okrutny wiatr”, z okazji nowego wydania, a stosunkowo niedawno miałem przyjemność obcować z ostatnią (czy na pewno?) już częścią, „Drogą zimnego serca”.

Trzeba przyznać na wstępie: chociaż Glen Cook powraca do świata Varthlokkura, Bragiego i Mgły po dwudziestu latach, to wciąga równie dobrze jak kiedyś. Początkowym problemem może być przyswojenie wszystkich wątków i postaci, które mogły przez ten czas zostać zapomniane – ja również miewałem kłopoty z przypominaniem sobie, co do tej pory się stało, a przecież „Imperium nieznające porażki” czytałem raptem w 2013 roku. Pisarz nie ułatwia czytelnikowi zadania. Racja – czasem wraca do poprzednich wydarzeń, ale nie wchodzi w szczegóły, licząc na pamięć odbiorcy albo jego chęć odświeżenia sobie wcześniejszych tomów. Jednak kilkadziesiąt stron później zostajemy wciągnięci w wir nowych zdarzeń, a zagubienie ustępuje miejsca czystej fascynacji i ciekawości, w jaki sposób autor postanowił zakończyć jeden ze swoich sztandarowych cyklów.

Od tego momentu „Droga zimnego serca” nie zanudza nawet przez chwilę. O ile niegdyś styl Cooka potrafił przytłaczać – mam tu na myśli przede wszystkim drobiazgowe opisy zmagań militarnych – o tyle w zwieńczeniu „Imperium Grozy” treść jest łatwo przyswajalna, żeby nie powiedzieć: prosta. Trochę brakuje poświęcenia paru stron na prezentację klimatycznego świata. Właściwie wszystko, co mogłoby spowalniać akcję lub powodować znużenie, zostaje odłożone na bok. Z jednej strony książkę czyta się szybko, a istotne wydarzenia następują po sobie w zastraszającym tempie. Z drugiej cierpi atmosfera powieści. Może nie w wielkim stopniu, szczególnie że czytelnik posiada wyobraźnię, dzięki której w jego umyśle otoczenie bohaterów wygląda barwniej, ale z pewnością jest to pewna bolączka. Dla jednych mniej ważna, dla drugich bardziej. Kwestia indywidualna.

droga zimnego serca

W zamian dostajemy to, co kochamy najbardziej: dużo polityki, pełnych napięcia rozmów, układania misternych planów oraz szybkiej akcji. Sama walka o tron Kavelinu prezentuje się interesująco, ponieważ władzy pragnie kilka stronnictw, które nie wzdrygają się przed wysłaniem zabójcy choćby przeciw dziecku. Jednak to tylko część wielowątkowej fabuły, na którą przypadają również starcia w Hammad Al Nakirze i rządy cesarzowej Mgły w regenerującym się po wojnach Shinsanie. Wszystkim wydarzeniom przygląda się czarownik Varthlokkur, który postanawia zrezygnować z dotychczasowej bierności, gdyż ta doprowadziła jego jedynych przyjaciół do klęski. Poza tym wciąż daje o sobie znać Stary Wścibinos, nieustannie ingerujący w ludzkie losy. Czy wreszcie nastanie kres jego intryg, które raz po raz wywołują tragedie na całym świecie?

Każdemu wątkowi Glen Cook poświęca tyle samo czasu. Każdy też trzyma wysoki poziom, zaskakując zwrotami akcji i budząc ciekawość. Zasługa to nie tylko sprawnie zaplanowanej historii, dążącej do coraz bardziej wyczekiwanego końca, ale także braku wodolejstwa w dialogach oraz atrakcyjności biorących w nich udział bohaterów. Praktycznie cały czas jesteśmy raczeni złożonymi relacjami między i tak już skomplikowanymi postaciami, które wiele przeszły, zestarzały się, ale nadal sprawdzają się jako główni aktorzy powieści. Niektórzy mniej lub bardziej się zmienili, lecz różnice w ich zachowaniach są naturalne. Jednocześnie upływ czasu wcale nie oznacza, że zamierzają udać się na odpoczynek. Dalej wykazują się aktywnością, do której pchają ich różne żądze oraz pragnienia. Nakreślone przez pisarza sylwetki to świetny dowód jego niebywałego talentu – trudne do jednoznacznego określenia „dobry czy zły”, posiadające brudne sekrety, żałujące niektórych czynów, a przez to ludzkie i – mimo to bądź dzięki temu – lubiane przez czytelników. Autor do gromady barwnych bohaterów dokłada jeszcze nowych (na przykład dojrzewające dzieci Mgły), których ambicja może nieźle namieszać w fabule.

Uszczerbkiem na wyśmienitej jakości pozostaje jednak zakończenie. Glen Cook znakomicie podsycał napięcie przed „wielkim” finałem. Spodziewałem się szoku co najmniej takiego, jak w „Okrutnym wietrze” po tym, gdy Varthlokkur w bardzo sprytny sposób pokonał dwóch książąt Shinsanu. Tymczasem żadne epickie zwieńczenie nie nadeszło. Ostatnia strona była wręcz małym rozczarowaniem, ponieważ plany knute przez czarownika czy Mgłę naprawdę zapowiadały się genialnie, ale o ich szczegółach nawet nie napomknięto. Poza tym czytelnik może nie być przekonany, co do ostatecznego rozstania się pisarza z cyklem „Imperium Grozy”, bo ten wyraźnie zostawił sobie niewielką (ale jednak!) furtkę do kontynuacji. Pytanie brzmi: czy zdecyduje się ją napisać? Mam nadzieję, że tak.

„Drogą zimnego serca” Glen Cook udowodnił, iż nadal doskonale czuje historię i bohaterów „Imperium Grozy”. Potrafi umiejętnie rozplanować fabułę, aby zawsze działo się coś ciekawego i nie brakowało spisków zawstydzających konkurencję. Nie jest to zwieńczenie, jakiego się spodziewałem, ponieważ na końcu nie występuje prawdziwy i zapowiadany wstrząs. Jednak i tak przyjemnie było powrócić do ulubionego świata oraz znów spotkać znane, lubiane postacie. Dostaliśmy świetne fantasy, które godnie reprezentuje ten mistrzowski już cykl. Jeśli ktoś jeszcze z nim się nie zapoznał, szczerze zachęcam do nadrobienia zaległości.

Dziękujemy wydawnictwu Rebis za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 8,5  
Ocena użytkowników 7,83 Średnia z 6 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...