Droga do Diuny

Michał "Mikeal" Kostrzewa środa, 16 września 2015
okładka, droga do diuny

Cykl "Kronik Diuny" uznawany jest za arcydzieło gatunku science fiction i nie ma w tym przesady. Zamiast stawiać na lasery, kosmiczne pościgi i gorące przedstawicielki obcych ras, Frank Herbert wybrał coś zupełnie innego. Poznawanie mocy płynących z ludzkiego umysłu, uzależniającą przyprawę dającą prorocze wizje i długie życie, akcję dziejącą się na przestrzeni kilku tysięcy lat, umiejętne wymieszanie książki science fiction z traktatem ekologiczno-religijno-filozoficznym. Niestety z powodu śmierci nie ukończył swojego sztandarowego dzieła. Schedę po nim przejęli syn, Brian Herbert, i poczytny autor Kevin J. Anderson. Poza dokończeniem Kronik, napisali też prolog opisujący Dżihad Butleriański, bohaterów Diuny i dwie książki opowiadające o powstaniu najważniejszych szkół w tym uniwersum – Mentatów i Bene Gesserit. Ich ostatnią wydaną w Polsce książką jest recenzowana przez ze mnie "Droga do Diuny".

Widziałem w internecie opinie, że "Droga..." jest "Silmarillionem" Diuny. Jest to stwierdzenie błędne. Na miano "Silmarillionu" zasługują wcześniejsze książki duetu, opisujące wymienione przeze mnie w poprzednim akapicie wydarzenia. "Droga..." bardziej przypomina dodatki do wersji reżyserskiej "Diuny". W środku znajdziemy listy Franka pisane do wydawców i przyjaciół, pierwotną wersję "Diuny", artykuł na temat walki z wydmami piaskowymi pochłaniającymi wybrzeże i opowiadania będące scenami wyciętymi z oryginału lub luźnymi historyjkami z uniwersum.

Czytając listy, podziękowania i tym podobne na myśl nasuwają się dwa wnioski. Primo, listy Franka Herberta są wypełnione sentencjami, które można cytować. Moje ulubione to: "...uważał, że stereotyp pisarza ledwie wiążącego koniec z końcem w klitce na poddaszu został stworzony przez wydawców pragnących wykręcić się niewielkimi zaliczkami" i "Zawsze sobie powtarzam, że wydawcy pojawiają się i znikają, a pisarze przeżyją ich wszystkich." Secundo, wydawcy nie mają nosa. Uwierzycie, że pierwszy tom "Diuny" odrzuciło kilkanaście największych amerykańskich wydawnictw? Argumentowali, że książka jest za długa, czytelnicy są za głupi i znudzą się w trakcie. Słyszeliście kiedyś większe brednie? Pomocną dłoń wysunęła firma znana z tworzenia instrukcji samochodowych. Nie muszę wspominać, że to był strzał w dziesiątkę. Kolejną ciekawą rzeczą jest wyjaśnienie genezy całego cyklu. Otóż Frank Herbert zarabiając na życie jako dziennikarz miał napisać felieton na temat walki z wydmami pożerającymi wybrzeże. Nie skończył go, ale piaszczyste, ruchome wzgórza zafascynowały go i zachęciły do pięcioletnich badań, które zaowocowały arcydziełem science fiction.

droga do diuny

Czas na gwóźdź programu – napisane na podstawie starych notatek Herberta opowiadanie "Planeta Przyprawy", będące pierwowzorem "Diuny". Z oryginałem łączy je parę rzeczy: ogólny zarys fabuły (chociaż końcówka jest dramatycznie inna), bohaterowie mimo odmiennych imion są podobni do postaci z Kronik: okładka, droga do diunyJesse Linkam głowa rody Linkamów, Valdemar Hoskanner, Barri Linkam i reszta. Utwór jest napisany jak pierwsze cztery tomy kronik. Nie nudzi, akcja wciąga, a opisy fascynują. Nie jest to jednak traktat ekologiczno-obyczajowy jak finalna wersja. Jest to opowieść o dekadenckim wszechświecie, który znalazł sobie nową zabójczą używkę. Znajdą się też sceny znane czytelnikom oryginału, między innymi słynne: "Do diabła z przyprawą! – krzyknął Jesse (lub Leto) – Ratujcie ludzi!" lub wędrówka Barriego z ojcem po pustyni, znajdująca swoje odbicie w ucieczce Paula i Lady Jessiki przed Harkonnenami. Jedyne, co można policzyć na minus, to brak fascynującej technologii Tleilaxan i niemożność poczucia pustyni. W "Diunie" podczas czytania o podróży po pustkowiach czułem żar i suchość. Tutaj niczego takiego nie znalazłem.

O scenach wyciętych nie da się długo pisać. Szkoda, że zostały wycięte, wnosiły do świata Diuny wiele informacji, rzucały nowe światło na relacje między bohaterami i niektóre zmieniały zakończenie książek. Ostatnie, co przyjdzie mi opisać, to luźne opowiadania ze świata Diuny. Są ciekawe i podobnie jak wycięte sceny ukazują sporo szczegółów z uniwersum.

"Droga do Diuny" to mus dla fanów twórczości Franka Herberta. Niestety tylko dla nich, osoby nieobeznane z jego książkami nie mają tutaj czego szukać.

Dziękujemy wydawnictwu Rebis za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 7  
Ocena użytkowników 7 Średnia z 2 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...